31/05/2011. Tunezja 1998 bardziej szczegółowo

by Krystyna Knypl May. 31, 2011 5524 views

Do Tunezji lecieliśmy samolotem czarterowym w dniu 6 lutego 1998 roku LO 6235, bowiem grupa osób uczestniczących w kursie Aktywne metody diagnostyki, leczenia i prewencja chorób układu krążenia Polskiego Towarzystwa Badań nad Miażdżycą była dość liczna. Był to mój pierwszy wyjazd służbowy po dłuższym czasie i uznałam, że powinnam zregenerować moją garderobę. Codzienna praca w przychodni przyszpitalnej nie wymagała jakiś szczególnie eleganckich strojów, wszystko przykrywał fartuch. Chodziłam długi czas po centrach handlowych w wyniku których to wizyt nabyłam trzy żakiety beżowy, zielony i czarny szwedzkiej firmy Almia przewidziane jako stroje na wykłady oraz granatową bluzę w kratę na okoliczności pozawykładowe. Stroje były bardzo świetnie skrojone, fantastycznej jakości – dość powiedzieć żakiet zielony mam do dziś i używam go gdy wcielam się w zawód wyuczony za młodu i idę do kliniki aby kogoś skonsultować. Trudno mi było sobie wtedy wyobrazić jaką garderobę trzeba przygotować – u nas luty zima, tam luty ciepło. Firma Almia istniej nadal, ale niestety zmieniła styl kolekcji z biznesowego na cała jestem w falbankach.

Z międzynarodowego portu lotniczego w Tunisie do naszego hotelu była godzina drogi autokarem. Mieszkaliśmy w hotelu Continental Hammamet***, który jest położony nad brzegiem morza. Zmęczona wrażeniami podróży na kontynent afrykański poszłam wcześnie spać. Następnego dnia rano obudził mnie głos muezina oraz promienie słońca wnikające przez drewniane żaluzje.

Byłam w innej kulturze dźwięków i światła. Pierwszy raz słyszałam takie wołanie.

Poranna pobudka miała miejsce każdego dnia, bowiem o 7:00 mieliśmy gimnastykę nad brzegiem morza prowadzona przez specjalnie zaangażowanego trenera. Poszłam na zajęcie jako osoba z natury dość obowiązkowa i okazało się, że jestem w fatalnej kondycji. Zasapana i wyczerpana wróciłam do pokoju hotelowego z mocnym postanowieniem poprawienia swojej kondycji.

Tak intensywnie ratowałam zdrowie ludzkości, że aż się sama zasapałam…Potem ze zmienną regularnością starałam się gimnastykować, co było bardzo pomocne w utrzymaniu kondycji niezbędnej do długich podróży.

Od 9 do 18 mieliśmy wykłady, w których brałam dość aktywny udział zadając wykładowcom liczne pytania. Bardzo ciekawy był wykład inauguracyjny – przy świecach o godzinie 20:00 w eleganckiej sali zrobił na mnie, osobie nawykłej do słuchania wykładów jedynie siermiężnych salach akademickich, spore wrażenie. Tematem była oczywiście
Dieta śródziemnomorska.
Po wykładach siadałam nad brzegiem morza i wyobrażałam sobie nadpływające okrętu rzymskich najeźdźców.

Po zakończeniu wykładów można było wykupić jednodniową wycieczkę autokarową do lokalnych zabytków. Zwiedziliśmy Tunis, gdzie można było zrobić zakupy na suku, obejrzeliśmy największa kolekcję mozaik w Muzeum Bardo, oglądaliśmy ruiny Kartaginy i spacerowaliśmy po krętych uliczkach pięknego miasteczka Sidi Bou Said.

Program wycieczki

8 :00 Wyjazd z Hammametu
9:30 Muzeum Bardo. W muzeum znajduje się największa na świecie kolekcja mozaik z czasów starożytnych.
10:50 Tunis - Medina. Czas na zakupy w medinie lub spacer po Tunisie.
12:45 Lunch
13:45 Kartagina - Wzgórze Byrsa. Legendarne miejsce założenia Kartaginy, później centrum administracyjne za czasów rzymskich. Ze wzgórza piękny widok na zatokę tunetańska oraz porty punickie.
14:25 Kartagina - Termy Antonina Piusa. Pozostałości po monumentalnej budowli, związanej z czasami Cesarstwa Rzymskiego.
15:15 Sidi Bou Said. Zwiedzanie miasteczka, czas na zdjęcia oraz wypicie herbatki z orzeszkami pini.
16:45 Powrót do Hammamet. Przyjazd do hoteli około 18:00-19:30.

