2/01/2020.Zaczęło się w Zakopanem (cz.10)

by Krystyna Knypl January. 02, 2020 57 views

Poprzedni rozdział

Warszawa lat 50 tych

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem lat 50 tych było ukończenie studiów na wydziale polonistyki i uzyskanie przez Halinkę tytułu magistra. Tytuł jej pracy brzmiał "Czynnik satyryzny w komediach Fredry". Jeden egzemplarz zachował się w domowym archiwum, po dodaniu mu nowej front page prezentuje się znakomicie.

# 1 Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem lat 50 tyhc było ukończenie studiów na wydziale polonistyki i uzyskanie przez Halinkę tytułu magistra..  Jeden egzemplarz zachował się w domowym archiwum

# 1 Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem lat 50 tyhc było ukończenie studiów na wydziale polonistyki i uzyskanie przez Halinkę tytułu magistra.. Jeden egzemplarz zachował się w domowym archiwum

Aleksander Fredro pojawił się jeszcze raz w naszej twórczości, a mianowicie w moim artykule "Metryczność korporacyjnej prasy lekarskiej"

http://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/831-metrycznosc-korporacyjnej-prasy-lekarskiej

# 2 Halina Łapińska Dyplom UW

# 2 Halina Łapińska Dyplom UW

Jednakże Towarzystwo Burs i Stypendiów RP zostało rozwiązane w 1951 roku i Halinka przeszła do pracy w Państwowym Zakładzie Wydawnictw Lekarskich, które powstało w 1949 roku

http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WMP19490821011/O/M19491011.pdf

Mieścił się on początkowo przy ulicy Chocimskiej 22, a potem przy ulicy Długiej. Z okresu tego pamiętam wizyty przy ulicy Chocimskiej gdy do sali w której pracowałą Halinka przechodziło się przez dużą salę zwaną halą maszym - pracowało w niej kilkanaście pań, kótre na maszymach przepisywały teksty książek nad ktorym pracowano. W drugi mniejszym pomieszczeniu były biurka dla 6 redaktorów, a biurko Halinki stało po lewje stronie pod oknem. W okresie tym w PZWL-u pracowało wiele ciekawych osob, jedną z nich był prof. Jerzy Babecki, którego poznałam osobiście. Biografia prof.Jerzego Babeckiego https://peoplepill.com/people/jerzy-babecki/

Miał on piękną przeszłość jako lekarz wojskowy oraz jako przedstawiciel naszego kraju na arenie międzynarowej w sprawach dotyczących między innymi Konwencji Genewskiej. W 1929 roku w Londynie podpisywał Konwencję Genewską dotyczącą traktowania jeńców wojennych w imieniu Ignacego Mościckiego Prezydenta RP. Podczas tego pobytu był zaproszony do loży królewskiej w operze londyńskiej, o czym opowiadał Halince, a ona mnie. Obie miałyśmy wypieki na twarzy słuchając tych wspomnień.

Prof. Jerzy Babecki pojawia się także we wspomnieniach Artura Dziaka, rozpoczynający karierę jeszcze jako student wydziału lekarskiego, który został przyjęty na stanowisko asystenta w wydawnictwie.

Pracując nad wspomnieniami o mojej rodzinie, przeszukuję internet i napotkałam wspomniany wyżej autoportret dźwiękowy. W 7:28 min prof. Artur Dziak wspomina, że wyjeżdżał na praktyki do różnych domów wydawniczych w Europie, a potem na świecie, karierę skończył na stanowisku redaktora naczelnego (7:41 min). Artur Dziak swoją lekarską drogę rozpoczął w Klinice Ortopedii Akademii Medycznej, którą kierował wówczas prof. Adam Gruca, światowej sławy operator narządu ruchu (http://www.czytelniamedyczna.pl/3276,zyciorys-prof-dra-hab-med-adama-grucy-18931983.html).

Prof. Artur Dziak tak mówi (14:12 min): Trafiłem do profesora Grucy, był to wtedy jeden z najwybitniejszych chirurgów świata. Któregoś dnia zacząłem narzekać, że chyba koledzy mnie nie lubią.

– Nie lataj za wysoko – poradził profesor Gruca.

– Bo co, ściągną? – zapytał Artur Dziak.

– Nie, bo nie zauważą – odpowiedział profesor.

Wysokie loty profesora Artura Dziaka to nie tylko talent operacyjny, stanowisko redaktora naczelnego PZWL, liczne książki, ale także praca w szpitalach zagranicznych, między innymi w Wietnamie (miejscowość Sa Pa, w latach 1962-1963, gdy trwała wojna wietnamska) oraz w Trypolisie (Libia). Profesor Adam Gruca kierował Kliniką Ortopedii Akademii Medycznej w Warszawie do 1964 r., a w następnych latach zaglądał do kliniki. W ramach zajęć z ortopedii na V roku studiów bywałam w obserwatorium nad salą operacyjną, z którego przez szklany sufit sali można było obserwować pracę chirurgów. Pamiętam, że pewnego dnia dołączył do nas, studentów, prof. Adam Gruca i przez pewien czas obserwował w milczeniu swoich młodszych kolegów pracujących na sali operacyjnej.

