25/10/2017. Za rok o tej porze w Paryżu - odcinek trzeci

by Krystyna Knypl October. 25, 2017 401 views

poprzedni odcinek https://www.photoblog.com/mimax2/2017/10/24/24102017-za-rok-o-tej-porze-w-paryzu-odcinek-drugi/

10. Naukowe aktywności i awanse

Poznawszy podstawy codziennej praktyki lekarskiej, można było ostrożnie zacząć bywać na posiedzeniach towarzystw naukowych, w moim wypadku Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz Towarzystwa Internistów Polskich. Innym przejawem kariery było zaproszenie do pisania prac naukowych.

Gdy stażysta opanował sztukę prowadzenia pacjentów, zdał kolokwium na dyżury, jednym słowem wykazał się w pracy oddziałowej bywał dopuszczany do pisania prac naukowych. Dopuszczenie polegało zwykle na obarczeniu go poszukiwaniem w archiwach historii chorób lub czuwaniu nad kompletnością dobowej zbiórki moczy oraz zagwarantowaniu jej szczęśliwego transferu z łazienki oddziałowej gdzie w specjalnych szklanych słojach był ów cenny materiał gromadzony do pracowni biochemicznej. Zbiorki moczu dostarczały wielu emocji obu stronom tj. sikającej i nadzorującej. Jedna z pacjentek, starsza już pani, oznajmiła, że do wazonu sikać nie będę, bo to nieprzyzwoite. Zadaniem początkującego naukowca było przekonanie pacjentki, że nie takie poświęcenia dla dobra nauki ludzie wykonywali!

# 1 Jaki wazon jest  każdy widzi ;)

# 1 Jaki wazon jest każdy widzi ;)

Poszukiwanie historii chorób też bywało emocjonujące. Po wypisaniu pacjenta trzeba było napisać epikryzę końcową, która wymagała przejrzenia całej dokumentacji, przeanalizowania danych i opisania całości na 0,5 strony A4. Historie zakończone oddawało się w sekretariacie, który przekazywał je do ordynatora do kontroli merytorycznej. Po sprawdzeniu historia lądował w archiwum. Koledzy często odkładali napisanie epikryzy etapowej na potem, a historia choroby lądowała w czeluściach ich biurek. Gdy poszukiwania historii chorób w archiwum np. pacjentów z przebytym zawałem serca dawały mierny rezultat trzeba było ruszyć w rejs po biurkach opieszałych kolegów. Była więc to praca naukowa w ... terenie, obejmującym wszystkie gabinety zajmowane przez kolegów ;).

Pierwszy mój artykuł naukowy, którego byłam współautorką, był opublikowany na łamach Polskiego Archiwum Medycyny Wewnętrznej w 1970 roku i dotyczył leczenia zawału serca. Było to dwa lata po moim dyplomie. Pismo w 1970 roku, jak podaje PubMed opublikowało 184 artykuły naukowe w 1970 roku.

Podobało mi się być autorką piszącą naukowe doniesieni i w roku 1971 został opublikowany następny artykuł dotyczący powikłania leczenia procainamidem. Publikacja ukazała się na łamach Kardiologii Polskiej. Pismo opublikowało w 1971 roku 54 artykuły naukowe.

Przypadek raka kory nadnerczy o mieszanej aktywności hormonalnej opublikowaliśmy na łamach Journal of Clinical Endocrinology and Metabolism. Czułam się wspaniale!

Jest to cenne doniesienie naukowe cytowane w 31 pracach o raku kory nadnerczy

https://scholar.google.pl/scholar?cites=18129665769626190123&as_sdt=2005&sciodt=0,5&hl=pl

Następna praca dotyczyła wydalania katecholamin z moczem u pacjentów z zawałem serca. Moje zadanie nie było zbyt naukowe - nadzorowałam dostawę materiału biologicznego do pracowni katecholamin. Istniał wiele przeszkód w dotarciu materiału do pracowni. Z czasem pisanie stało się moim najważniejszym zajęciem zawodowym.

