You are either already subscribed or there was an error
Your entry has been submitted
Sorry, your entry could not be submitted
leaving on the anarcho-feminist squat in Barcelona having interesting time and great flat mates and cooking vegan food :)
2007.10.13
Click here to add text
1
Click here to add text
2
Click here to add text
3
Click here to add text
4
Click here to add text
5
Click here to add text
6
Click here to add text
7
Click here to add text
8
Click here to add text
9
Click here to add text
10
Click here to add text
11
Click here to add text
12
Click here to add text
13
Click here to add text
14
Click here to add text
15
Click here to add text
16
Click here to add text
17
Click here to add text
18
Click here to add text
19
Click here to add text
20
no wyglada na to ze troche sie tu zadomowilem
na sklocie jest przemila atmosfera rodzinna, tylko ogolnie zabiegane ludki bo to praca bo parnerzy bo inne sprawki. ogolnie przepiekne feministki. na gorze jeszcze piekniejsze bo mamy dwa pietra tylko ja nie gadam super po hiszpansku a na sklocie tylko 2 osoby mowia bo angielsku. ale dogadam sie tylko wiadomo nie jest swobodnie tak itd. jutro albo pojutrze przeprowadzam sie do panny angielki z Couchsurfing.org , bo mimo ze poprosilem Marte by wszyscy wspollokatorzy sami beze mnie zdecydowali czy moge zostac stwierdzili ze spoko, to czuje ze troche zawadzam w ich prywatnym zyciu bo ja chodze na koncerty czy inne wydarzenia i pozno wracam i nie chce ich budzic non stop. Panna Susana bardzo przesympatyczna i w dodatku Weganka :) spytalem sie jej przedtem czy nie chce mnie na weganski posilem zaprosic no i zaprosila. Bardzo smaczny, no i mieszka na starym miescie, ale z drugiej strony duzo policji i turystow a tu w Sant Andreu, bo to byla kiedys wioska potem miasteczko co barcelona wsiaknela, jest spokojnie milo i bez policji.
robilem raz fire show na starym miescie i calkiem stuknelo kaski ale przy kolejnym razie czapnela mnie policja w liczbie 3 kolesi akurat kiedy krecilem ogniem i mialem wypelniona buzie parafina wiec o maly wlos nie zionolem na nich a potem o maly wlos nie wyplulem na nich parafiny haha... wiec moze raz jeszcze wyskocze ale po cichu z ukradka i tylko w 2 miejscowkach na szybkiego.
Sporo sie tu dzieje i nie nadazam za wszystkimi wydarzeniami bo jak sie konczy jedno nad ranem to gdzie indziej sie zaczyna prawie juz i sie spozniam, bo spac trzeba
tu jest info co sie tu dzieje alternatywnego www.usurpa.squat.net
zobaczymy ile tu zostane, zawsze jestem jeszcze mile widziany u kolesia Alexa co sie z nim widzialem i imprezowalem. jest na maxa spoko koles z meksyku, tez moge u niego i jego znajomego zostac jak tylko zechce.... szkoda tylko ze tu sie w nocy zimno a i za dnia tez robi. w Afryce mam juz sporo miejscowek i kontaktow co na mnie czekaja.
a robie portfele caly czas z kartonow, z przeslaniem na nich. w barcelonie 2 zeszly na punkowym koncercie za 7 eurakow...zawsze do przodu ale robi sie je dlugo na chill oucie :) niestety wczoraj spoznilem sie na koncert Vialka co u nas w gdansku grali 2 razy.
