To wszystko jakieś takie puste. Wciąż.
Mimo, że od matur ponad miesiąc, a od wyników - 3 dni.
Day after day, nic się nie dzieje.
Znów lawirowanie między wódką, a piwem, piwem a drinkiem, drinem a winem. Twarze, twarze, twarze, nie za dużo, tak na tyle, żeby nimi nie rzygać. Ale nic się nie dzieje, więc nie ma o czym rozmawiać. Tak, tak, pogoda wkurwiająca, to ma być lipiec. Nie, nie mogę znaleźć pracy, ale łatwiej by było gdybym w ogóle szukała. No.Teraz 2 tygodnie w oczekiwaniu na wyniki gdzie mnie chcom, a potem ja powiem gdzie ja chce. Wtedy to będzie zamęt we łbie! Będzie potrzeba trochę wódki, żeby jakoś przemóc w sobie to poczucie winy.
Bo ono będzie. Będzie, będzie, będzie.
A póki co - wielkie nic. Spanie od 3:00 nawet do 14:00. I cały dzień schodzi. I nuda i nic.
I nie wiem nawet jak wykorzystać ten czas, który mam.
Bo ja bym chciała na tym, co lubię najbardziej. Ale podobno czasem trzeba wyjść z łóżka...
I nic poza tym.