pixel

Opowiesci z podrozy rowerowej z Polski na Bliski Wschod

2009.07.02
W Lwowie spedzilem tydzien. Pojechalem dalej sam, gdyz Dima potrzebowal wiecej czasu, by zrobic przyczepe dla dziecka. Dzieki Dima i Olu za goscine ;) Niech Wam wege Justynka sie rozwija I zacierajcie moje szlaki do Moldawii jak juz przyczepka bedzie gotowa. Ruszelem w droge po poludniu w piatek 26 czerwca. Dima mnie pokierowal na wylotowke na Czernowce, gdzie mialem miec nastepny przystanek. Mielismy razem jechac, ale skoro sam to postanowilem odwiedzic mojich
znajomych poznanych 3 lata temu podczas mojej pierwszej dalszej wyprawy rowerowej (Ukraina, Rumunia, Wegry, Slowacja, Polska). Napisalem do nich smska i odpisali ze zapraszaja…. A w Czernowcach spedzilem wtedy razem z Mackiem I Magda niezapomniany czas z niesamowitymi ludkami, ktorzy nas przygarneli do siebie. Zgubilem macka na trasie jak I Magde zjezdzajac w dol w gorach I myslac ze sa przede mna a oni zbierali maliny I przy duzej predkosci nie dostrzeglem ich ;) smigalem z calech dsil ile mialem w nogach myslac ze ich dogonie a oni mnie scigali za mna ;) no I tak zawitalem do Czernowic szukajac internetu by wyslac im smsa, ze bede czekac na nich na dworcu. Bagaz zostawilem u przychodnia co mnie kasza I herbata poczestowal. Powiedzial mi o polskiej cerkwii I plebanii ze tam polski ksiadz mieszka no I tam zawitalem po tym jak mojich kompanow nie zastalem. Tam czekalem na nich i ksiadz, pod nieobecnosc biskupa zgodzil sie mnie nocowac w jednym z pokojow w plebanii wspominajac o mszy nastepnego ranka na ktorej sie nie stawilem ;) potem Maciek z Magda Idojechali I razem tam przenocowalismy noc nastepna, a wieczorem zrobilismy fire-show. Itam po odpaleniu ognia I pokreceniu kijkiem troche wyskoczylo 3 gliniarzy z palkami w rekach na nas. Cale szczescie ze miescowi stawili sie za nami. A jeden z lokalsow zadzwonil do ziomka co tez zajmuje sie fire-show. Zaraz przybyla ekipa fire-ludkow I okazalo sie, ze to ci co kilka dni wczesniej robili fire-show na festiwalu etnicznym w Sheshorach , kiedy I my ale nie udalo nam sie ich poznac . No I tak przygoda sie zaczela. Zaprosili nas do siebie I u nich zostalismy ponad tydzien. Nie dosc ze fire-ludki to do tego rowerzysci .
No wiec z Lwowa ruszylem by ponownie spotkac ich wszystkich. Pierwsza noc przespalem na polu blisko Rohatynia. Okazalo sie ze nie mam jak przymocowac namiotu, bo zapewne metalowe bolce zostawilem w Poznaniu na Rozbracie. Poradzilem sobie szybko dzielac suche krzaki na krotkie kijki I dalo rade. W nocy zawitala burza rozswietlajac co jakis czas wnetrze mego namiotu… choc wolalbym pod golym niebiem spac jak zwykle robie, ale we lwowie padalo codziennie no I nie liczylem ze sie zmieni pogoda.
Po obudzeniu poczytalem sobie ksiazke I spakowany ruszylem dalej przez Rohatyn do Ivano-Frankivska. Po drodze zatrzymalem sie przy sklepiku po wode I chalwe naturalna. Zaraz sprzedawca do mnie wyszedl na pogawedke I wreczyl mi w prezencie pollitrowego kwasu pitnego z kija ;) pogadalismy troche a przy odjezdzaniu podeszla do mnie pani I zapytala o podroz czy sam jade I gdzie.Nastepnie stwierdzila ze zony taki jak ja nie znajdzie co nie moze w domu usiedziec ;)
Dojechalem do Ivano-Frankivska. Tam po obejzeniu starego miasta staralem sie wydostac I jechac dalej. Zapytalem sie kierowcy Autokaru o wylotowke na Kolomyje nie zwracajac uwagi na rejestracje. Okazalo sie po wymianie kilku zdan po ukrainsku, tudziez Rosyjsku, ze nie wie jak sie wydostac , gdyz sam przyjechal z Polski ;) zaraz pojawila sie mlodziez z okolic Opola z instrumentami . A ja zostalem zaproszony na ich koncert na placu. Zdecydowalem sie polazic po miesci zostawiajac moj bagaz w srdodku autokaru i posluchac ich. Grali rozna muze, a po milo z nimi pogawedzilem. Przed zmrokiem ruszylem dalej. Po kilku kilometrach zaczela sie ulewa, a ja skrylem sie pod daszkiem na piknik przy drodze. Zmoczylo mnie mimo to a po godzince rozlozylem namiot obok I do snu sluchajac koncertu uderzajacych kropli o namiot. Spalo sie wygodnie na dmuchanej karimacie co zalety ma spiac na nierownym terenie. Tak jakos po Lwowie pelnych gopnikow (panow od zaczepiania innych) zastanawialem sie gdzie jest ta goscinnosc doswiadczona w gorach 3 lata wczesniej. No I po ominieciu Kolomyji lekkim lukiem majac kikladziesiat kilometrow gor po prawej stronie zjechalem do wioski na jedzonko . I tam poczulem cos w powietrzu, taka dobra aure. Wszedlem do sklepu I zakupilem ikre kabaczkowa (tania weganska paste w sloiku na chleb czy do kaszy, ziemniakow lub ryzu wszedzie dostepna na Ukrainie I w Rosji), chleb, ogorka I pomidora. Rozgladnalem sie widzac kilka osob przy budynku w ktorym powoli zaczynala sie dyskoteka. Zaszedlem na teren przedszkola z bujna zielenia na kolacyjke. Dzieciaki bujaly sie na chustawce spogladajac sie na mnie I co jakis czas usmiechajac przechodzac obok I zyczac smacznego. Pomyslalem ze dobre do miejsce na nacleg I rozlozenie namiotu. Pogadalem z dzieciakami czy spokojnie u nich jest I czy jak chlopaki popija na dyskotece nie robia problemow. Powiedzialy, ze