You are either already subscribed or there was an error
Your entry has been submitted
Sorry, your entry could not be submitted
Opowiesci z podrozy rowerowej z Polski na Bliski Wschod. Odcinek Czernowce, Ukraina ---> Kisziniow, Moldawia
2009.07.14
Musze przyznac, ze jazda rowerem przez Moldaie nie jest latwa, ma sie wrazenie jakby jechalo sie przez wielkie gorz. Non stop droga idzie w gore i w dol mimo ze to sa pagorki.
Z Czernowic wyruszylem popoludniu we wtorek 7 lipca, Juri pokierowal mnie swojim bajkiem za miasto na wylotowke. Co za mile spedzony czas w Czernowcach... trzeba bylo sie pozegnac i kontynuowac podroz. Po 60 km bylem na granicy ukrainsko/moldawskiej. 4 lata wczesniej jak przekraczalem granice ze znajoma, z ktora 5 tygodni po wschodniej Europie jezdzilismy stopem i machalismy ogniami, granica bylo wielkie bloto, ktore trzeba bylo przejsc, a teraz Unia Europejska zasponsorowala uszczelnienie granicy a nawet wielki skaner do dkanowanie ciezarowek i tirow. Oczywiscie wszystko by nie przemzcic narkotykow i nie wiedomo co jeszcze, a chodzi o ograniczenie swobody przemieszczania sie i kontrole ludzi spoza Unii Europejskiej by im jak najbardziej utrudnic dostanie sie przez bramy Fortecy Europy. Wladza zawsze dzieli ludzi na lepszych i gorszych z ekonomicznego punktu widzenia i polozenia geograficznego. My z polskimi paszportami mozemy przemiescic sie i podrozowac na Ukraine Moldawie i praktycznie prawie cala Europe bez problemow, a ludzie z Ukrainy i Moldawii musza wyrobic/ kupic soebie paszport za 100 euro potem wize za 60 euro i jeszcze nie wiadomo czy ja dostana, nastepnie na granicy pokazac spora gotowke za kazdy dzien przy ich niskich zarobkach. jak przekraczalem granice polsko/ukrainska slychac i widac jak traktuja ludzi z Ukrainy chcacych przekroczyc granice. Ukrainska swinia uslyszy sie nawet, czesto popychajac tych ludzi. Czy Hitler tez nie segregowal ludzi? Czemu moji znajomi z Afryki czy z Ukrainy, Rosji i Moldawii nie moga mnie odwiedzic napotykajac tyle przeszkod, a oni sa tak goscinni ze chociac troche czlowiek chcialby sie odwdzieczyc. Wmawia sie nam w mass mediach ze emigranci zabiera prace rodakom, ze ludzie dziela sie na legalnych i nielegalnych. A kto nam zabiera owoce naszej pracy w postaci podatkow? Kto nas zle traktuje w zakladach pracy? To oni sa wrogami wolnosci i tylko samopomoca wzajemna ludzkosc sie zjednoczy bez jakichkolwiek podzialow.
Po stronie moldawskiej pogranicznik kazal otworzyc sakwe i wypytywal co mam w bagazu, a nastepnie przepuscil. Znajomi z Czernowic co byli w Karpatach mowili ze nie przepuszczaja ludzi spoza Moldawii do kraju i nie wzpuszczaja obywateli z kraju. Mi udalo sie. Po przekroczeniu granicy spotkalem 2 kierowcow TIRow z Polski. Pogadalismy troche. Pozdrowienia jesli czytacie. Pozniej jeszcze pozdrowili mnie trabieniami po drodze na drugi dzien. Ja pojechalem tego samego dnia 20 km od granicy i rozbilem namiot za Lipkanami. Pogoda sprzyjala mi nie padalo i nie niebo zachmurzone bylo, wiec i po zmroku dalej sunalem. Rozbilem namiot w niezbyt dobrym miejscu jak sie pozniej okazalo. W nocy psy ujadaly szczekaniem nieopodal na wiosce, a i ktos przy mnie zaparkowal i gawedzili 2 godziny nie wiedzac ze 3 metrz wyzej za krzakami jestem w namiocie. W takich warunkach nie moglem zasnac zbytnio i jak kolesie odjechali wstalem i zlozylem namiot. Zaczynalo switac i ruszylem o wschodzie slonca.
