12/07/2018. Argentyna - pierwsze kroki

by Krystyna Knypl July. 12, 2018 234 views

Poprzedni odcinek https://www.photoblog.com/mimax2/2018/07/11/11072018-argentyna-wspomnienia-sprzed-dziesieciu-lat/

2.Pierwsze kroki na argentyńskiej ziemi

Do pogranicznika stałam w kolejce około 1 godziny – panowie skrupulatnie odpytywali młodych mężczyzn rasy innej niż biała o cel pobytu. Do mnie nie mieli żadnych pytań i wbili mi do paszportu okazały stempel Republika Argentina.

Następnie poszłam odebrać bagaż – miałam trudności z jego znalezieniem, ale wesoła pracownica lotniska pomagała ludziom odnaleźć walizki, które kręciły się na bardzo długich dwóch taśmach.

Stempel w moim paszporcie

Stempel w moim paszporcie

Poszukiwania moje trwały chwilę więc podałam jej kwitek, z którego przeliterowała ona moje nazwisko do innego pracownika, który latał po bardzo długiej taśmie i wyszukiwał walizki. Pracownica tak literowała:

KILO – NATALIA - YOLANDA – PANDORA - LOLA

Do zapamiętania i stosowania - jest to literowanie wzorowane na zasadach obowiązujących w NATO.

W poradnikach turystycznych pisano aby na lotnisku nie wymieniać więcej niż 50 USD i tak zrobiłam – dają tam rate 1 usd = 2,75 ARS ( to jest skrót dla argentyńskiego pesos), a już w hotelu jest 1 usd = 3,1 ARS.

Pokwitowanie wymiany pieniędzy na lotnisku w Buenos Aires

Pokwitowanie wymiany pieniędzy na lotnisku w Buenos Aires

Radzono zamawiać nie taxi tylko tzw. remis czyli przewóz osób po naszemu. Też taxi tylko bez oznakowań. Na całym świecie działa chyba ta sama mafia taksówkowa nawet gdy nazwie się przewóz osób – przejazd do centrum kongresowego wycenili na 115 ARS czyli około 40 usd w znanej tu korporacji przewozowej, której należy unikać bowiem ceny ma z wysokiego sufitu.

Pokwitowanie za taksówkę

Pokwitowanie za taksówkę

Pierwszy odcinek drogi wyglądał bardzo uporządkowanie i okazał się być autostradą , potem jakaś druga autostrada też przyzwoicie wyglądająca, i po tych dwóch odcinkach zaczęły się normalne ulice. Bardzo zatłoczone, pełne spalin w większości małe – to domyślałam się po obejrzeniu zakupionego w sobotę planu. Spaliny tak potężne, że widziałam jedną osobę w masce na twarzy ! Po około godzinie jazdy facet zatrzymał się przed jakimś małym budynkiem i mówi „to tu!”, ja na to że nie tu i pokazuje mu kartonik z adresem ( działa ta metoda z kartonikiem rewelacyjnie!), na co gość a tak, nie tu ale tylko jedną przecznice dalej! i jedziemy jeszcze 20 minut! Powiada: teraz jesteśmy na miejscu! ja na to wyjmuje kartkę z widokiem tego centrum i powiadam: proszę zawieźć mnie przed ten budynek, tam jest zjazd kardiologów, to jest niedaleko ogrodu botanicznego. On na to, że to prawie tu tylko jedną przecznica dalej ( w domyśle, że mogę przejść piechotą!) ale zażądałam zawiezienia przed główne wejście. Jedziemy jeszcze 10 minut, wreszcie ukazuje się coś co może być tym centrum.

Centrum kongresowe La Rural

Obrady odbywały się w centrum wystawowym La Rural, istniejącym od 1875 roku znanym z wystaw rolniczych. Wysiadłam z taksówki i rozglądam się dookoła w poszukiwaniu wejścia do centrum kongresowego.

Przed centrum kilku facetów wali w bębny – nie wiedziałam co to za zgromadzenie i w pierwszej chwili zakwalifikowałam ich jako oprawa muzyczna otwarcia kongresu. Widać było dużo ludzi z badge’ami wchodzących na ogrodzony teren, więc powiadam sobie - tym razem bingo!

