You are either already subscribed or there was an error
Your entry has been submitted
Sorry, your entry could not be submitted
6 days cycling across Murcia and Andalusia mountains & 2 days hitch-hiking from Barcelona to Granada :) part 5
2007.12.03
Click here to add text
1
Click here to add text
2
Click here to add text
3
Click here to add text
4
Click here to add text
5
Click here to add text
6
Click here to add text
7
Click here to add text
8
Click here to add text
9
Click here to add text
10
Click here to add text
11
Click here to add text
12
Click here to add text
13
Click here to add text
14
Click here to add text
15
Click here to add text
16
Click here to add text
17
Click here to add text
18
Click here to add text
19
Click here to add text
20
niezapomniane przygody i wyprawa z Barcelony do Granady..... wyruszylem dnia 18 listopada w niedziele wieczorkiem. Ana podarowala mi bilet na 6 stref w okol Barcelony, wiec moglem wydostac sie z Barcy az do Vila-Nova na plaze. W pociagu wyswietlana temperatura wynosila 8 stopni, a bylo przed 8 wieczorkiem... zapowiadalo sie ciekawie, gdyz jak wiadomo na plazy wiaterek i wicherek no i zamiar spania na plazy to nie turystyczna przyjemnosc tylko survival :) ruszylem rowerkiem wybrzerzem jakies 50 km, by rozbic namiot na wydmach po wyczajeniu odludnej miejscowki bez mozliwosci wjazdu samochodami w poblize (wczesniej juz jedna miejscowke znalazle, lecz radiowoz sie pojawil sprawdzajac czy nikt tam nie kima, wiec sobie odmowilem taka nocke z odwiedzinami panow). Przepiekne rozlegle wydmy, jak potem okazalo sie , bedace rezerwatem przyrody byly wymarzona miejscowka na sen. Ubralem sie cieplo...3 pary spodni, wiele warstw ubrania na sobie, 3 pary skarpet, no i tak przepiekna gwiazdzista noc byla, ze wolalalem nie rozkladac namiotu, by nie konczyc tego sielankowego widoku zdala od miast. Po kontemplacji bezchmurnego oswietlanego siezycem nieba zasnalem, by w nozy odczuc nieraz mroz , ale dalem rade :).... jak pozniej dowiedzialem sie bylo minus 8 stopni :) takze nie byla to turystyczna atrakcja :D Obudzilem sie przed wschodem slonca, by nie ominal mnie ten bajkowopomaranczowy widok. Uwielbiam obserwowac jak slonce wstaje zlozka... w Gdansku zazwyczaj przed snem haha. Zrobilem sesje zdjeciowa by zachowac widoki dla Was czytajacych. Nastepnie ruszylem wybrzerzem z zamiarem zlapania stopa, po dobrym sniadanku skladajacym sie z ryzu brazowego z soczewica zielona. Zatrzymal sie kierowca i poinformowal, ze jest lepsze miejsce 3 km dalej i mnie podwiozl na sam wypad na autostrade.Nastepnie po godzince stania zostalem podwieziony na stacje benzynowa pick upem. Rozejrzalem sie i zauwazylem TIRa na polskich rejestracjach. Podbieglem i uprzejmie zapytalem kierowce czy nie zechcialby mnie zabrac ze soba. Odpowiedz pozytywna i ruszamy razem w droge.... wiadomo, ze napewno pod Walencje i potem moze dalej, gdyz sam kierowca nie wie. Dojechalismy pod Walencje i dalej nic nie wiadomo bylo. Postanowilem poczekac kilka godzin, gdyz bardzo mily 52 letni koles rozniacy sie od wielu tirowcow. Przespalem sie na pustej pace w srodku naczepy i przed poludniem wiadomosc, ze jedziemy pod Murcje :) Wiec jakies 500 km udalo sie stopem zrobic by wyladowac w zaladowni cytryn na obrzarze sadow cytrynowych przy miejscowosci Bielen. Sporo sie dowiedzialem o owocach od kierowcy z Czestochowy, w jakich regionach Hiszpanii jakie owoce rosna i kiedy sa zbiory. Mialem mozliwosc podwiezienie mnie na stacje by stopowac dalej, lecz nie moglem zostawic tych sadow pylnych cytryn, kaki, poimaranczy, mandarynek i migdalow bez mojej opieki. Takich owocow mi brakowalo w calej podrozy 4 misiecznej, gdyz sa drogie jak na moje skromne oszczednosci. Zdecydowalem zostac na wiosce i ruszyc dalej rowerem do Granady. Po drodze zaopatrzylem sie w pomarancze i wypelniony nimi po brzegi bagazu