A spotkalem tu dobrego znajomego z berlina z polskich stron zaangazowanego i razem aktywni bylismy na obozach no border z emigrantami. musze powiedziec ze jestem w szoku jesli chodzi o polaczkow niektorych na sklocie jednym co wlasnie bylem na koncercie, punki niby z wygladu, a rasisci, szowinisci i tepaki na maksa. Po uslyszeniu ze jade do Afryki rowerem stwierdzili ze na co tam jade, bo Murzyni sa po to by pracowac i zapierdzielac, a ja co bialy Murzyn ze tam jade.... takie ich slowa. przeniesli sie z berlina, Muri moj znajomek ten z berlina mowi ze z nimi masakra bo tu im nikt nie przeszkodzi i robia co chca, w berlinie jeszcze ekipa im zawsze stawila sie, ale tu ich nikt nie rozumie co gadaja po polsku.
a bylem na demonstracji w sprawie sklotu Can Vies, co ma byc eksmitowany razem z ludzmi. dawny stary kosciol zasklotowany i chca go zburzyc by zbudowac ekskluzywne drogie mieszkania.... niezle zorganizowana manifa, po drodze graffiti polityczne w obronie sklotu ale nie jakies bazgroly tylko piekne grafitti. mnostwo wielkich szablonow w czasie marszu na ulicach robionych i na murach, plakaty klejone wrzedzie, samba, grajki, teatry uliczne itd.
pozniej na bloga wrzuce info i mnostwo fotek jak bede u susany w domu. Ale troche mozecie zobaczyc na bercelonskich indymediach....wejdzcie na www.indymedia.org i po lewej wybierzcie z kolumny Barcelona klikajac tam.... potem po prawej szukacie tekstu o Can Vies
no to czesc z niusow :)
pozdrowka i trzymajcie sie cieplo w zimnawej polsce, choc tu w barcelonie pierwszy raz tak zimno o tej porze roku.
fotki z anarchofeministycznego squatu gdzie obecnie przesiaduje i mile spedzam czas w Barcelonie.... feministki z serca bez uprzedzen jak to ma miejsce gdzieniegdzie gdzie feminzm zamienia sie w seksizm czy szowinizm. Przemila amosfera panuje w tym starym domu zasklotowanym :)
na fotkach takze zasklotowana przestrzen gdzie za murami znajduje sie bio organiczny ogrod. pierwsze 2 fotki sa z innego ogromnego sklotu ktory jest stara fabryka z hangarem... pomieszczenie do robienia szablonow i sitodruku.
So spending very nice time with my flatmates, cooking vegan dinners.first 2 photos are from other giant squat, the factory from the screen-printing and making stencils place. The out view of the squat with banners it´s the one I live in. The painted walls express what is behind them.... the squated green area that was replanted as a biological organic garden :)
hej hej sporo sie wydarzylo przed dotarciem do Barcelony, oto relacja z Walencii i rowerowej wyprawy w kierunku Barcelony:
W Walencii nie moglem byc dluzej goszczony u Jenny, gdyz nowi wspollokatorzy sie wprowadzali.... i znowu cud czy los mi sprzyjal, napisala mi smsa Eva czy nie potrzebuje noclegu lub pomocy nie wiedzac ze jestem w valencii i ze jestem w naglej potrzebie.... po prostu zobaczyla ze zerknalem na jej profil na Hospitality Club, jest taka opcja, lecz jeszcze do niej nie napisalem :) Spadla mi z nieba. Od razu jej odpisalem si si pliz take me :D tak sie przemiescilem do jej chalupki. eva okazala sie bardzo bardzo przyjazna i goscinna z niesamowitym designem jej rowerku. eva pojechala na zakupy a ja spotkalem sie z teresa na plazy pocwiczyc zonglerke i fire show plywajac co jakis czas w morzu :) nastepnie wybralismy sie, bylo to w zeszly piatek, na Mase Krytyczna po raz drugi w mojim wypadzie w te strony, po Madrycie. Pojawilo sie okolo 300 osob i przez godzine zajmowalismy glowne ulice na spontana :) Po Masie wybralismy sie do Evy domu