jest ogolnie spokojnie. Wybralem miejsce na rozlozenie namiotu. Po chwili dziewczynka obok powiedziala ze brat jej poszedl zapytac sie taty czy moge u nich w ogrodzie rozbic sie. Zaraz tata przyszedl I po przywitaniu sie zaprosil do siebie nieopodal. Podziekowalem I zajechalem rowerem do gospodarstwa. Pogadalem troche I zabralem sie do rozbijania namiotu. Zraz potem tatko dzieciakow zaprosil mnie do domu, a jeszcze w czasie rozkladania namiotu babcia wyszla powiedziala ze po co namiot skoro jest u nich dom ;) Tatko winko polewal mi a sobie wodeczke domowej roboty, a ja na przemian gadalem raz z nim raz z corka Iwanka I synem Andrejem. Polubili mnie chyba. Opowiadelem I m I podrozach swojich, zgadzajac sie co do goscinnosci I biedniejszych prosto zyjach ludzi w przewciwienstwie do mieszkajacych bogaczach albo chcacych by tak ich spotrzegano ludzmi w miastach czy willach poza miastami. A ta rodzina wlasnie byla z tych o dobrym sercu. Zaraz przyszla jego zona I okazala sie pania ze sklepiku w ktorym zakupilem jedzenie ;) 8-letnia Iwanka w tym czasie rysowala dla mnie i zadziwiajaco szybko I wreczyla mi kilka rysunkow jak I wiersz ktory zaspiewala z bratem. Po kilku godzinach pogawedki tatko rozlozyl mi skladany fotel przyniosl wielka poduche I koldre I tak o to doswiadczylem wielkiej goscinnosci. Z rana wstalismy, mama przygotowala dla mnie gotowane ziemniaczki z cebulka I wysmienita salatke z mlodej kapusty, ogorkow, pomidorow I szczypiorku z olejem. Jaki smak, tylko palce lizac. Tak tylko smakuja swiezo zerwane nie spryskiwane chemia warzyma z ogrodka ;) W podziekowaniu pokazalem dzieciakom jak sie robi wielkie banki I tak wilkie kolorowe kule lately nad wioska, a lokalsi przygladali sie z usmiechem. Na chwile przerwalismy, gdyz wlasnie przechodzili ludzie z ceromonia pogrzebowa. Po srodku na czrno ubranych mieszkancow wioski jechala wolno ciezarowka a na naczepie otwarta trumna ze zmarla starsza pania. Po spakowaniu sie dzieciaki rowerami poprowadzili mnie do 300-letniej drewnianej cerkwi caly czas namawiajac mnie bym u nich zostal. Ja ruszylem dalej do Czernowic. Milo wspomina sie tag oscine I cala rodzinke, ktora jako transport uzywa rowerow. Rower Power ;)
Zajechalem do mojego ulubionego miasta na Ukrainie I powoli przypominajac sobie je. Zaczalem pytac sie o adres ludzi I taksowkarzy, lecz nie znali nazwy ulicy mojich znajomych. W centrum jeden pan powiedzial ze nazwa ulicy ktora mam to inaczej sie wymawia I jest 5 km od centrum. Sluchajac go pojechalem tam na obrzeza miasta. Tam zajezdzajac po licznych podjazdach I zjazdach okazalo sie ze nie ma numeru jakiego szukam I ze nie mieszka tam w tych domkach nikt taki kogo szukam. Pogadalem z panamami popijajacymi piwko I zasmiali sie, ze co jakis czas ktos do nich trafia z nazwa ulicy ktora mam a ludzie czy taksowki kieruja ich do nich. Zadzwonili do informacji czy znajomych I dowiedzialem sie ze jest ta ulica w centrum. Po sympatycznej rozmowie z ludkami miejscowymi ponownie ruszylem do centrum spotykajac deszcze po drodze. W centrum pytajac sie kolejnych taksowkarzy nie wiedzieli nic o tej ulicy. Jeden zajazal do spisu ulic w starek ksiazce I byla tylko jedna jeszcze podobnie brzmiaca ulica, wiec tam ruszelem. Burza rozszalala sie niemilosiernie I tak zdesperowany szukalem numeru na kolejnej ulicy, ktorego rowniez nie bylo. Przemokniety wlazlem do baru I spytalem sie o telefon. Wlascicielka zadzwonila do mojich znajomych I zapisala jak dojechac do nich. Jak juz dojechalem w okolice to ponownie ludzie mnie kirowali raz w jedna raz w druga strone tak ze mijalem pomnik Szewczenka 6 razy ;) W koncu dotarlem I jedna panna pomogla mi dzwoniac do nich by zeszli do mnie (w miastach na Ukrainie sa kody by otwierania drzwi ale nie ma dzwonkow, wiec jak nie znasz to nie wejdziesz do starych kamienic). Po spotkaniu sie sie z Jula okazalo sie ze nazwa ulicy zostala niedawno zmieniona I w starych spisach ulic u taksowkarzy nie widnieje a I ludzie nie znaja jej dobrze. Do tego okazalo sie ze to ten sam adres gdzie 3 lata wczesniej u nich nocowalem ;) Jula z Jura to niesamowicie sympatyczni ludzie.
Jak milo bylo wziasc prysznic I sie odswierzyc, co prawda mialem rzeczki I jeziora po drodze w ktorych sie pluskalem czy plywalem, ale pryusznic dobrze mi zrobil.
No I tak lazimy po miescie korzystajac z pomocy ich naprawiajac tania plecak jak I zakupujac za grosze nowe pedaly do roweru od znajomego Jurczyka. Poznalem brata Juriego jak jego zona I ich dzieciaka. Pogadalismy o podrrozach, a brat byl w wielu ciekawych miejscach jak np. Pakistan.
Wczoraj bylem na treningu Flames of Fire, z krorymi mam nakrecony film podczas pokazu nocnego fire-show 3 lata wczesniej a mozna obejrzec go na facebooku u mnie. Milo bylo zobaczyc stare twarze. Mialem ruszac ale w sobote robia pokaz na wiosce I akurat machacz kijem wyjechal wiec zostalem zaproszony by wystapic z nimi ;) No milo ;) koncze to pisac popoludniu w czwartek 2 lipca. Ucze ich takze robic banki I zaraz idziemy na miasto sprawdzic kieszenie przechodniow. Pozdrowka dla wszystkich.