popedalowalem dalej do Bielen. Pociagiem podjechalem 2 stacje do Murcii, jakies 20 km. Murcja nie bardzo przypadla mi do gustu, ale skorzystalem z internetu w kafejce, a i piekne zabytkowe budynki napotkalem po drodze. Nastepnie majac bardzo dobra miejscowke na stopaby dostac znowu sie na autustrade ruszylem wiejskim krajobrazem z poczuciem wolnosci i nie czekaniem na ranek, gdyz byl juz wieczor pozny, by nastepnie nie czekac ponownie bezczynnie na stopa :) Wiejskie swieze powietrze i ¨swieze¨ powietrze z nawozem naturalnym na polach :p Zajechalem w gory i dalem nura w glab z dala od cywilizacji.... tylko ze podrodze mijam oboz militarny zonierzykow, lecz niepostrzerzenie ich mijam i dalej w glab jade i jade by mnie nie obudzili z lufa w glowie dla zabawy lub i nie. Wybralem przepiekny krajobraz i roztawilem namiot i lulu. Budzac sie dostrzegam te cudne widoki i spokuj w okolo z akompaniamentem spiewu ptakow :) Po sniadanku skladajacym sie z pomaranczy i migdalow zerwanych z drzewa ruszam dalej waskimi gorskimi sciezkami i ponownie mijam ten sam oboz zolnierzykow po drodze.... zakamuflowani w terenie a na strazy przy drodze pani z karabinem w reku, zmieszana na moj widok, jakby sie wstydzila swojej obsady przy takim przystojniaku haha. Pewnie jak bym sie jej oswiadczyl rzucila by te brudna robote na rzecz walki o pokuj, nie uczestniczac w wojenkach politykow. Ale ze mnie dowcipnis, choc kto wie bo ladna dziewczyna. Kolene 2 dni pedalowania w deszczu, a co jakis czas w sloncu. Po drodze zbieram owoce i migdaly na droge i sie zywie tylko nimi te 2 dni. W zyciu tyle owocow za freeko nie mialem pod nosem.... gdybym podrozowal tirem napedzanym wlasnymi miesniami za pomoca pedalow to bym calego zalodowal czestujac napotkane osoby :) W czasie lapie gume i latam dziure na przystanku autobusowym i czekam az przejdzie ulewa. Zajezdzam do kilku miasteczek po drodze jak Lorca, Alhama de Murcia, Totana (toledo), Ladne miasteczko gorskie Chirvel. Sypiam w pieknych krajobrazach polozonych w gorskich terenach. Mi wyzej tym chlodniej a noce staja sie bardzo bardzo zimne i odczuwaja najbardziej moje stopy mimo 3 par skarpet, reszta ciala w miare dobrze ogrzana dzieki czapce, szalikowi i rekawiczkom. Nocne temperatury gorskie spadaja do kolo 8-10 stopni ponizej zera. Daje rade, skoro na Rospudzie dalismy rade w temp. 27 stopni ponizej zera w namiotach to to nie jest az tak chlodno :) Podrodze nastepnego dnia lapie kolejna gume, sklejam dentke sprawdzajac w kaluzy gdzie miesci sie dziurka :D Nastepnie ponownie dziura, mega dziura w drodze, gdyz poszla mi opona w jednym miejscu robioc balona jak z zutej gumy i eksplodujac w tylnim kole. Wymieniam detke i ruszam dalej. Musze powiedziec, ze sporo energii uzylem by przejechac gory przesliczej Andaluzji. Ale cene trzeba placic wlasnym powerem, by nie siedziec w fotelu i czytac gazety z obrazkami i zdjeciami Andaluzji wlasnie, a samemu tego doswiadczyc to jest przygoda. Zajezdzam po drodze do kolejnych miasteczek jak Cullar i tam prosze o tapelnienie wody. Ruszam dalej gdyz niedziela i nie dostane bagitki razowej, ktora sklada sie z mojego codziennego jadlospisu. Dalem sie w pole doslownie bo ruszajac drozka okazala sie slepa po kilku kilometrach no i przez pola powrot by ponownie zle wyjechac, do gorskiej stacji benzynowej ze slepa ulica. Powrocilem do ronda Cullar po dowiedzeniu sie ze jest lokalna droga do miasteczka polozonego 12 km dalej i dalej do wiekszego miasta Baza robiac wielki luk, ale za to zaglebiajac sie w bezludne tereny i upuszczone skalne domy wykute w skalach. W Baza okazuje sie, ze nie ma juz innej drogi do Granady oddalonej o 100 km jak autostrada albo na poludnie i bladzac robiac 200 km by dotrzec do Granady. Mijam postoj autobusowy i akurat mam utokar do granady i to za 7 euro z hakiem, wiec ruszam po 2 dniowej podrozy rowerem