27/10/2019. Zakochany tenor

by Krystyna Knypl October. 27, 2019 537 views

Krystyna Knypl

Link do biografii w języku angielskim na www.probook.com

https://prabook.com/web/jerzy.granowski/3773450

WSTĘP

Marcowe dni nigdy nie mają zdecydowanego charakteru. W powietrzu nie czuje się już zimy, ale też nie da się powiedzieć, że nadeszła wiosna. W taki nie – wiadomo – jaki - dzień może nie wiadomo co się zdarzyć – to oczywiste i w historii ludzkości jest wiele dowodów na potwierdzenie, że bywa to ten dzień naprawdę niezwykły.

W niewielkim mieszkaniu przy Placu Politechniki w Warszawie mężczyzna postawił na stole talerzyk z białym serem i bez pośpiechu zasiadł do śniadania. Ubrany był w trochę staromodną bordową bonżurkę, którą pod szyją wieńczył gustowny fular w zbliżonej tonacji kolorystycznej. Dochodziła godzina jedenasta. Z zegara wyskoczyła kukułka i rozpoczęła swojej uporczywe kuku-kuku. Nieoczekiwanie dźwięki wydobywające się z zegara zagłuszył dzwonek telefonu.

# 1 Jerzy Granowski

# 1 Jerzy Granowski

INTRYGUJĄCA POMYŁKA

-Hallo, słuuucham… -rzucił w słuchawkę melodyjnym, ciepłym głosem, nieco rozciągając słowa powitania.

-Witaj Józiu… wszystkiego najlepszego z okazji imienin – usłyszał zupełnie nieoczekiwanie. Nie miał specjalnych planów na ten dzień, ani też na następne. Często zdarzało mu się podejrzewać, że jego dobry czas minął bezpowrotnie. Nie zapraszano go do odgrywania wielkich ról i właściwie nic nie stało na przeszkodzie aby wcielić się choć na chwilę w niewielką rolę solenizanta Józia. Grywanie ról nie było mu obce, nawet gdy nie wiadomo jak tekst przyjdzie za chwile wypowiedzieć.

- Dziękuję, dziękuję za… pamięć – odpowiedział krótko i ogólnikowo. Postanowił kontynuować rozmowę z miłym, nieznajomym altem. W końcu taki nieznajomy alt był ciekawszy od wszystkich aż nazbyt dobrze znajomych sopranów, które wprawdzie wydzwaniały od czasu do czasu, ale z góry było wiadomo co powiedzą. A co tam… - pomyślał – porozmawiam trochę i za chwilę pomyłka wyjaśni się.

Po omówieniu jakże licznych w owym czasie nowinek politycznych, przebiegu protestów, strategii strajkowych rozmówczyni zmierzając do końca rozmowy przekazała pozdrowienia dla rodziny. Nie dość, że nie jestem Józiem, to w dodatku nie mam rodziny, to już chyba zbyt duża rola do zagrania – pomyślał i postanowił zdekonspirować się.

-Najmocniej przepraszam za to co powiem za chwilę – ale ja nie mam rodziny i nie jestem Józiem za którego mnie pani bierze – wyznał nieco stremowany.

-Przepraszam czy dodzwoniłam się pod numer 25-74-85? – upewniała się kobieta.

-Niezupełnie wszystko się zgadza, dzwoni pani pod numer 25-74-75

-Najmocniej pana przepraszam za pomyłkę - odparła sympatyczna rozmówczyni.

-Ależ nie ma powodów do przeprosin, miła pani… pani…

-Anno, mam na imię Anna – przedstawiła się nieznajoma. Ale skoro nie jest pan Józiem to czy mogę wiedzieć z kim mam przyjemność?

-Jerzy, nazywam się Jerzy Granowski. Proszę wybaczyć, że wprowadziłem panią w błąd i wysłuchałem nienależnych mi życzeń. Na moje usprawiedliwienie mam tylko to, że bardzo miło mi się z panią rozmawiało i nie miałem wprost serca przerywać tak sympatycznej pogawędki .

-Mnie również było bardzo miło. Muszę jednak kończyć i wracać do pracy, interesanci czekają.

