You are either already subscribed or there was an error
Your entry has been submitted
Sorry, your entry could not be submitted
Opowiesci z podrozy rowerowej z Polski na Bliski Wschod. Odcinek Chisinau, Moldova ---> Galati, Romania 240 km
2009.07.17
14.07.2009
Tu w stolicy Moldawii poznalem przez couc\surferke rowerzyste z Italii co mieszkal w brazylii i holandii. mamy podobny klimat. wczoraj bylismy na spotkanku z ludkami wege i innymi ale ogolnie sa tacy speszenii i pozamykani ale z weganka pogadalem i ta wege no a luigi z italii pelny
energii ale sporo przezyl wiec bylo wczoraj co
opowiadac u couchsurferki w domu w trojke.
15.07.2009
Dzis dojechalem do granicy rumunskiej
ale jade jeszcze dalej 60 km na sam koniec Moldawii bo
tu po Rosyjsku z kazdym dogadam sie i tam przekrocze
granice i bede mial 10 km do Galati. Czekam na
odpowiedzi couchsurferow jak nie to jade dalej. wczoraj
wyjechalem ze stolicy Moldawii o 6 wieczorem i
pedalowalem wieczor i noc az do 3 rana i 125 km
zrobilem. \w miedzyczasie zatrzymalem sie w nocnej kafejce i tam wode zakupilem by ochlodzic cialo. zaraz pogadali ze mna miejscowi i poczestowali kieliszkiem za moje zdowie i podroz. Pogadalem z nimi milo. Jeden z nich byl z Bulgarii, gdyz wielu Bulgarow mieszka w Moldawii. Ogolnie ludziska rozmawiaja kilkoma jezykami, zazwyczaj Moldawski (jak rumunski praktycznie), Rosyjski i na poludniu Bulgarski oraz Turecki, mlodsi w wiekszych miastach jezykami jak angielski, wloski (najblizszy obok rumunskiego), francuski.
Dzis mialem 50 km pagorkow hard core ale
teraz ma byc spokojnie i zaraz jade dalej noca. milo
ludzie czestuja owocami i winem. Pani na skrzyzowaniu drog po zakupie od niej brzoskwin poczestowala mnie jeszcze kilkoma. Ta pani oraz mlodsza byly we Wloszech, Bulgarii oraz Turcji bo maja paszport bulgarski i mowia po turecku. Bardzo milo spotkac otwartych ludzi. Tu jest region
Gaugaziya i mowia po turecku. ciekawe.
16.07.2009
Drogi w Moldawii sa straszne ale dobrze dobrodusznych
ludzi spotkac. Wczoraj spalem na stacji benzynowej co
24 h otwarta na wiosce. Z rana pogadali ze mna i jeden
koles Pietia zaprosil do sklepu na herbate z chlebem co
zjadlem z zakupiona wczesniej ikra kabaczkowa (nie rybna ;) Spoko koles byl w Polsce i w Niemczech przekraczajac ganice na nielegala. drugi pan pracujacy na stacji martwil sie ze sam jade i ze rozni ludzie sa. Zyczyl wszystkiego dobrego i bym zdrowy do domu wrocil ;)
Nastepnie pojechalem ulica ale jak kolejne byly wzniesienia to po paru zjechalem na drozka wzdloz rzeki i tak blisko natury umililem sobie czas. Spokoj i spiewy ptakow jak inne odglosy zwierzakow daly koncertowy pokaz. Okazalo sie potem ze jedyna drozka to wzdloz torow towarowych i okazalo sie ze dojechalem do przejscia promu, a wczesniej myslalem ze przekroczylem juz granice bo byly slupki graniczne non stop. Kolesia lawiacego ryby zapytalem sie czy to Rumunia czy Moldawia. Opowiedzial ze jeszcze Moldawia ;)
po przeprawieniu sie dojechalem do robot drogowych i do bardzo dobrej drogi. Zjechalem nia ale okazalo sie ze tam sa odprawy promowe, wiec wrocilem troche i na gore do granicznego miasta. no i po przejsciu granicy dobra droga, ulga dla kolan do Galati. Na granicy Rumunskiej meczyli rodzinke z Rosji ale w koncu poscili, mnie szybko. Segregacja ludzi do Unii z Unii bez problemu, a z poza Unii to gnebia, az koles caly sie spocil.
Chcialem fotki wrzucic bo konczy sie karta ale tu nie
rozpoznaje sprzetu mojego i zaraz napisze na bloga co u
mnie.
Zaraz jak najdalej w kierunku Tulcea. niestety
hostow tu nie mam i chyba dopiero w bulgarii ale w vama
veche zatrzymam sie na granicy. Oby drogi byly dobre i spokojnie bez wzniesien bym odpoczal i smignal ;)