Join Photoblog!
pixel
 
pixel
 
  »
pixel
S M T W T F S
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 »
pixel

#1

2012.07.05
pixel
Wybaczcie brak polskich znakow, ale pisze z kompa kuzyna, bo nie mam jeszcze przejsciowki. Jak wiadomo kontakty tu sa inne, ale ciezko jest znalezc cos 4go lipca. Wczoraj pytalam pania w mall'u o przejsciowke i byla strasznie zdziwiona, ze mamy inne kontakty, w rezultacie czego zapytala mnie: So do you need to change your sockets at home? Uwielbiam bystrosc tubylcow!!! Z kolei kiedy weszlam do sklepu z prom dresses i nie tylko, znalazalam najpiekniejsza sukienke swiata, tylko ze za cale 390 baksow. Ale pani zapytala mnie skad jestem, poniewaz mam bardzo dziwny akcent. Powiedzialam, ze z Polski i nie wydawala sie byc zadowolona.
Niestey wydawalo mi sie, ze znam angielski, ale na miejscu okazalo sie, ze wcale nie! Nie rozumiem tu polowy ludzi. Bylam wczoraj w Dunkin Donuts skladac aplikacje o prace, Wszedl za mna duzy murzyn i zaczal zamawiac. W DD pracowaly same Polki i mowily gorzej niz ja, ale za to od razu rozkminily o co mu chodzilo. Dla mnie to byl marsjanski belkot. Ale problem nie konczy sie na tym. Niestety rowniez Polacy mowiacy po Polsku musza mi powtarzac niektore rzeczy po dwa razy, poniewaz nie rozkminiam o co im chodzi za pierwszym razem. Nabrali tego belkotliwego akcentu i strasznie niewyraznie mowia.

Ale i tak zajebista jest tu polonia. Niedaleko od Linden jest calkowicie polskie miasto. Wczoraj tamtedy przejezdzalam. Po jednaj stronie Dorota's Bakery, a po drugiej Aneta's Salon. Na nastepnej przecznicy Pulaski's Shop i wszedzie samochody z husaria i budynki z flagami polskimi i amerykaskimi.

Pracuje jako sprzataczka wyjebanych domow bogatych ludzi, pare godzin dziennie rano za 15$/h. No i szukam pracy popoudniami. Zapierdalam jak pojebana, bo jak nie robisz szybko i dokadnie to wylatujesz. Pracuje z taka jedna Marta, to w sumie moja szefowa. Jest po 40tce i ma juz wnuczki, ale jest zajebista, wozi mnie fura codziennie do pracy (tu wszyscy maja po kilka samochodow) i pomaga mi zalatwic inna robote. Jest byla mistrzynia plywania i miala kiedys jechac na Olimpiade, ale troche inaczej to sie wszystko potoczylo. Jutro jedziemy czyscic domek nad jeziorem, to moze nawet troche poplywamy. Recze mi smierdza chlorem jak to pisze.

Wczoraj byl Dzien Niepodleglosci. Jak tylko sie rano obudzilam, to poszlam do roboty, kolo trzynastej bylam juz w domu, zjadlam tylko obiad (POLSKI, bo ziemniaki, kurczak i salata) i kuzyn mnie juz porwal. Najpierw pojechalismy do Mango, Dunkin Donuts po aplikacje, a pozniej do jego kumpli, ktorzy najlepsze grillowali sobie hamburgery przed hawira. Pozniej pojechalismy do mall'a. Strasznie nienawidze chodzic po centrach handlowych bez doraznego celu, wiec totalnie mnie wymeczli. Pozniej zlozylam aplikacje w Ihop (nalesnikarnia), tylko ogarnelam, ze to jest strasznie dleko dopiero jak wrocilismy do Linden. Niestety prawda jest taka, ze odleglosci sa kosmiczne. A do tego w ogole nie ma zadnego sygnalu kiedy konczy sie jedna miejscowosc, a zaczyna inna, bo wszystko wyglada jak wielkie nieskonczenie ciagnace sie przedmiescia. A wiec mozliwosci sa dwie - pomyslalam - albo ktos mnie bedzie musial zawozic, albo bede jezdzic rowerem. Moj kuzyn (Kuba), jego szef (Grzesiek) i kumpel (Robert) strasznie mnie wysmiali, kiedy to uslyszeli. Stwierdzili, ze rowerem tu sie jexdzi chyba tylko po parku i w dodatku robisz to tak, ze pakujesz rower na dach samochodu, jedziesz do parku i tam sobie dopiero sciagasz rower do jazdy. Ponoc na glownych drogach rowerem nie mozna jezdzic (nie dziwie sie, patrzac jak jezdza Amerykanie), wiec powiedzieli, ze nawet nie maja pojecia jak mialabym tam dojechac, a w dodatku do Ihop jest pewnie jakas godzina jazdy rowerem (15 minut samochodem, bo po tych szesciopasmowych drogach jezdzi sie idealnie). Widzialam co prawda hispano-amerykanow hanging out in da streets na swoich bmxach, ale wygladali troche na gang, a poza tym na takim malym rowerze nigdzie nie dojade.

W kazdym razie zjedlismy sobie w restauracji (btw. nie dziwie sie ze amerykanskie dzieci sa grube, skoro wczoraj wszedzie byla promoca pt. kids eat for free), a pozniej stwierdzilismy, ze jeszcze duzo czasu do fajerwerkow, wiec mozemy zrobic cos ciekawego... i tu zaczyna sie moment, w ktorym nie moge zdradzic dokladnych szczegolow, poniewaz zlamalam chyba kazde prawo stanu New Jersey. Powiem tylko, ze potrzeba dwoch telefonow i 20 minut, zeby zalatwic smieszne papierosy w Stanach.
You must be logged in to comment!
Views: 351
pixel
 
pixel
 »
pixel