i stopem i dalej 6 dniowym pedalowaniem przez gory. Mam adres w Granadzie Mariny, dziewczyny z couchsurfing.com i po 1,5 godzince dociaram. Dom 3 pietrowy wypelniony bardzo milymi ludkami z Wloch, Hiszpanii, Francji, Kongo jak i Polski :) Bardzo mile zostaje przyjety i od razu przypadaja mi do gustu jak i miejscowka. I tak juz 4 dzin tu jestem w bezstresowej przefajnej atmosferze, gotujac codziennie weganskie zarelko dla ludkow i wypadami na chyba najpiekniejksze miasto w zachodniej Europie jakie widzialem, nawet piekniejsze od Sewilli. Starowka ma od 500 do 2100 lat!!! A ludzie.... tacy jacy powinni byc.... uprzejmi, zadni rozmowy i komunikacji, bardzo pomocni i zrelaksowani. Robie codziennie fotki grafitti i szablonow, ktorych jest mnostwo tu. Sa tu tez skloty, ktore odwiedze (juz jeden odwiedzilem nowo otwarty 2 grudnia... jest nostwo pomyslow i juz sa realizowane nazywa sie w przetlumaczeniu Fabryka Snow...napisze jeszcze o tym). Jest mnostwo demonstracji, ludzie sa aktywnii, Wiele koncertow i party. kilka dni temu spotkalem nie wierzac oczom znajomego z Italii zonglujacego na starowce poznanego na Ecotopii i potem spotkanego w Porto raz jeszcze :) Bylem tez z panna, ktora mnie gosci Marina w punkowo rockowym pubie, a nastepnego dnia w bardzo milej atmosferze otoczony pieknymi paniami na kolacji i winku domowej roboty z Andaluzji :). Codziennie cos sie dzieje tu i nie mozna sie nudzic w tak fajnym towarzystwie i pieknym zielonym starym miescie. A moje portfele przypadly ludkom do gustu i juz 8 z nich poszlo, wiec zrobilem tu kolejnych kilka i bede robil dalej :) A no i kto wie kiedy wyjade bo czesc wspollokatorow Mariny chce bym z nimi zamieszkal na dluzej i zostal do swiat, ale wlasnie wczoraj (2 grudnia poznm wieczorem Marina wziela mnie na rozmowe mowiac ze na party ktorym byla 3 wspolokatorow obawia sie mnie nie ufajac i bojac sie ze cos im ukradne, niestety nie mialem okazji ich blizej poznac bo pracuja i mowia tylko po hiszpansku. Za to Alex i irena z ktorymi najbardziej sie polubilem ktore sa bardzo otwarte chca bym zostam. Ale nie chce siedziec w miejscu gdzie ktos widzi bezpodstawny problem. dzis Irene rozmawiala z Marina ze chce nmnie wziasc do pokoju jako jej goscia. No nie wiem. sa jeszcze inne mozliwosci. poznalem wiele fajnych pomocnych ludzi. napewno tu zostane kilka dni a najchetniej jak by byla mozliwosc przenocowania u ludzi to i miesiac bo pokochalem Granade i kreatywnych ludzi bardzo otwartych pomocnych i zyczliwych. spoleczenstwo jest tu bardzo aktywne) W piatek 7 grudnia odbedzie sie Masa Krytyczna z udzialem rowerzystow blokujac glowne ulice zwracajac uwage na problem zaczadzonego i zatloczonego miasta przez samochody. Bedzie to juz moja 5 Masa Krytyczna w 5 hiszpanskich miastach w czasie obecnej podrozy :) co sobote spotykaja sie rowerzysci i chca uslyszec moje historie, bo jedna parke napotkalem ostatnio. Na nowym sklocie, gdzie w niedzile bylo otwarcie odbyly sie fiesta i zabawa na calego w czasie dnia na ulicy ale po 1,5 godzinie przyjechala policja i sie przenieslismy na poblizszy plac z muzyka i instrumentami. Odbyly sie tez teatry i cyrkowcy dali pokaz, takze poeci alternatywni, bylko wegetarianskie jedzonka przygotowane i rozdawane przez caly dzien za freeko. Byl takze film finlandzko-hiszpanskiej produkcji, ktory raz dawno temu widzialem :) na sklocie 2 razy w tygodniu odbywaja sie teraz warsztaty fire-show i zonglerki, takze warsztaty masazu Reiki jak i darmowy serwis rowerowy. to juz ruszylo, oczywiscie ludzie chca byc politycznie aktywni i nie godzic sie na represyjny system organizujac sie oddolnie samemu :) na otwarciu Fabryki Snaw przewinelo sie okolo 500 osob. bylo pieknie. I znowu spotkalem w osoby z obecnej podrozy, ktore poznalem w Walencji i Porto :) Non stop kogos spotykam juz wczesniej poznanego :)
napisze jesze ludki
Luki