... i bynajmniej nie chodzi tu o zjadanie krokietów na czas:D Z okazji tego, że chłopaki przyjechali i przywieźli prawdziwą, porządną kielbachę na grila, zrobiliśmy powitalnego grila:) Jako, że nasz pracodawca jest na wakacjach, w całą sprawe wkręcił się jego szwagier - Arwe, który mieszka po sąsiedzku i u którego będą mieszkać chłopaki. Arwe chcąc zabawić gości wyciągnął z piwnicy sprzęt do grania w jedną z dziwniejszych gier na świecie - w krokieta. W całej tej zabawie każdy ma drewniany młotek i swoją piłke (dośc ciężką jak na tak lekki młotek), która należy tym młotkiem przeturlać przez szereg bramek, a jak sie już to zrobi to mozna zatruwać życie innym graczom trafiając w ich piłki i odbijając je nie tam gdzie trzeba. I mimo, że nas było 4 a Arwe 1 to Polska niestety poniosła porażkę w tej dyscyplinie (choć może to wina tego, że żadne z nas wcześniej w to dziwactwo nie grało). ubaw po pachy :D