gdyz robila party z jedzonkiem. Jak dotarlismy do niej okazalo sie ze sporo milych ludkow sie zagoscilo u niej. Popiwkowalismy inni powinkowali no i ruszylismy na miasto po wszystkich ciekawych miejscowkach z potancowami w roznych rytmach gdyz Eva okazala sie wszedzie znana i dla naszej grupy wszedzie byl wjazd za free.... ja sobie pozwolilem odpoczac o 8 rano i zostac odwiezionym do domku, lecz inni dawali grubo po sfinksiarskiemu jesli wiecie o co cho. Ja naturalnie odpadlem, poniewaz za 4 godzinki wybieralismy sie z 2 ludkow z Niemiec i Teresa do jej mamuski domu nad morzem w miescinie Denia. ufff co za klimat chata z basenem to juz za duza wygoda dla mnie majac 500 metrow do morza :) wybralismy sie nad morze i tam wyczajilem ludkow plywajacych na kajaku... jaka mysl mi przyszla do glowy...ano by zlapac kajak na stopa no i udalo sie mimo pierwszej reakcji wlasciciela i checi wziacia kaski za poplywanie w nim. Zrobilem z tego happening i spytalem sie czy moze zamiast pieniedzy tak od serca by uzyczyl... wywowalo to zmieszany smiech, stwierdzilem ze uracze pana owego mojej robotki portfelem jako prezent i wymiana dobra za przyjemnosc omijajac pieniadze..... wyjmujac portfel pan sie zszokowal i zaprzeczyl ze chce kaske i spokojnie moge wziasc kajak, ja na to ze to prezent w postaci portfela i ze jak chce to moze tam sobie wlozyc kaske czy co kolwiek bo ja nie mam :) No i tak wybralismy sie z teresa kajakiem po morzu.... mojim pierwszym razie na tak ogromnej wodnej przestrzenii :D Kajaczek ultra lekki i sunal a raczej ja go napedzalem weganskimi miesniami, bo mielismy jedno wioslo a teresa sobie odpoczywala :)
Ujrzylismy niesamowity zachod slonca na tle gor. Ach cudo. po documowaniu w powrocie okazalo sie ze owy pan jest aktywista rowerowym i wie sporo o zyciu alternatywnym w okolicy.... i tak oto dowiadujemy sie, ze nazajutrz jest kolejna Masa Krytyczna, lecz wlasnie w tej miescinie odbywajaca sie co tydzien i ze uzyczy nam rowerow :) Dowiadujemy sie ze jest poza miasteczkiem alternatywne centrum spoleczne i jestesmy zaproszeni. Wiec wybralismy sie ugotowac obiadokolacje i ruszylimy po spotkaniu sie z Rafa bo tak mial na imie podazajac za jego samochodem. Docieramy do niesamowitego malowniczego miejsca z mega wielkim starym budynkiem i obok domem zasklotowanym na rozne pozyteczne cele :) Wieczor spedzilismy dajac pokaz z teresa fire-show przy rytmach wielu bebnow i poznajac sporo aktywistow zyjacych tam na free stylu... chcialbym by w polsce w takim wieku ludzie nie rezygnowali z alternatywnego zycie....mieli od 40 do 60 :)
Na zajutrz rowerowo spedzilismy czas i w morzu plywajac.
Wrocilismy do Valencii, ja do mojego hosta mieszkania zastajac Tato, kolezke bardzo spoko, gdyz eva odwiedzila rodzinke. Zostalem jeszcze 2 dni w Valencii i Ruszylem w srode w kierunku Barcelony.
oj sie dzialo... wyjechalem poza valencje pociagiem by miec z glowy korki itd w miescie, nastepnie ruszylem z Castello w kierunku morza sciezka rowerowa 20 km wzdluz wybrzeza znajdujac niesamowita miejscowke ktora ciagnela sie w glab morza na 200 metrow wyladowynymi skalnymi kamieniami waska na 4 metry znajdujac na koncu kamien skale w sam raz pasujaca na poslanie, gdyz byl bardzo plaski. I tak spedzilem noc pod gwiazdami czujac szum morze i odbijanie sie fal o skaly i pode mna czujac sie jak na lodce w samym srodku morza :)
z ranka samego czekalem na wschod slonca o jak mi przypominal ten dzionek i noc wiele innych spedzonych na trojmiejskiej plazy widzac wschody slonca.
