Weekly Theme "Prime Lens" | Relaunch (Announcement), Help, Feedback.

Kazakhstan 2010 - Horses

Konie są we wschodnim Kazachstanie… wszędzie. Widzi się je z okna pociągu w szczerym stepie, spotyka przy, a czasem i na drodze, spore stada pasą się wysoko w górach. I o ile w zachodnim Kazachstanie, nad Morzem Kaspijskim o wiele łatwiej o przejażdżkę na wielbłądzie i orzeźwiający szubat (fermentowane wielbłądzie mleko), o tyle wschodnia część kraju kumysem stoi.
Tylko w dużych miastach czterokopytne zostały już całkowicie wyparte przez konie mechaniczne. Na wsiach wciąż w odwiedziny do sąsiada jedzie się wierzchem, a po zakupy do sklepu w siodle (dzieci na oklep). Nie wspominając o tym, że są wsie do których łatwiej (i o wiele szybciej) dojechać konno niż czymkolwiek innym.

Koń jest częścią krajobrazu Ałtaju tak samo, jak nieodłączną częścią polskich wsi są koty czy łańcuchowe Burki. Najczęściej gniade i kasztanki, rzadziej bułane, kare i skarogniage, a nawet palomino. Wyjątkowym rarytasem są siwki, które uznawane są za najlepsze, najwierniejsze i najwytrzymalsze wierzchowce. Coś w tym musi być, skoro już Arabowie najbardziej cenili właśnie konie tej maści, a i w polskiej kawalerii znane było przysłowie “jak nie miałeś siwego to nie miałeś dobrego”.
Wyjątkowym zaszczytem i wyrazem sympatii ze strony Kazachów był fakt, że dwukrotnie pozwalali mi dosiąść i uwiecznić się na swoim siwym czterokopytnym.

Każdy szanujący się gospodarz posiada przynajmniej dwa-trzy koniki, przy czym uwaga - do pogłowia koni w gospodarstwie wliczane są tylko i wyłącznie dorosłe zwierzęta - 3-latki i starsze. Jak wyjaśnił mi jeden z przewodników - źrebaki i podrostki nie są w ogóle brane pod uwagę, bo jeszcze nie wiadomo czy należą do Boga, czy do niego.
Rzeczywiście, w górach Ałtaju zimą lekko nie jest - ani koniom ani ludziom. Podczas największych mrozów w okolice wiosek schodzą niedźwiedzie, kręcą się watahy wilków, czasem zaplącze się nawet symbol tych gór - pantera śnieżna czyli irbis.
Za to te konie, które przetrwają okres źrebięcy (kiedy to pasą się z matkami wysoko w górach) i pierwsze zimy (które spędzają w pobliżu wiosek) są odporne na zimno, wytrzymałe i praktycznie nie chorują. Co więcej, wiedzą jak sobie radzić w trudnym terenie, którędy omijać bagna, jak przekraczać wykroty i rwące strumienie. Stają się końmi, na których człowiek może polegać w ekstremalnie trudnym terenie.

Konno jeździć potrafią wszyscy mężczyźni. Mniej więcej w wieku pięciu lat są po raz pierwszy wsadzani na grzbiet (na oklep oczywiście, nikt nie daje dzieciom siodła) i mają za zadanie spędzić a gór bydło lub owce na noc do zagrody. Trudno się dziwić, że już wkrótce jeżdżą konno tak, jak Europejczycy po latach treningów. Zauważyłam, że w tych mniej ‘turystycznych’ miejscowościach (czyli de facto w każdej wsi, z której turyści nie wyruszają zdobywać Biełuchy) fakt, że moi koledzy nie umieją jeździć wierzchem budził nie lada zdziwienie. Dla tych ludzi umiejętność utrzymania się na oklep w galopie jest czymś tak naturalnym, jak dla nas posiadanie prawa jazdy. Za to zdziwienie czasem budziła dziewczyna (ja), która potrafiła sobie poradzić z niespokojnym koniem. Ale i tak wszystko przebijał wyraz twarz Kazachów, gdy się dowiadywali, że przyjechałam do nich (grubo ponad 5000 km) z własnym siodłem :)

Końskie mięso traktowane jest jako rarytas, i raczej się go nie spożywa na codzień. Na “zwyczajny” obiad je się zwykle baraninę (przyrządzaną na kilka sposobów), rzadziej wołowinę. Wieprzowiny na wsiach praktycznie w ogóle nie ma - wszak prawie wszyscy Kazachowie to muzułmanie.

Tak, jadłam w Kazachstanie koninę. Wędlina przygotowywana z koniny, czyli szużuk smakowała bardzo dobrze, troszeczkę przypominała dobrą wołowinę. Była też kiełbasa z konia i jeszcze jakiś wyrób, którego nazwy nie pomnę (coś już chyba pisałam o łamliwo-językogenności języka kazachskiego?).
Wędliną z konia raczy się ważnych gości podczas wystawnego posiłku (oprócz obowiązkowej pieczonej głowy barana - wtedy najważniejszy gość zobowiązany jest zjeść oko). Spożywa się ją także w dość smutnych okolicznościach… Tuż po śmierci gospodarza koniowi strzyże się grzywę na krótko i obcina ogon. Od tego momentu zwierzę w ogóle nie jest już użytkowane - ani pod siodłem, ani w zaprzęgu, ani w pracach polowych. Dokładnie w rocznicę śmierci właściciela wierzchowca rodzina zabija konia i podczas wspólnego posiłku spożywa jego mięso.

Join the conversation!
    Login or Signup using following options to comment Login or Signup below to comment
    Login Sign up

    There are 18 comments, add yours!

    • # Marzena Jozefczyk

      dreamie Masz rację Gacek.
      A dodając do Twojego komentarza swoje trzy grosze - jadąc do Azji, czy jakiegokolwiek miejsca innego kulturowo niż masz "Zachód" należy schować głęboko swoje poglądy i po prostu chłonąć nowe. Dlatego starałam się nie widzieć otarć na grzbietach koni, ostrych wędzideł czy poprzecieranych czapraków. Bo konie były odkarmione i ufały człowiekowi. I nikt nie próbował im robić piły na pysku, zmuszać do skakania 2-metrowych przeszkód czy więzić całą dobę w ciemnej stajni.

      2010.09.04 Edited Reply Cancel

    • # Scott

      I haven't said it in a while but really do some really nice work. Great job!

      2010.08.18 Edited Reply Cancel

    • # Gonia

      dzięki za piękne zdjęcia i informacje.co za kraj!pierwsze najpiękniejsze, ale wszystkie cudowne!

      2010.08.17 Edited Reply Cancel