17/02/2011. Niespokojny rok 2005 albo długa podróż do Dallas i Kansas City

by Krystyna Knypl February. 17, 2011 5031 views

Nowe doświadczenia

W 2005 roku albo musiały być jakieś nietypowe plamy na słońcu albo miałam ostry atak zakochania się w Stanach Zjednoczonych bo w listopadzie wyruszyłam na kolejna wyprawę. Podszkolona językowo, trochę mająca rozpoznanie w
akredytowaniu się dziennikarskim na kongres zaczęłam podchodzić górę z napisem Americam Heart Associtiation (AHA). Korespondowałam chyba z wszystkimi z kim się dało i była to dobra strategia w wyniku której otrzymałam akredytację. Pochwaliłam się mojej znajomej Tamarze o wyjeździe do Dallas, z którą utrzymywałam korespondencję mailowa w ramach ćwiczenia się w języku angielskim. Nie bacząc na domniemane cierpienia Tamary będące następstwem obcowania z moją angielszczyzną pisywałam do niej o wszystkim i o niczym, otrzymując co jakiś czas dłuższą odpowiedź zbiorczą.

Na moją wiadomość, że będę w Dallas Tamara zareagowała typowo p o amerykańsku i napisała – skoro będzie tak blisko ( przez co należy rozumieć około godziny drogi samolotem), to wpadnij do Kansas City, zapraszam pod swój dach.
Pomyślałam, że to może być ciekawe zobaczyć kolejny amerykański dom, a nie kolejny hotel. Kompozycja biletu była taka: Warszawa - Zurich - Nowy York ( owe 23.56 godz.) - Dallas - Kansas City - Dallas - Zurich - Warszawa. Jedna z dłuższych i logistycznie bardziej skomplikowanych moich podróży.
Pamiętając swoje przygody z przesiadką na ziemi amerykańskiej gdy leciałam do Cancun postanowiłam zabrać tylko bagaż kabinowy, żeby nie kłopotać się z jego odbieraniem po wylądowaniu w Stanach Zjednoczonych oraz ponownym nadawaniem.
Na kongres AHA, który jest zawsze dużym wydarzeniem edukacyjnym i naukowym wybierała się także grupa kolegów, wysokich rangą kardiologów. Podzieliłam się z nimi moimi refleksjami na temat przesiadek mówiąc, że 2 godziny to tyle żeby przecwałować dystans gate-to-gate z wywieszonym jęzorem. Jeden z nich, pozujący na wszechwiedzącego bywalca, oświadczył nonszalancko:
Co ty 2 godziny, my jeszcze będziemy mieli pójść czas na piwo na lotnisku przesiadkowym!
W jednym się nie pomylił, a mianowicie prognozie się nie pomylił co do czasu na piwo – oczywiście nie zdążyli na samolot ze swojego biletu i zanim znaleziono dla nich miejsce w następnym samolocie lecącym do Dallas to upłynęło 24 godziny oczekiwania na lotnisku. Linie lotnicze mają wtedy olbrzymi ruch.

Kongresu AHA gromadzą do 30 tysięcy uczestników, którzy zgodnie w tych samych dniach podążają do Dallas albo innego miasta amerykańskiego zwykle położonego na wschodnim wybrzeżu lub w jego pobliżu, które ma odpowiednio dużą infrastrukturę kongresową. Te miasta Chicago, Orlando, Dallas, Atlanta, New Orleans.
Nie są to oczywiście tylko wyłącznie lekarze. Taki zjazd to złożona infrastruktura oraz plątanina najróżniejszych interesów. W pamiątkowych szpargałach z Dallas mam wykaz wg profesji uczestników kongresu.

American Heart Association congress
TOTAL ATTENDANCE 26 469
physicians 10 877, reaserch sciencist 2 864, physician assistant 46, pharmacist 405, certified professional in healthcare quality 159, respiratory therapist 2, physical therapist 2, occupational therapist 16, registried dietitian 12, healthcare professionals 1024, non-healthcare professionals 1175, administrator 218, nurse 606,paramedic 22, technician 228, total professionals 17 662. I druga grupa określona jako other attendees: exhibitors 6 636,guest of exhibitors 107, family member 293, AHA suppliers 251 AHA staff 415, news media 505, staff guests 100, student guests of AHA 500, total other 8807.

Z tej bardzo zróżnicowanej grupy wyodrębniam 505 dziennikarzy – trafiłam więc do stosunkowo wąskiej grupy dziennikarzy obsługujących tego rodzaju kongresy. Przyglądałam się jak pracują moi amerykańcy koledzy w
press room, na konferencjach prasowych i wszystko bardzo mi się podobało! Przede wszystkim wysoki profesjonalny poziom konferencji prasowych – zaczynają się one o 8:30 i trwają do 10:00. W tym czasie podane są w pigułce wszystkie najważniejsze nowości z danego dnia przez najlepszych wykładowców, zgromadzonych w jednym miejscu. Ścieżka prasowa okazała się być lepsza niż lekarska –wykłady były rozrzucone w różnych salach na wielkiej powierzchni. Do tego dochodziły bardzo dobre materiały prasowe, no i w niektórych miastach fajny catering w press roomie.
Dzięki tym właśnie materiałom udało mi się wychwycić bardzo ciekawe doniesienie. Otóż Kathie M. Cole i wsp. z Medical Center w Los Angeles przedstawili doniesienie zatytułowane
Dogs ease anxiety, improve health status of hospitalized heart failure patients. Autorzy stosowali tzw. animal-assisted therapy (AAT) u pacjentów hospitalizowanych z powodu niewydolności krążenia oraz w grupie kontrolnej zdrowych osób. Specjalnie szkolone psy aż 12 różnych ras wraz z trenerem odwiedzały hospitalizowanych pacjentów. Psy mogły leżeć na łóżku i bawić się z pacjentem.
Wykazano korzystne obniżenie wskaźników niepokoju mierzonego wg specjalnej skali. Autorzy podkreślali, że terapia ma charakter wspomagający.
Doniesienie zrobiło prawdziwą furorę, czego wyrazem był wywiad z dr Kathie M. Cole w CNN, podczas którego powiedziała ona:
Psy przynoszą ludziom wiele przyjemności, czyniąc ich szczęśliwszymi, spokojniejszymi i bardziej kochanymi. To wielka radość dla człowieka wystraszonego chorobą.

Oglądając pacjentów z psami na łóżkach, zadawałam sobie pytanie, czy medycyna uległa tak dalece dehumanizacji, że uczucie współtowarzyszenia w chorobie, tak potrzebne każdemu człowiekowi, musiały przejąć psy?

Quo vadis, medycyno?


# 1

# 1

# 2

# 2

# 3

# 3

# 4

# 4

# 5

# 5

  Be the first to like this post
Join the conversation
3
There are 3 comments , add yours!
Jet28 8 years, 7 months ago

You certainly are covering some miles!

8 years, 7 months ago Edited
Monika 8 years, 7 months ago

z tym psem to na 100 % się zgadza w depresji

8 years, 7 months ago Edited
Finbarr 8 years, 7 months ago

interesting !!

8 years, 7 months ago Edited
Up
Copyright @Photoblog.com