nastepnie ruszylem jakies 40 km wzdluz moza z zamiarem kontynuowania dalej, lecz niestety nie dalo rady i musialem wbic sie na ulice ktora prowadzila na droge szybkiego ruchu. Nie mialem wyboru jak nia wlasnie ruszyc w akopniamencie tirow, po drodze zatrzymalem sie przy drzewach z migdalami zbierajac cala siatke ich i ruszylem z dobra mysla bezpieczenstwa do najblizszego miasta ze stacja kolejowa. Tam sie wbilem w pociag ktory byl prosto do barcelony z zamiarem zaplacenia z 2 lub 3 stacje w razie kontrolii. Kanar pojawil sie tuz przed Tarragona, a ja sprytnie wyskoczylem na jednej z zaludnionych stacji i obrzedlem peronem go. Wszystko zapowiadalo sie ze przejade szczesliwie, a tu ponowna kontrola tuz przed Barcelona no i mowie mu ze wsiadlem stacje wczesniej i wysiadam na nastepnej w barcelonie a on ze w pociagu place ekstra i zada 10 euro ja na to ze nic nie wiedzialem o dodatkowej kasie w pociagu ze juz tak robilem itd. kolo byl nie ugiety i wezwal security.... na stacji w barcelonie widze malego dryblasa biegnacego w mojim kierunku i pytajac sie kanara "to ten?" lapiac czarnoskorego podroznego.... czyzby rasizm? hmm kanar na to ze to ja.... ten jk z procy lapie mnie szarpiac... poczatkowo myslalem ze to gliniarz i sie nie opieralem...do mnie ze slowami money money nakladajac czarne rekawiczki.... co jest ja chcialem zaplacic ale bez dodatkowej oplaty, ten nie gada po zadnemu innemu niz katalonsku w zachowaniu jak torrador atakujacy okaloczonego dzidami byka. Wiedzialem ze jak znajdzie kaske to posbede sie swojich nieduzych oszczednosci i ze wezmie to przeznaczy na rozrywke, gdyz jakby nie patrzec w jego niewiedzy rozumialem wszytko co gadal do ziomali w fachu.... ze podziela sie bedzie na piwo i na dzi..... No juz wolalem wybrac zaplate dodatkowa zodajac znalezienia konara i dania mi kwitka. i tak udalo sie uczynic. chill outujac ruszylem w kierunku sklotu gdzie mieszka Marta poznana na Ecotopii przeze mnie zapraszajac do Barcelony do siebie. ruszylem zasmrodzonymi ulicami bo takie mialem wrazenie po 2 dniach spedzonych na wybrzerzu i nad morzem. Okazuje sie ze sklot jest okolo 10 km od stacji, ale plusem jest dowiedzenie sie od staruszka ze to kiedys byla wioska i miasto jea wchlonelo. Dotarlem juz poznym wieczorem w spokojnej okolicy ujzajac Marte w oknie :) no i tak oto znalazlem sie w starym domu z milymi ludkami gdzie praktykuje dalej hiszpanski. W portugalii nauczylem sie sporo portugalskiego a w hiszpanii zdazylem na spontana sie hej hej sporo se wydarzylo ostatnio
napisze w skrocie a jak bede mial mozliwosc zaladowania fotek to opisze bardziej w szczegolach poszczegolne wydarzonka, gdyz pisze z biblioteki w barcelonie i nie ma takiej mozliwosci.