Centrum kongresowe

Centrum kongresowe

Teren kongresu to tak jakby było kilka warszawskich Hal Mirowskich, a wszystkie połączone tunelami zrobionymi z płótna i rur. W sali rejestracyjnej kłębił się dziki tłum delegatów przy okienkach pre-registration.

Postanowiłam więc znaleźć press center, który wg planu był w innym pawilonie, ale okazało się, że press registration jest jeszcze gdzie indziej. Panienka pytana gdzie to jest dokładnie pomachała dłońmi i powiedziała pójdziesz na prawo, a potem na lewo.

Teren kongresu

Teren kongresu

Odpowiedziałam, że przyjechałam na ten kongres z Europy - takie drobiazgi geograficzne jak Polska nie funkcjonują w ich świadomości - wiem gdzie jest strona prawa oraz lewą i proszę aby mnie ktoś zaprowadził do rejestracji prasowej, bo mają złe oznakowania . Dziewczę wzniosło oczy do nieba na moją kategoryczna prośbę i zaprowadziło mnie do press center.

Moja badge'a

Moja badge'a

W okienku press registration dostałam swoją badge oraz materiały kongresowe plus teczka – bardzo zwyczajna. Z badge’ą na szyi miałam wstęp wszędzie – zaczęłam od wystaw, gdzie było ciekawe dla mnie miejsce – przechowalnia bagażu. Za 4 usd zdeponowałam walizkę i plecak spięte liną i zamknięte na kłódkę kupioną w San Francisco, następnie obleciałam wystawę robiąc trochę fotek.

Press Conference Room

Press Conference Room

Potem wróciłam do Press Conference Room gdzie wypowiadał się jeden pan który zresztą też przyleciał rano, bo na lotnisku widziałam kogoś z wywieszką i jego nazwiskiem w hali przylotów. Uznałam, że widziałam go parę razy i wiem co to są czynniki ryzyka, bo o nich mówił i wyszłam z tej całej press conference.

Zapewniano tłumaczenie z angielskiego na hiszpański

Zapewniano tłumaczenie z angielskiego na hiszpański

Na sali siedzieli jacyś młodzi ludzie wysłani przez redakcje, więc oni musieli wchłaniać newsy o czynnikach ryzyka chorób układu krążenia.

Konferencja prasowa

Konferencja prasowa

Zajrzałam jeszcze do sal wykładowych – omawiano oporne nadciśnienie oraz leczenie zawału czyli zagadnienia raczej znane. Poczułam, że moja epoka zainteresowania tematyką wykładów kongresowych minęła i najwyraźniej nie wróciła.

Teren kongresu

Teren kongresu

Odebrałam bagaż i skierowałam się ku bramie wyjściowej, która okazał się być zamknięta bo była demonstracja przeciwko kongresowi i branży farmaceutycznej.

Jedna Amerykanka (z rosyjskim nazwiskiem na badge’y) pytała czy jesteśmy safe – wyglądało to na pokojową demonstrację ( potem oglądając zdjęcia, które zrobiłam demonstrującym wcześniej gdy myślałam że są oprawą muzyczną otwarcia kongresu, pomyślałam, że to miejscowa odmiana takich dżentelmenów co są na każdym strajku).

Po 15 minutach bramę otworzono. Tłum delegatów zaczął szukać taxi i każdy łapał co nadjechało- nie było wyraźnego postoju przed centrum kongresowym! Mnie udało się po 10 minutach dorwać jakąś radio taxi, które tu są czarne z żółtymi napisami. Jechaliśmy przez plątaninę małych uliczek dobre 20 min. Na liczniku wybiło 14.80 ARS, dodałam 2 ARS napiwku, co zostało przyjęte z ożywieniem.

Następny odcinek https://www.photoblog.com/mimax2/2018/07/13/13072018-argentyna-przygoda-z-oblanym-plecakiem/

  Be the first to like this post
Join the conversation
0
Be the first one to comment on this post!
Up
Copyright @Photoblog.com