You are either already subscribed or there was an error
Your entry has been submitted
Sorry, your entry could not be submitted
Photos- Coming back to High Atlas and climbing the highest mountain Toubkal (4167 m high) in the Northern Africa 25.06.2008
2008.06.04
Click here to add text
1
Click here to add text
2
Click here to add text
3
Click here to add text
4
Click here to add text
5
Click here to add text
6
Click here to add text
7
Click here to add text
8
Click here to add text
9
Click here to add text
10
Click here to add text
11
Click here to add text
12
Click here to add text
13
Click here to add text
14
Click here to add text
15
Click here to add text
16
Click here to add text
17
Click here to add text
18
Click here to add text
19
Click here to add text
20
Click here to add text
21
Click here to add text
22
Click here to add text
23
Click here to add text
24
Click here to add text
25
Click here to add text
26
Click here to add text
27
Click here to add text
28
Click here to add text
29
Click here to add text
30
pojechalem pocieagiem w wysoki atlas z ludzmi z domu
mego hosta i znajomymi ich. potem dolaczylismy do
reszty. dojechalismy potem samochodem do jednej z
wiosek i spalismy w takim wiejskim hosteliku i z rana
pojechalismy do najdalszej wioski by 4 godziny przejsc
do schroniska dla wspinajacych sie. tam spalem w
namiocie. jak wstalismy to wyruszylismy w gory na
najwyzszy szczyt polnocnej Afryki Toubtka ktory ma
4350 m n.p.m.
ja wspinalem sie w klapkach bo buty zostawilem w
casablance. na poczatku bylem w swojim zywiole jak
szlismy do schroniska to skalkami szedlem nie jak inni
scieszkami, lecz jak do scroniska doszlismy to ciezsza
wyprawa czekala. schronisko bylo na wysokosci ponad
2500 metrow. wspinajac sie trzeba nie raz bylo przejsc
polacie sciegu. szedlem sam swojim tempem robiac
fotki.potem dolaczylem do ulubioonego towarzysza
Raszida (mam z rosji a tata z maroka) z ktorym
polubilem sie i gadam po rosyjsku. wybralismy
nastepnie ina droge nie jak wszyscy, ktora byla
krotsza ale ciezsza. okazala sie bardzo ciezka przez
skaly po szczytach. jedlismy tylko daktyle a ja woda
sie skonczyla to jedlismy snieg. na ponad 3000 zaczyna
sie odczuwac rozne dolegliwosci od bolu glowy,
slabosci, zawroty glowy itd. mi tylko dudnily mocno zyly w
skroniach jakby cisnienie po wiekszym wysilku, ale przestawalo jak sie odpoczelo. po trochu wysilku odczuwa
sie ogromne zmeczenie na takiej wysokosci. Ale udalo
nam sie dotrzec nielatwa droga, piekne widoki w czasie
calej wyprawy jak i z powrotem ;)
powrot z gory byl nietrudny droga ktora wszyscy laza i
schodzilem w kilka osob, a potem sam z rozwalonym
klapkiem, nie zapominaj ze jestem malpa w chinskim
horoskopie i skakanie jak i wspinanie sie jest moja
wrodzona cecha.
fotki wrzuce za kilka dni bo tu maja bardfzo wolny net. w piatek 30 czerwca jade rowerem do casablanki na kilka dni zrobic wize do senegalu a potem wybrzezem do kilku miast po drodze przez wioski do Mauretanii (wize juz mam)