W Valencii nie moglem byc dluzej goszczony u Jenny, gdyz nowi wspollokatorzy sie wprowadzali.... i znowu cud czy los mi sprzyjal, napisala mi smsa Eva czy nie potrzebuje noclegu lub pomocy nie wiedzac ze jestem w valencii i ze jestem w naglej potrzebie.... po prostu zobaczyla ze zerknalem na jej profil na Hospitality Club, jest taka opcja, lecz jeszcze do niej nie napisalem :) Spadla mi z nieba. Od razu jej odpisalem si si pliz take me :D tak sie przemiescilem do jej chalupki. eva okazala sie bardzo bardzo przyjazna i goscinna z niesamowitym designem jej rowerku. eva pojechala na zakupy a ja spotkalem sie z teresa na plazy pocwiczyc zonglerke i fire show plywajac co jakis czas w morzu :) nastepnie wybralismy sie, bylo to w zeszly piatek, na Mase Krytyczna po raz drugi w mojim wypadzie w te strony, po Madrycie. Pojawilo sie okolo 300 osob i przez godzine zajmowalismy glowne ulice na spontana :) Po Masie wybralismy sie do Evy domu gdyz robila party z jedzonkiem. Jak dotarlismy do niej okazalo sie ze sporo milych ludkow sie zagoscilo u niej. Popiwkowalismy inni powinkowali no i ruszylismy na miasto po wszystkich ciekawych miejscowkach z potancowami w roznych rytmach gdyz Eva okazala sie wszedzie znana i dla naszej grupy wszedzie byl wjazd za free.... ja sobie pozwolilem odpoczac o 8 rano i zostac odwiezionym do domku, lecz inni dawali grubo po sfinksiarskiemu jesli wiecie o co cho. Ja naturalnie odpadlem, poniewaz za 4 godzinki wybieralismy sie z 2 ludkow z Niemiec i Teresa do jej mamuski domu nad morzem w miescinie Denia. ufff co za klimat chata z basenem to juz za duza wygoda dla mnie majac 500 metrow do morza :) wybralismy sie nad morze i tam wyczajilem ludkow plywajacych na kajaku... jaka mysl mi przyszla do glowy...ano by zlapac kajak na stopa no i udalo sie mimo pierwszej reakcji wlasciciela i checi wziacia kaski za poplywanie w nim. Zrobilem z tego happening i spytalem sie czy moze zamiast pieniedzy tak od serca by uzyczyl... wywowalo to zmieszany smiech, stwierdzilem ze uracze pana owego mojej robotki portfelem jako prezent i wymiana dobra za przyjemnosc omijajac pieniadze..... wyjmujac portfel pan sie zszokowal i zaprzeczyl ze chce kaske i spokojnie moge wziasc kajak, ja na to ze to prezent w postaci portfela i ze jak chce to moze tam sobie wlozyc kaske czy co kolwiek bo ja nie mam :) No i tak wybralismy sie z teresa kajakiem po morzu.... mojim pierwszym razie na tak ogromnej wodnej przestrzenii :D Kajaczek ultra lekki i sunal a raczej ja go napedzalem weganskimi miesniami, bo mielismy jedno wioslo a teresa sobie odpoczywala :)
Ujrzylismy niesamowity zachod slonca na tle gor. Ach cudo. po documowaniu w powrocie okazalo sie ze owy pan jest aktywista rowerowym i wie sporo o zyciu alternatywnym w okolicy.... i tak oto dowiadujemy sie, ze nazajutrz jest kolejna Masa Krytyczna, lecz wlasnie w tej miescinie odbywajaca sie co tydzien i ze uzyczy nam rowerow :) Dowiadujemy sie ze jest poza miasteczkiem alternatywne centrum spoleczne i jestesmy zaproszeni. Wiec wybralismy sie ugotowac obiadokolacje i ruszylimy po spotkaniu sie z Rafa bo tak mial na imie podazajac za jego samochodem. Docieramy do niesamowitego malowniczego miejsca z mega wielkim starym budynkiem i obok domem zasklotowanym na rozne pozyteczne cele :) Wieczor spedzilismy dajac pokaz z teresa fire-show przy rytmach wielu bebnow i poznajac sporo aktywistow zyjacych tam na free stylu... chcialbym by w polsce w takim wieku ludzie nie rezygnowali z alternatywnego zycie....mieli od 40 do 60 :)
Na zajutrz rowerowo spedzilismy czas i w morzu plywajac.
