pixel

Kolejne opowiesci z niekonczacej sie podrozy. Granada--> Valencia--> Barcelona-->Ibiza (Autostopem i samolotem po pol rocznej tulaczce rowerem i stopem) 14.02.2008

2008.03.16
Wiec chwilowo zostawilem swoje tabolki z rowerem, ktory czeka na naprawe w Granadzie, by wyruszyc w droge jak Jacek i Placek. Wyruszylem na stopa do Walencji, by spotkac sie ze znajomymi oraz zobaczyc morze oraz zamoczyc stopy w wodzie i piasku, a takze polezec na plazy czytajac ksiazke Jack´a Kerouac`a ¨The Dharma Bumbs¨, ktora otrzymalem od panny ze sklotu w Granadzie.
Stopowalem 2 dni z Granady do Walencji spiac na polanie w prawie pelni ksiezyca blasku jak i wielu zarzacych gwiazd. Bez namiotu rozlozylem sie na karimacie i wsunalem sie w spiwor czytajac ksiazke podroznika nie uzywajac swiecy czy latarki, lecz wlasnie w balasku ksiezyca :)
Nastepnego dnia stopowalem dalej i dotarlem do Walencji, majac za soba sportowa przejazdzke kierowcy, ktory grzal 175 km/h przez 1,5 godziny. W ostatnim zastopowanym samochodzie, ktory dowiozl mnie do samego miasta i czytal tego samego autora ksiazke co ja tylko inny tytul On The Road, zostawilem spiwor i kurtke wpospiechu, a koles odjechal i nie wrocil, zapewne nie orientujac sie w sytuacji. Wiec znalazlem dobry powod by odwiedzic starych znajomych w Barcelonie po Walencji, gdyz jak bylem ostatnim razem w Barcelonie 3 miesace wczesniej wlasnie to znalazlem dobry spiwor zostawiajac u Susanny (no i wiadomo po co :)
Znajoma z Bulgarii u ktorej sie zatrzymalem w Walencji gotowala ze mna weganskie jedzonko. potem przenioslem sie do Kingi z Polski co ma wspolokatorke Monike takze z Polski oraz chlopaka z Ukrainy na jeden dzien. Przesympatycze dziewczyny ugoscily mnie jak na slowianszczyznie :) pogadalismy sobie dobre 2,5 godzinki w dobrze nam znzym jezyku :)
nastepnie jeszcze przemiescilem sie do Silvii zapracowanej, ale dobrze mnie ugaszczajacej. W Walencji odczuwajac brak alternatywnego transportu jakim jest rower (zostawiajac go w Granadzie) zaczalem chodzic dziennie od 18 do 25 km robiac trening i nie zostawiajac rowerowych wypocin na marne i trzymajac nogi w kondycji.
Po tygodniu w walencji ruszylem na stopa do Barcelony. Zostalem podwieziony przez przyjaznych kolesi z Chile, potem kolesi z Algierii i jeszcze jeden stop pod Barcelone TIRem z Polski po wyskoczeniu na rondzie by mnie ratowal z niezbyt dobrej miejscowki. Kierowca od razu po hamulcacj dal, slyszac slowa po polsku i tak oto mnie zawiozl pod Barcelone (20 km zostalo od autostrady). Nastepnie juz blisko wschodu slonca pozostalo mi pieszo przez gory przejsc do Barcy, lecz po kilku kilometrach lasem i polami zatrzymala sie dziewczyna jeepem rozmawiajac przez telefon.Podszedlem do niej i zapytalem sie gdzie jedzie i czy w kierunku barcelony. jechala do wioski niedaleko zabierajac mie ze soba z usmiechem, a po chwili przyjaznej rozmowy proponujac mi przejazdzke do samych dzwi Susanny w Barcelonie, gdzie mialem odebrac spiwor :) Wspaniala kobieta, odwazna :)
W miedzyczsie kiedy Suzana byla w pracy uczac angielskiego poszedlem po ryz brazowy, soczewice i musli.... co jest bardzo tanio do dostania (ryz brazowy niewiele ponad 1 ero za kilogram, coczewica 70 centow za kilo, i musli 2 euro za kilo).
Przenocowalem u Suzany w gronie samych weganow i weganek. Na drugi dzien spotkalem sie z moja ulubiona dusza w Barcelonie Anna zostajac u niej na noc razem gotujac kolacje i przygotowujac sniadanie i obiad weganski nastepnego dnia opawiadajac historie jakie sie wydarzyly w naszym zyciu po nie widzeniu sie 2,5 miesiaca.
Nastepnie przenioslem sie do znajomka z Meksyku na 2 nocki, za dnia wybywajac na alternatywny przeglad filmow dokumentalnych o prawach czlowieka poruszane tematyki z calego swiata od Sprawiedliwego Handlu po sytuacji na Bliskim Wschodzie, Iraku, Afganistanie, glodzie w Afryce itd.
Alexis mial odwiedziny znajomych, wiec po pobycie w wielkim parku Ciutadella przenioslem sie do mojej ulubionej miejscowki za ktora zatesknilem, na anarcho-feministyczny sklot La Gorda. Gdzie zostalem jak poprzednim razem przywitany z otwartymi rekoma, gdzie wczesniej mieszkalem przez 2 tygodnie. Marta jak i nowa wspollokatorka z gor Andaluzji, a konkretnie z Al Puhara przygotowaly przepyszna weganska obiado-kolacje. I poczulem sie jak w domu... gdzie wszyscy dziela sie jedzeniem, bez zaklopotania i pytania o owoc kiedy glod ci doskwiera :)
Nastepnego dnia przywitalem sie z reszta dziewczyn, ktore widzac mnie obdarowaly szczerym i serdecznym usmiechem uzyczajac prysznica z ciepla woda :) Och ten sklot jak i Yorck59 w Berlinie to 2 przestrzenie alternatywne gdzie zawsze czulem sie bardzo dobrze otoczony ludzmi o otwartych sercach. Niestety Yorck59 zostal brutalnie eksmitowany a i La Gorde tez to czeka w marcu po sklotowaniu tego starego budynku przez 3 lata... jak na Barcelone to dzielnie dziewczyny walczyly o autonomie tego budynku przez taki dlugi okres czasu.
Tu niespodzianka dla znajomkow, a i dla samego mnie, gdyz polecialem na Ibize po tym jak znajoma kupila mi bilet lotniczy. Noelia sama mi zaproponowala i nalegala ze to dla niej nie jest problem bo pracuje i jest ok. No nie moglem nie skorzystac z takiej dobrodusznej propozycji i zostawiajac wszelkie stereotypy o Ibizie wylecialem w przestrzen nadmorska :) och jak pieknie Morze Srodziemne wygladalo z lotu ptaka... 50 minut lotu w bezchmurnym niebie.
Po przylocie zastopowalem 3 samochody do miasteczka, gdzie Noelia mieszka. Tutaj pracownicy czy mieszancy lokalni sa bardzo zrelaksowani. Przeczekalem czas Pracy Noelii na plazy w sloncu czytajac ksiazke. Mieszkano 3 minuty od wybrzeza blisko dzikiej przyrody.
Od tamtego czasu codziennie plywam, wspinam sie po skalach, chodze po gorach, odwiedzamy dziekie wybrzeza no i w koncu Eko-wioske w srodku samej wyspy.