- A czy ja mógłbym ustawić się w tej kolejce? – zapytał z uwodzicielska nutką w głosie.

- Gdy nadejdzie pana kolej, zawiadomię pana, dobrze?

-Świetnie, czekam zatem na wiadomość - odparł Jerzy.

CIĄG DALSZY NASTĄPIŁ...

Dwa dni później w cichym mieszkanku Jerzego Granowskiego, słynnego tenora Opery Warszawskiej, ponownie zadzwonił telefon, a także następnego dnia i jeszcze kolejnego. Po czym nastąpiła cisza.

Ile razy można dzwonić do nieznajomego w końcu mężczyzny? – zastanawiała się kobieta. Gdybym miała jakiś fajny pretekst, gdybym tylko miała pretekst …co by tu wymyślić…- zastanawiała się co i raz.

Wykręciła warszawski numer starannie wybierając numery na tarczy telefonu. Tym razem głos osoby, która odebrała telefon był dobrze znajomy.

-Cześć. Słuchaj, poznałam fajnego faceta… właściwie przez pomyłkowe wykręcenie jednej cyfry z waszego telefonu… no wiesz, rozmawiałam z nim kilka razy, ale nie mam pomysłu na dalszą znajomość… - zwierzyła się swojej rozmówczyni. Mogłabyś pomóc i wymyślić jakiś pretekst do rozmowy - rzuciła w słuchawkę szczere wyznanie.

-Powiedz facetowi, że ci się przyśnił…, to takie trochę sexi, w końcu może pomyśleć, że to był sen erotyczny…, a z drugiej strony taki sen-mara, sex- bara- bara to właściwie nic zobowiązującego do konkretów … - podrzuciła współmieszkanka Józia.

-Tyyy, dobry pomysł – ucieszyła się . No to kończę i dzwonię do faceta.

Od tego dnia telefony w Warszawie i Lubinie dzwoniły codziennie, a wieczorne rozmowy stawały się coraz dłuższe i wzbogacone o nowe elementy. Nie brakło wśród nich eleganckich zwrotów z minionej epoki.

-Rączki całuję – zwykł kończyć rozmowy Jerzy.

Ile może mieć lat?- zastanawiała się nie jeden raz, czując że obcuje z mężczyzna raczej starszym niż młodszym. Po konsultacjach warszawskich ustalono, że musi być po sześćdziesiątce.

-Całuję rączki, całuję rączki, to musi Lwowiak po sześćdziesiątce – orzekła warszawska doradczyni w sprawach sercowych i telefonicznych. Jak dalece pojemna była formuła „po sześćdziesiątce” okazało się dokładniej po pół roku ( choć podejrzenie o lwowskie korzenie nie potwierdziły się) gdy narzeczeni stanęli na ślubnym kobiercu w warszawskim Pałacu Ślubów.

OŚWIADCZYNY

Pierwsze oświadczyny zostały wypowiedziane przez telefon i zostały wstępnie przyjęte. Bezpośrednie i osobiste oświadczyny miały miejsce 22 lipca 1981 roku w mieszkaniu przy ulicy Lwowskiej. Narzeczona przyjechała na zaproszenie korzystając z kilku dni wolnych z racji 22 lipca. Zatrzymała się wstępnie u brata Mieczysława i zdecydowała się przekroczyć progi tajemniczego wielbiciela, właściwie na wpół narzeczonego.

-Pojedziesz ze mną i będziesz spacerował pod balkonem. Wygląda wszystko sympatycznie, ale tak Bogiem a prawdą to nie wiem do kogo idę...no, nie wszystko jest w porządku, ale pospaceruj pod tym balkonem dopóki nie dam ci znać, że to poważny człowiek.

Spacerowanie nie trwało długo i po kilku minutach wiadomo było, że sprawy mają się dobrze. Oświadczyny zostały ponownie wygłoszone bezpośrednio do narzeczonej i dodatkowo powtórzone do brata wobec którego Jerzy formalnie się oświadczył o rękę swej przyszłej żony Anny.

ACH CO TO BYŁ ZA ŚLUB!

