You are either already subscribed or there was an error
Your entry has been submitted
Sorry, your entry could not be submitted
Wejherowo- Berlin
2007.07.27
Click here to add text
1
Click here to add text
2
potem z rana o 5 stopowalem 6 godzin i 4 milych Kaszubow jak i przeddzien chcialo mnie podwiesc do tej samej wioski oddalonej o 3 km tylko, wiec grzecznie odmowilem...potem ruszylem rowerkiem do leborka...mialem za moment pociag do szczecina.tam do berlina i dowiedzialem sie dzwoniac do jurka ze w berlinie go nie ma wiec, jurek powiedzial bym do ewci podjechal i nocowal. Ewcia jest wspaniala, robi tatuaze, znam ja od wielu lat...jest weganka... jest na maxa goscinna :) Dziekuje Tobie Ewciu za goscine (wiem ze to czytasz he,he)
The next day at 5.30 a.m. I started hitch-hiking with the bike again. I've waited for six hours listening to music and dancing. 4 guys stopped but the next village the same as the day before. I was glad but 3 km wasn't enough :) So I cycled 35 km to Lebork city and took the train to Szczecin (280 km). From Szczecin to Berlin to visit my friends. During the way I arranged meeting for the fire-show with Susana from Portugal and her friends. So finally I got off the train in Berlin at 10 p.m. waiting almost 2 hours for them. Portuguese mentality very similar to mine to be late :) So we did show with Susana and 2 guys from San Sanfrisco who played on the buckets and rapping :) It was late for being interested by people because most of them went to have a party but the atmosphere was very nice :) I got a CD of their band...thanks a lot mates. At 2 a.m. I cycled to my old friend Ewa living in Berlin for years. I was lucky because she's just came home :) I got some vegan food talking with Ewa and went to sleep (in the bed :)
1) w drodze przed Leborkiem
2) piekny zachod
w pociagu smsami ustawilem sie z panna na fire-show ze stronki podrozniczej...wyobrazcie sobie ze czekalem na nia 2 godziny do polnocy w miejscu ktorym sie umowilismy, a ona pisze sms gdzie jestem bo oni w innym miejscu wlasnie przyszli i czekaja nicio sorki he,he....panna z portugalii wiec czasu jak ja nie liczy no ale dla mnie z tabolkami w betonowym otoczeniu zmeczony czekalem i czekalem...no ale przyszla z 2 kolesiami z san francisco ktorzy graja w kapeli ze skrzypcami keyboardem jak innymi isnstrumentami. Za pozno jak na sobotni wieczor wyskoczylismy pod kafejki, my machalismy ogniami a kolesie rapowali i grali na wiadrach :) malo osob bo juz poupijani wszyscy na imrezy poszli.zarobilismy kilka euro...na glowe po 2 euro!! haha no ale koles sprzedal plyty swojej kapelki i mial kaske z tego no i mi swoja dole odstapil...wiec mialem 5 euro. na koniec show jak sie rozstawialismy podarowal mi polityczno-spolecznie zangazowana swojej kapelki plytke. Po 2 w nocy pojechalem rowerkiem do ewy i mialem szczescie bo akurat przyszla i przemilo mnie ugoscila...bratnio-siostrzana dusza... (wkrotce zamieszcze fotki jej i inne na blogu) ogolnie takie smakolyki weganskie mi robila domowej roboty ze cho cho...bardzo milo :)