Z braku mapy ograniczyliśmy się w Tunisie do spaceru główna aleją Habiba Bourgiby oraz zakupów na miejscowym suku. Kupione tam t-shirty służą mi do dziś – ani kolor ani kształt nie zmienił się. Sprawdza się uwaga sprzedawcy, że będę nosić je do bez końca. T-shirty były dość drogie po 20 dinarów czyli 40 pln. Warto było zainwestować.
Na suku poznaliśmy umiejętności miejscowych sprzedawców, którzy ochoczo zapraszali do swoich stoisk. Jeden z nich wołał w nienagannej polszczyźnie
szukasz żywy skorpion dla teściowej, chodź, mam.
Prywatnie zrobiłam wycieczkę do pobliskiego miasteczka Naubel, gdzie kupiłam prezenty służbowe, a kolega ładny w nietypowe wzory krawat w którym paradował przez długi czas na kongresach kardiologicznych. Jechaliśmy prywatnie wynajętą taksówką płacąc 8 i 5 dinarów. Codziennie chodziliśmy brzegiem morza na zakupy do Hamametu po wodę mineralną. Było to niezbędne bowiem woda w kranach w hotelu była słona i nie nadająca się do picia również z powodów bakteriologicznych. Wymagała 5 minut gotowania. Nie wszyscy uwierzyli w to zalecenie i mieli poważne kłopoty żołądkowe.
Problemem był kontakt z domem, w którym została córka i mąż. Był to mój pierwszy samodzielny wyjazd od czasu gdy zostałam mamą. Ze względu na dietę bezmleczna i bezglutenową jaką przez kilka lat miała nasza córka nabrałam przekonania, że tylko ja potrafię przygotować odpowiednie jedzenie dla niej. Nie miałam się za wybitną kucharkę, ale nie ufałam że postronne osoby nie zlekceważą zaleceń dietetycznych. Szesnastolatka była już wcześniej w Anglii na kursie językowym i zniosła dobrze obca kuchnię więc uznałam, że i ja mogę ruszyć w świat.
Nie było jeszcze telefonów komórkowych ani Internetu w powszechnym użyciu. Okazało się, że w hotelu jest fax i za opłatą ( może 1 dinara) można było wysyłać faxy do Polski. Do dziś niestety wysłany fax wyblakł i jest prawie nieczytelny.
Wyjazd był dość ważnym przełomem w mojej edukacji podyplomowej -dowiedziałam się, że można się uczyć medycyny poza siermiężną salą wykładową i poza szpitalem. Wcześniej tego nie wiedziałam.

# 1

# 1

W ramach integracji z miejscową ludnością

# 2

# 2

Waluta którą wymieniałam w banku wskazuje, że były to pozostałości fortuny z wyjazdu do Anglii

# 3

# 3

Pokwitowanie wniesionej opłaty za możliwość fotografowania ruin Kartaginy

# 4

# 4

Tak wyglądał mój pokój ( zdjęcie z folderu reklamowego)

# 5

# 5

Oglądaliśmy między innymi Porty Punickie

  Be the first to like this post
Join the conversation
6
There are 6 comments , add yours!
Marzena Jozefczyk 10 years ago

brakowało mi Twojego bloga przez te ostatnie dni szalonego zabiegania, kiedy nie mogłam go śledzić regularnie. świetne są te wspomnienia.
teraz widzę (głównie dzięki matero), że warto spisywać wrażenia z podróży na bieżąco, gdyż po latach wiele cennych szczegółów ucieka. a tu okazuje się, że po latach też można :)

10 years ago Edited
Monika 10 years ago

#1 - jestem za integracją - miłe zdjęcie

10 years ago Edited
Finbarr 10 years ago

interesting place

10 years ago Edited
Mallusatish Reddy 10 years ago

Wonderful post you recording of your travel is amazing~!!

10 years ago Edited
Carley 10 years ago

:)))

10 years ago Edited
Livelovelaugh 10 years ago

You've certainly traveled to some wonderful cities. :)

10 years ago Edited
Up
Copyright @Photoblog.com