Ślub odbył się 19 września 1981 roku. Zakochany tenor wstępując po raz drugi w związek małżeński miał 78 lat, Panna Młoda hm..., nie wczytując się zbytnio w szczegóły metryki zdradzić można jedynie, że była damą po trzydziestce... Świadkami na ślubie byli najmłodszy brat Panny Młodej Mieczysław Knypl oraz ze strony Pan Młodego znana warszawska dziennikarka, pracująca w owym czasie razem z Mieczysławem w redakcji Przeglądu Technicznego .

Na uroczystości weselnej ponadto byli, miód i wino za pomyślność młodej pary pili, brat Staszek Knypl z żona Justyną. Przyjęcie weselne po uroczystościach w Pałacu Ślubów, odbyło się w Restauracji Bazyliszek na Starym Mieście. Jego dalsza i mniej formalna część była kontynuowana w mieszkaniu przy Placu Politechniki.

SYN ZIEMI MAZOWIECKIEJ

Zacznijmy jednak wszystko od początku, a ten miał miejsce na ziemi mazowieckiej ponad sto lat temu.
Jerzy Roman Guzicki, bo tak brzmiało prawdziwe nazwisko tenora znanego w późniejszych latach jako Jerzy Granowski, urodził się 22 grudnia 1902 roku w Józefatowie, w województwie łódzkim, jako syn Andrzeja i Marii z Kępów. Józefatów był wówczas kolonią wiejską wchodzącą w skład majątku Buczek położonego nieopodal drogi wiodącej z Warszawy w kierunku Bełchtowa.

Cała gmina Buczek liczyła zaledwie kilkadziesiąt domów i kilkuset mieszkańców, nie było więc łatwo o słuchaczy. Mazowieckich łąki i pola były z konieczności pierwszym audytorium małego Jerzego, który jak wszyscy prawdziwie utalentowani do śpiewy ludzie potrafił śpiewać od rana do nocy. Gdy podrósł jego śpiew podziwiali sąsiedzi podczas nabożeństw w kościele parafialnym. Ukończył gimnazjum w Łasku. Za czasów szkolnych należał do harcerstwa. Ideowość była mu bliska i prawdopodobnie ta cech charakteru legła u podstaw jego współpracy z PPS. Lewicujące postawy przejawiała wówczas całkiem spora część polskiej inteligencji. O szczegółach tej sympatii nie wiadomo nic bliższego - jest ona jedynie krótko odnotowana w biogramie Jerzego zawartym w przedwojennej publikacji „Czy wiesz kto to jest?” wydanej w 1938 roku przez wydawnictwo Głównej Księgarni Wojskowej. Znalezienie się w prestiżowym na owe czasy wydawnictwie wskazuje, że 36 letni wówczas artysta cieszył się ugruntowaną sławą w kraju.

WŚRÓD SŁAWNYCH I ZNANYCH

Encyklopedia wydana pod redakcją Stanisława Łozy liczy 858 stron i starannie dokumentuje biogramy wszystkich wybitnych ludzi epoki i młodego państwa polskiego. O potrzebie edycji takiego dzieła wydawca tak pisał w przedmowie:

”Wydawnictwo niniejsze, które po prawie lat trzy trwających przygotowaniach oddajemy do rąk czytelników, jest pierwszym w Polsce wydawnictwem tego rodzaju, zakrojonym na tak wielka skalę. (…) Ileż to razy, mając do czynienia z jakąś osobą lub nawiązując z nią stosunki, chcielibyśmy mieć o niej bliższe dane, które w wielu przypadkach pozwoliłyby nam obrać właściwa linię postępowania. (…) Dla dziennikarza więc „Czy wiesz kto to jest?” będzie miało w tych przypadkach szczególną wartość. Skorzysta w niej w równej mierze i literat i referent personalny każdej instytucji, historyk sztuki współczesnej i urzędnik administracji państwowej, kupiec i przemysłowiec, sięgnie do niego po informacje adwokat i publicysta. Trudno jest wyliczyć wprost te liczne dziedziny życia, w których wydawnictwo nasze odda z pewnością poważne usługi informacyjne. Nie wątpimy, że znajdzie się ono w redakcjach prasy zagranicznej, tak fałszywie i błędnie niejednokrotnie informowanej o naszych znanych osobistościach. Zaznaczamy przy tym, iż jedynym celem naszego wydawnictwa jest krótka, lecz możliwie wyczerpująca informacja bibliograficzna, bez wdawania się w ocenę dzieł czy zasług. Taka informacja jest w dzisiejszym życiu potrzebna w prawie każdym zawodzie.