11. Dawne posiedzenia naukowe i konferencje

Poza pracą na oddziale szpitalnym integralną częścią były aktywności szkoleniowe. Co tydzień odbywały się posiedzenia naukowe oddziałowe, a raz na miesiąc posiedzenia międzykliniczne. Bardzo lubiłam też chodzić do czytelni czasopism w Bibliotece Akademii Medycznej przy ulicy Oczki. Gdy dzień był spokojny, po obchodzie za pozwoleniem zwierzchności oddziałowej można było pójść do czytelni i oddać się tak porywającej lekturze jak czytanie artykułów w Circulation. Dane bibliograficzne przeczytanych artykułów zapisywałam na niewielkich kartonikach zwanych fiszkami. Z ważniejszych artykułów potrzebnych do pracy doktorskiej robiłam bardziej szczegółowe notatki. W tamtych czasach były kolorowe reklamy np. sprzętu medycznego w pismach naukowych, bardzo ciekawie było oglądać takie cuda! Więcej czasu trzeba było poświęcić na pobyt w czytelni czasopism przygotowując się do wygłoszenia referatu. Podczas wygłaszania referatu na pierwszym posiedzeniu byłam bardzo stremowana, ale już w kilka lat później wygłosiłam referat na posiedzeniu oddziału warszawskiego Polskiego Towarzystwa Internistów bez najmniejszej tremy. Podobnie wygłoszenie tekstu podczas obrony doktoratu nie tremowało mnie specjalnie.

12. Pierwsza krajowa konferencja naukowa

Pierwszy wyjazd na konferencję krajową był do Łodzi na posiedzenie Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Wielu kolegów z oddziału, na którym odbywałam staż podyplomowy, wybierało się na kongres Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego w Łodzi w 1970 roku. Prawdopodobnie za namową bywałych w sferach naukowych starszych kolegów zdecydowałam się i ja ruszyć na podbój wielkiego świata kardiologii polskiej. Jak cię widzą, tak cię piszą, powiedziałam sobie i za całą stażową pensję czyli 1400 złotych (!) nabyłam granatową sukienkę z modnego wówczas dżerseju w kolorze granatowym z biało-czerwonym paskiem wokół szyi i rękawów.

# 2 Moja piękna wizytowa, granatowa suknia z jersey'u

# 2 Moja piękna wizytowa, granatowa suknia z jersey'u

Koszty ekspedycji powiększyły się o opłaty zjazdowe i przejazd pociągiem do Łodzi. Noclegi w Grand Hotelu, wprawdzie w pokoju dzielonym z dwiema innymi koleżankami, ale było na bogato pod każdym względem. Obrady odbywały się w Teatrze Powszechnym, niezbyt odległym od Grand Hotelu. Gorącym tematem były zasady funkcjonowania powstających wówczas oddziałów reanimacyjnych. Poszczególne ośrodki przedstawiały swoje wyniki leczenia zawałów serca, w owych latach niezbyt dobre.

13. Przynależność do towarzystw naukowych

Naukowy rodowód byłby niepełny bez przynależności do towarzystw naukowych.

Pierwszym z nich było Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, którego członkiem jestem do dziś. Ma miły zwyczaj niepobierania składek od seniorów, którzy dodatkowo mogą uczestniczyć w kongresach PTK bez płacenia fee.

Byłam też członkiem Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego od 1988 do 2014 oraz European Society of Hypertension przez kilka lat.

Uzyskałam tytuł specjalisty ESH, który uzyskało 29 osób z Polski i około 200 osób z całego świata.

# 3 Legitymacja IFJ, zwana czerwoną blachą - działała bez otwierania ;)

# 3 Legitymacja IFJ, zwana czerwoną blachą - działała bez otwierania ;)

Po kilku latach przynależności zdecydowałam się opuścić szeregi członków ESH - roczna opłata była dość wysoka, a kariera dziennikarska bliższa sercu :)

# 4 Legitymacja SDP

# 4 Legitymacja SDP

Podobnie opuściłam szeregi Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego, pozostając w szeregach Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

# 5 Legitymacja PTK

# 5 Legitymacja PTK

14. Wyprawa na Syberię ( 1975)

Poza chorobami wewnętrznymi udało mi się w początkach mojej kariery lekarskiej opanować w dość dobrym stopniu język rosyjski. Wiązało się to z zajęciami, które miałam na studiach doktoranckich u bardzo sympatycznego lektora oraz prowadzonymi ćwiczeniami ze studentami z Erywania. Przyjeżdżali oni do nas na praktyki wakacyjne.

# 6 Ze studentami z Erewania, PSK nr 1

# 6 Ze studentami z Erewania, PSK nr 1

Przed zajęciami z kolejną rosyjskojęzyczną grupą studencką kupiłam podręcznik diagnostyki internistycznej w popularnej w czasach PRL księgarni rosyjskiej na Nowym Świecie i dość dobrze nauczyłam się terminologii internistycznej.

