..hahaha.. so many photos of quilatoa means this was important trip for us !
2008.11.06
Click here to add text
1
Click here to add text
2
Click here to add text
3
Click here to add text
4
Click here to add text
5
Click here to add text
6
Click here to add text
7
Click here to add text
8
Click here to add text
9
Click here to add text
10
Click here to add text
11
Click here to add text
12
Click here to add text
13
Click here to add text
14
Click here to add text
15
juz nigdy wiecej nie zaloze tej czapki... hahah przynajmniej do zdjecia
Click here to add text
juz nigdy wiecej nie zaloze tej czapki... hahah przynajmniej do zdjecia
16
Click here to add text
17
Click here to add text
18
Click here to add text
19
Click here to add text
20
Click here to add text
21
Click here to add text
22
Click here to add text
23
Click here to add text
24
Click here to add text
25
mokrzy to malo powiedziane!!.. ending of the trip
Click here to add text
mokrzy to malo powiedziane!!.. ending of the trip
26
Click here to add text
27
Click here to add text
28
Click here to add text
29
Click here to add text
30
Gdy dotralismy na szczyt.. zaczela sie wspaniala wspinaczka wokol kratertru wulkanu Quilatoa... bylo super hmmm... przynajmniej przez pierwsze poltorej godziny. Mielismy w planie nawet zejscie na dol do samego jeziora. Plany zostaly nieco pokrzyzowane--- przez pogode!
Zaczelo po prostu lac!.. A wycieczka to nie 2 godzinki spacerowania, a 4 godziny wchodzenia i schodzenia z roznych wysokosci. Deszcz w tym z pewnoscia nie pomaga!
Czasami ulewa byla tak gesta, tworzyla sie mgla..wiec nic nie byl widac.. ni jeziora ni gor tylko czesc sciezki po ktorej badz wspinalo sie badz sie schodzilo.
Kolege Niemca zgubilismy szybko- zapragnol isc swoim tempem. Czasem bylo naprawde ciezko bo kolejna gorka byla nadzieja na to ze bedzie ostatnia..a tu nastepne wzniesienie.. i tak dalej..
Ale doszlismy spowrottem do wioski- wykonczeni! ale szczesliwi ze byl juz to koniec
Czekaly na nas indianki w chatach - ugotowaly pyszna zupe i podaly mieso. Moglismy sie ogrzac przy piecyku.. bylismy totalnie zmoknieci
Po jakis 40 minutach przyszedl Mathias i wypowiedzial motto wycieczki
' SOMETIMES IT'S EASIER TO DIE!'
a w jego ustach slowa te brzmialy naprawde przekonujaca.
Az z niego cieklo.. !
Poczekalismy na niego az zje.. przeszkadzala troche przy tym malpka ktora mieli indianie.
Wrocilismy Pockupem do Zimbabhua zeby zlapac autobus do Latacungi.. a tam znowu oczywiscie byly problemy chcieli nas oszukac ze juz nic nie pojedzie .. i ze musimy jechac z nimi za 20 $ wiadomo bylo ze blefuja.. z zasady nie wierzy sie tubylcom..
aitobus przyjechal 15 min pozniej.
Atrakcja wioski byla przewrocona ciezarowka w rowie.. no ladnie!
Powrot tez okazal sie pelen adrenaliny bo mgla spadla tak bardzo iz widocznosc kierowcy byla max na 2 metry nie pomagaly swiatla ..nic
Pomocny byl klakson wlanczany przed kazdym zakretem
Jako ze jechalismy ta trasa rano .. wiedzielismy jakie sa przepascie dookola - ktorych teraz zbytnio nie bylo widac przez mgle i noc