Niedziela 05 lipca 2009
Zlecial tydzien spedzony w Czernowcach. Piekne I spokojne to miasto. Codziennie lazilismy po miescie I puszczalismy banki. Ludziom sie podoba ;) Czernowce roznia sie od Lwowa tym ze sa 5 razy mniejsze I maja sporo przestrzenii, wiele parkow z wielkimi drzewami. Aleje w centrum tylko dla pieszych, cos jak monte Casino w Sopocie. Tylko 2 razy dluzsze I deptak rowniez 2 razy szerszy a I niewiele ludzi w lato lazi. Po polnocy miasto juz spi I ma wlasny urok w swietle lamp lub ksiezyca I gwiazd w ciszy bez chalasujacych samochodow. Milicja nam nie przeszkadza cale szczescie. W piatek machalismy ogniami na jednej z prob Flames of Fire I jak 3 lata temu w tym samym miejscu milicja czuwala w samachodzie bez swiatla w srodku a potem podeszli czy mamy odpowiednie zabezpieczenia itd. Dziewczyny tanczace z ogniem odpowiedzialy panom w mundurach “chlopcy, my wiemy ze chcecie zawsze chronic dziewczyny ale my sobie bez was poradzimy ;)” no I zmieszani poszli.
Jutro przedpoludniem ruszam do Moldawii do stolicy gdzie mam nastepny przystanek u couchsurferow. Powinno zajac mi to 3 lub 4 dni by tam dojechac. Zalezy jaka bedzie droga, a zazwyczaj sa wyboje no I pagorkowato, ale bede jechac nie glowna trasa a wioskami by zobaczyc zycie wiejskie prostych ludzi. Ludzie tam rozmawiaja po rosyjsku, wiec z komunikacja nie bedzie problem, mlodsi gdzieniegdzie po angielsku nawijaja.
Bold Text
Italic Text
UnderLine Text
URL Link

Name
URL
Enter the code to the right below
Captcha

Views: 102
 
pixel
« 2009.07.01
 
pixel
2009.07.03 »
pixel