Nie wszyscy ludzie do których zwrócono się dobrze rozumieli intencje wydawcy i znaczenie takiego informatorium. Redaktor Stanisław Łoza tak pisał o napotkanych trudnościach:” Przy opracowywaniu „Czy wiesz kto to jest?” natrafiliśmy na znaczne trudności. Licząc się z tym, że istniejące źródła drukowane są przeważnie przestarzałe i mogą zwierać szereg błędów , staraliśmy się dotrzeć bezpośrednio do interesujących nas osób. Tymczasem wiele z nich –niesłusznie uważając nasze wydawnictwo za zbyteczną autoreklamę – odmówiło nam udzielenia swych życiorysów. Jesteśmy w posiadaniu wielu listów tego rodzaju. Zdarzyło się nawet, że członkowie jednego z zawodów wolnych gremialnie odmawiali udzielenia jakichkolwiek danych biograficznych o sobie. Pragnąć choć częściowo uzupełnić powstałe w ten sposób luki, wzięliśmy szereg życiorysów z różnych źródeł pośrednich, przeważnie wymienionych wyżej.

LANCE DO BOJU! SZABLE W DŁOŃ!

Jako młody mężczyzna Jerzy służył w I Pułku Szwoleżerów w Warszawie. Dalsze lata życia pokazały, że Jerzy miał sentyment do munduru i być może służba w tej znanej jednostce wojskowej była miejscem gdzie ów sentyment narodził się. Mogła oczarować go osobowość pułkownika Bolesława Wieniawy –Długoszewskiego, ale nie wykluczone też że podobała się mu atmosfera jaka panowała w pułku, która znakomicie oddawała żurawiejka.

Szwoleżery kręcą głową,

Chcą być Gwardią Narodową.

Siedzą sobie tak w Warszawie,

Przy kieliszku i przy kawie.

Zawsze dumny z szefa swego,

To szwoleżer Piłsudskiego.

Z adiutantów i lekarzy

Ma Warszawa pułk gówniarzy.

Każdą przyśpiewkę o pułku kończono refrenem:

Lance do boju, szable w dłoń

Bolszewika goń, goń, goń.

Żuraw, żuraw, żurawia

Żurawiejka ty maja!

Nie trudno zauważyć w refrenie tych kupletów ciekawe połączenie w którym mieszają się zarówno akcenty rosyjskie jaki i nuty antysowieckie. Akcenty rosyjskie związane są z faktem iż za twórcę żurawiejek uważany jest rosyjski poeta Michał Lermontow, który zaczął je tworzyć podczas swojej służby w armii carskiej. Elementy antysowieckie u podkomendnych Józefa Piłsudskiego oddawały nieustająco bojowego ducha szwoleżerów wobec groźnego sąsiada na wschodzie.

Z biegiem lat antysowieckie poglądy Jerzego ukształtowały się do tego stopnia, że wszelkie debaty polityczne które oceniał jako niekorzystne dla kraju zwykł kwitować krótkim powiedzeniem: „ to kolejny pakt Ribbentrop-Mołotow”. Należeliśmy do słuchaczy owych komentarzy i początkowo nie wiedzieliśmy co oznaczał ów skrót myślowy tym bardziej, że w PRL- owskich szkołach, które przyszło nam kończyć, tego fragmenty historii uczniom nie wykładano.

Następny odcinek https://www.photoblog.com/mimax2/2019/10/28/28102019-zakochany-tenor-odcinek-drugi/

@mimax2 /Krystyna Knypl, lekarz

Gazeta dla Lekarzy (GdL), redaktor naczelna & wydawca

specjalista chorób wewnętrznych i hipertensjologii

specjalista European Society of Hypertension

https://sites.google.com/site/myjournalismkrystynaknypl/

Join the conversation
0
Be the first one to comment on this post!
Up
Copyright @Photoblog.com