Jako osoba obyta z językiem rosyjskim zostałam w 1975 roku wydelegowana do uczestnictwa w Tygodniu Leków Polskich w Nowosybirsku. Naukową część delegacji stanowiło dwóch profesorów, no i ja, podówczas młoda lekarka. Zaplątałam się w te wyższe sfery naukowe wyłącznie z powodu znajomości języka, którego powszechne nauczanie w szkołach nie owocowało praktyczną jego znajomością.

# 7 Pamiątka z Nowosybirska

# 7 Pamiątka z Nowosybirska

Podróż samolotem z Moskwy do Nowosybirska trwała 4 godziny i wtedy po raz pierwszy zetknęłam się ze strefami czasowymi. Dziwnie było o 2.00 w nocy nie odczuwać potrzeby snu!

# 8 Na zakończenie otrzymałam książkę "Przypadki kliniczne" z autografem.

# 8 Na zakończenie otrzymałam książkę "Przypadki kliniczne" z autografem.

Część naukowa miała charakter oficjalny i nieoficjalny. Podczas części oficjalnej wygłosiliśmy swoje wykłady w Akademgorodku (miasteczko akademickie pod Nowosybirskiem) oraz mieliśmy spotkania z różnymi radzieckimi naukowcami; mnie przypadło w udziale spotkanie z prof. A. Deminem.

# 9 Pamiątka otrzymana od jednej z pań profesor uczestniczących w konferencji

# 9 Pamiątka otrzymana od jednej z pań profesor uczestniczących w konferencji

Po zakończeniu spraw oficjalnych zaproszono nas do pięknego Teatru Opery i Baletu w Nowosybirsku na przedstawienie Spartakusa. Siedzieliśmy w loży rządowej, gdzie byliśmy witani szampanem przez dyrektora teatru.
Zapamiętałam słowa dyrektora skierowane do mnie w czasie przerwy:

– Dawajtie, pajdiom pogulat’ z narodom!

Spacerowaliśmy więc po przestronnym holu, pod oknami rosły piękne egzotyczne rośliny, a na jednej z nich czerwony kwiat. Nieroztropnie wyraziłam zachwyt tym kwiatem… Dyrektor opery w okamgnieniu go zerwał i wręczył mi w szarmanckim geście. Szkoda, że nie zasuszyłam tego kwiatu!

Wśród miejsc zwiedzanych w Nowosybirsku wielkie wrażenie zrobiło na mnie Muzeum Geologiczne, w którym pokazano nam bogactwo ziemi rosyjskiej – były tam wszystkie minerały, jakie na terenie Rosji można znaleźć.

Zawieziono nas także nad rzekę Ob. Z tej wycieczki zapamiętałam piękną kwestię w wykonaniu kolegi dermatologa. Jak dziś widzę Andrzeja, postawnego mężczyznę, w modnym podówczas kożuchu, stojącego nad rzeką Ob i mówiącego:

– Ob, twoja mat’!

Rosjanie pokochali Andrzeja od razu i turlając się ze śmiechu, mówili:

– Andrzeju, nieważne czy będziesz miał jutro dobry wykład. I tak dzieci będą się o tobie uczyć w szkołach!

15. Pierwsze spotkanie z wykładowcami zagranicznymi

To był rok 1977 pełen wrażeń, w Warszawie gościli bowiem prezes American College of Cardiology Dean Mason z Uniwersytetu w Kalifornii i John Collins Jr. z Uniwersytetu Harvarda. Dwudniowa konferencja w Warszawie odbyła się 28 i 29 maja 1977 r. Uroczyste otwarcie miało miejsce w obecnej Bibliotece Rolniczej (wówczas Dom Polonii) przy Krakowskim Przedmieściu, a wykłady wygłaszane w języku angielskim odbywały się w szpitalu pediatrycznym przy ulicy Marszałkowskiej.

Były to pierwsze wykłady jakie słuchałam na żywo w języku angielskim. Kongresy Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego były zawsze powiewem wielkiego świata.

następny odcinek https://www.photoblog.com/mimax2/2017/10/26/26102017-za-rok-o-tej-porze-w-paryzu-odcinek-czwarty/

  Be the first to like this post
Join the conversation
0
Be the first one to comment on this post!
Up
Copyright @Photoblog.com