Był to w owym czasie bardzo energiczny, wysportowany mężczyzna, który nieomal biegiem pokonywał korytarze w budynku PZWL przy ulicy Długiej. Tak wspominałam jego na łamach miesięcznika "Puls", wydawanego przez Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie:

Ilekroć widzę rubrykę ze wspomnieniami prof. Artura Dziaka, przypominają mi się odległe już lata 60., kiedy w Państwowym Zakładzie Wydawnictw Lekarskich odwiedzałam moją matkę pracującą tam jako redaktorka. W całej redakcji był tylko jeden telefon i każdy, kto chciał zadzwonić, musiał skorzystać z aparatu stojącego na biurku szefa. Pan Artur po wykręceniu numeru mówił „Dzień dobry, tu Dziak”, a moje młode uszy słyszały „dzień dobry, tu dziad”. Nie mogłam się nadziwić, no ale z czasem wszystko się wyjaśniło. Energiczny krok doktora Artura, którym szybko przemierzał długie redakcyjne korytarze w pałacu Teppera-Dückerta przy ul. Długiej w Warszawie, był powszechnie znany. Można tak mknąć z jednej redakcji do drugiej, ale są sytuacje, gdy trzeba poruszać się bardziej dostojnie. Zbliżał się ślub doktora, a nie mógł przecież gnać jak wicher do ołtarza. Moja matka zasugerowała, że konieczne jest opanowanie bardziej stosownego kroku. – Już wiem, co powinienem zrobić! – zawołał pan młody. – Potrenuję właściwy krok z panią redaktor na korytarzu! I tak się stało. Ilekroć matka szła korytarzem, a znalazł się na nim doktor Artur, podbiegał do niej, brał ją pod rękę i ćwiczyli dostojne pokonywanie przestrzeni. Podobno w czasie ceremonii ślubnej wypadło znakomicie!

https://izba-lekarska.pl/numer/numer-32017-6/spotkan-czar-dziak/

Prof. Artur Dziak wspomina swoją młodość i dzieli się refleksjami

https://www.youtube.com/watch?v=_kb49l19CpA

W 7:28 min. wspomina, że wyjeżdżał na praktyki do różnych domów wydawniczych w Europie, a potem na świecie, karierę skończył na stanowisku redaktora naczelnego (7:41 min). Rok 1956 pojawia się w wspomnieniach. Był lekarzem reprezentacji narodowej plywackiej.

14:12min. trafiłem do profesora Grucy, był to wtedy jeden z najwybitniejszych chirurgów świata. Ktoregoś dnia zacząłem narzekać, że cnyba koledzy mnie nie lubią.

- Nie lataj za wysoko - poradził profesor Adam Gruca.

- Bo co, ściągną? - zapytał Artur Dziak.

-Nie, bo nie zauważą - odpowiedział profesor.

W dalszej części wywiadu profesor Artur Dziak mówi, że lekarz musi mic jakieś zaimteresowania humanistyczne, wtedy będzie dobrym lekarzem. Jeżeli będzie miał założone klapki na oczu i uszy może być dobrym rzemieślinikiem. W 1955 roku ważnym i barwnym wydarzeniem był VŚwiatowy Festiwal Młodizeży i Studentów. Barwny pochód uczetsników ogladałam w Alejach Jerozolimskich, na wysokości dawnego budynk Domu Dziecka. Po oficjalnym pochodzie delegatów można było zbierać od nich autogray, były wydrukowane specjalne książeczki festiwalowe do tego celu. Miałam taką książeczkę i wiele w nie zdobytych autofrafów. Niestety gdzieś się zapodziała. Była to masowa impreza w której uczestniczyło 26.643 zagranicznych uczestników z 114 krajów oraz 140 tys. młodych Polaków.

https://dzieje.pl/aktualnosci/64-lata-temu-odbyl-sie-v-swiatowy-festiwal-mlodziezy-i-studentow-w-warszawie

Następny odcinek

@mimax2 /Krystyna Knypl, M.D., Ph.D.

Gazeta dla Lekarzy (GdL), editor-in-chief & publisher

specialist of European Society of Hypertension

(a także laudator temporis acti czyli osoba chwaląca przeszłość)

https://sites.google.com/site/myjournalismkrystynaknypl/

Join the conversation
0
Be the first one to comment on this post!
Up
Copyright @Photoblog.com