Wrocilismy do Valencii, ja do mojego hosta mieszkania zastajac Tato, kolezke bardzo spoko, gdyz eva odwiedzila rodzinke. Zostalem jeszcze 2 dni w Valencii i Ruszylem w srode w kierunku Barcelony.
oj sie dzialo... wyjechalem poza valencje pociagiem by miec z glowy korki itd w miescie, nastepnie ruszylem z Castello w kierunku morza sciezka rowerowa 20 km wzdluz wybrzeza znajdujac niesamowita miejscowke ktora ciagnela sie w glab morza na 200 metrow wyladowynymi skalnymi kamieniami waska na 4 metry znajdujac na koncu kamien skale w sam raz pasujaca na poslanie, gdyz byl bardzo plaski. I tak spedzilem noc pod gwiazdami czujac szum morze i odbijanie sie fal o skaly i pode mna czujac sie jak na lodce w samym srodku morza :)
z ranka samego czekalem na wschod slonca o jak mi przypominal ten dzionek i noc wiele innych spedzonych na trojmiejskiej plazy widzac wschody slonca.
nastepnie ruszylem jakies 40 km wzdluz moza z zamiarem kontynuowania dalej, lecz niestety nie dalo rady i musialem wbic sie na ulice ktora prowadzila na droge szybkiego ruchu. Nie mialem wyboru jak nia wlasnie ruszyc w akopniamencie tirow, po drodze zatrzymalem sie przy drzewach z migdalami zbierajac cala siatke ich i ruszylem z dobra mysla bezpieczenstwa do najblizszego miasta ze stacja kolejowa. Tam sie wbilem w pociag ktory byl prosto do barcelony z zamiarem zaplacenia z 2 lub 3 stacje w razie kontrolii. Kanar pojawil sie tuz przed Tarragona, a ja sprytnie wyskoczylem na jednej z zaludnionych stacji i obrzedlem peronem go. Wszystko zapowiadalo sie ze przejade szczesliwie, a tu ponowna kontrola tuz przed Barcelona no i mowie mu ze wsiadlem stacje wczesniej i wysiadam na nastepnej w barcelonie a on ze w pociagu place ekstra i zada 10 euro ja na to ze nic nie wiedzialem o dodatkowej kasie w pociagu ze juz tak robilem itd. kolo byl nie ugiety i wezwal security.... na stacji w barcelonie widze malego dryblasa biegnacego w mojim kierunku i pytajac sie kanara "to ten?" lapiac czarnoskorego podroznego.... czyzby rasizm? hmm kanar na to ze to ja.... ten jk z procy lapie mnie szarpiac... poczatkowo myslalem ze to gliniarz i sie nie opieralem...do mnie ze slowami money money nakladajac czarne rekawiczki.... co jest ja chcialem zaplacic ale bez dodatkowej oplaty, ten nie gada po zadnemu innemu niz katalonsku w zachowaniu jak torrador atakujacy okaloczonego dzidami byka. Wiedzialem ze jak znajdzie kaske to posbede sie swojich nieduzych oszczednosci i ze wezmie to przeznaczy na rozrywke, gdyz jakby nie patrzec w jego niewiedzy rozumialem wszytko co gadal do ziomali w fachu.... ze podziela sie bedzie na piwo i na dzi..... No juz wolalem wybrac zaplate dodatkowa zodajac znalezienia konara i dania mi kwitka. i tak udalo sie uczynic. chill outujac ruszylem w kierunku sklotu gdzie mieszka Marta poznana na Ecotopii przeze mnie zapraszajac do Barcelony do siebie. ruszylem zasmrodzonymi ulicami bo takie mialem wrazenie po 2 dniach spedzonych na wybrzerzu i nad morzem. Okazuje sie ze sklot jest okolo 10 km od stacji, ale plusem jest dowiedzenie sie od staruszka ze to kiedys byla wioska i miasto jea wchlonelo. Dotarlem juz poznym wieczorem w spokojnej okolicy ujzajac Marte w oknie :) no i tak oto znalazlem sie w starym domu z milymi ludkami gdzie praktykuje dalej hiszpanski. W portugalii nauczylem sie sporo portugalskiego a w hiszpanii zdazylem na spontana sie podszlifowac rowniez :)
pozdrowka
Luki