Co jest bardzo ciekawe tu jest czerwona ziemia na Ibizie, jaka ma jedyna wyspa na calym Morzu Srodziemnym. Ta ziemia ma bardzo duzo zelaza, dzieki czemu ma wlasciwosci oczyszczajace glebe jak i odstrasza jadowite skorupiaki jak skorpiany no i weze, ktorych tu taj nigdy nie bylo i nie ma az po dzie dzisiejszy. Na Majorce, Menorce i innych mniejszych wyspach jest duzo skorpionow i wezow.
Pierwszymi osadnikami na ibizie byli handlarze, ktorzy byli pokojowym ludem. Nastepnie handlowali takze czerwona ziemia z Ibizy, ktora byla (i jest nadal) uzywana do ostraszania skorpionow, zmij i wezy jesli sie tyko obsypie ta ziemia dookola jakiegokolwiek obszaru. Takze podroznicy rozbijajacy sie namiotami moga w okol namiotu posypac ta ziemia i dziala jak magia przed wlasnie skorpionami i wezami :)
49-letni mieszkaniec eko-wioski opowiadal, ze 40 lat temu zaczeli przybywac hipisi z bogatszych rodzin i zaczeli krecic biznes turystyczny, zaraz potym kolektywna ziemie od zarania dziejow na Ibizie zaczeto dzielic na prywatna czy panstwowa. Przedtem tylko dom byl wlasnoscia prywatna a pola i lasy nalezaly dla wszystkich do wspolnego uzytkowania.

Kolejna rzecz to niesamowity aromat i smak warzyw i owocow. Takich smacznych i pysznych warzyw i owocow nie jadlem od dziecka, kiedy w latach osiemdziesiatych odwiedzalem rodzine na wsi. Po prostu czuje sie slodycz marchwi, zapach salaty, ostrosc cebuli, zapach i slodycz pomidorow itd.

okij napisze wiecej po pobycie w wiosce ekologicznej :)

Jest tu na Ibizie w miasteczku co pomieszkuje biblioteka i internet za freeko a i fotki i filmiki moge wrzucac na youtube.com (moj nickname to lucasvegan1 albo lucasvegan)
1 Comment
krzymik Hola Vegan!
Po prostu pieknie tam gdzie jestes, zajebisty konik polny na poprzedniej stronie :-) coz, do lata jeszcze 4 miesiace, ale bardzo przyjemnie jest popatrzec na ladne widoczki, kiedy zima za oknem... pozdrowienia!
krzymik · 2008-02-16: 06:15
Bold Text
Italic Text
UnderLine Text
URL Link

Name
URL
Enter the code to the right below
Captcha

Views: 307
 
pixel
« 2008.03.15
 
pixel
2008.03.17 »
pixel