Ten dzien byl najdluzej spedzonym na siodelku w mojim zyciu od samego ranka po zmrok i wycisnalem 140 km takze najwiecej kiedykolwiek, mimo gorzystego terenu i dziurawych drog.
W miedzyczasie zatrzymalem sie na lokalnym bazarze na wiosce by pojesc troche witamin. Nabylem lokalne morelki, marchew, momidory i ogorki. Milo pogawedzilem z paniami, dowiedzialem sie ze kilka dni wczesniej jakis rowerzysta z Polski jechal i u nich kupowal. Panie w prezencie ofiarowaly mi troche warzyw i owocow jak dowiedzialy sie ze tak sam jade tak daleko i ze jestem wege. Tacy ludzie maja dobre serce.
Z pozdrowieniami i pozytywnymi zyczeniami na droge pojechalem dalej.
Plusem w Moldawii jest wiele stawow i jezior w kktorych mozesz sie wykompac, poplywac i zrelaksowac. Minusem natomiast wiele ofiar smiertelnych na drogach, tak i ludzi z nagrobkami po bokach drogi, tak i zwierzat. Oczywiscie samochod jest tego przeczyna, na rowerze nie zabijesz czlowieka ani innej zywej istoty. Takze drogi szbkiego ruchu nie sa zabezpieczone odpowiednio, tak ze przy szybkiej i szalonej jezdzie kierowcow latwo o wpadniecie pod kola.
Wieczorem zajechalem do miasta Balti i zlapala mnie ulewa, zaraz znalazlem sie pod balkonem przy perwszym bloku. Przeczekalem deszcz i ruszelem obwodnica dalej. w sklepiku zakup chleba do Ikry kabaczkowej jeszcze wiezionej z Ukrainy. nieopodal byla droga piaszczysta ktora podazylem w celu rozbicia namiotu po obejzeniu pieknego zachodu slonca. nastepnie znowu skret w polna droge i po pol km znalazlem idealne miejsce na trawie. Rozbijajac namiot ukazaly mi sie orly pilotujace okolice, a do tego majace tuz przy mnie gniazdo. W takim towarzystwie zasnalem. Z ranka panowie pasterze, przywitalem ich. Gawedzili o wyborach, zrozumialem slowa komunizm i demokracja. Czy wierza ze kolejne wybory cos zmienia tego nie wiem.
ruszylem dalej i po ostrych podjazdach pod wieczor zatrzymalem sie blisko wioski przecietej droga szybkiego ruchu. Uslyszalem jakies chichoty wydalajace sie z drzewa. Spostrzeglem trojke malych dzieci wiszacych na galeziach i zbierajacych czeresnie. ZApytalem czy moga mi troche dac. Mowili tylko po moldawsku. tyle co umialem powiedzialem do nich po rumunsku. Zaraz przybyla ich mloda mama i pogadalismy po rosyjsku. MAma na imie miala Sweta czyli swietlista. Od razy spostrzeglem jej mocno blyszczace oczy. molo mi sie gawedzilo. przedstawila 3 swojich dzieci, ktore ojciec zostawil 4 lata temu jak ja samo, a sama musie je wychowywac. Sweta ma tyle lat co ja. Spytalem czy moge rozbic namiot na polanie blisko jej chaty. odpowiedzial ze gdyby to jej byl dom nie ma problemu ale sama wynajmuje. Zaraz pojawil sie mezczyzna ktory byl wlascicielem. Sweta przedstawila sprawe i sie zgodzil, wiec zostalem zaproszony do nich. SAme rodziny Romow/Cyganow. Od razu przywitali mnie dobrym samorobnym winem. Ja w podziekowaniu zrobilem imduze banki mydlane. kolejny dzban wina polal sie i w rytmie muzyki cyganskiej tanczylismy. Nastepnie zrobilem fire-show ktory im bardzo sie spodobal. Powiedzieli mi ze jestem bratem ich i zapraszaja na nocleg do chaty. Z rana dorosli poszli do pracy, a ja z dzieciakami fotki na do widzenia zrobilem.
po 40 km kolejnych pogorkow dotarlem do stolicy Moldawi. Tu zatrzymalem sie u ludzi z couchsurfingu. jutro albo w poniedzialek ruszam do Rumunii.
pozdrowka dla wszystkich