22/01/2020. Podróż jest olśnieniem - od marzenia do spełnienia, cz. 22

by Krystyna Knypl January. 22, 2020 163 views

Tag olśnienie

https://www.photoblog.com/browse/tag/olsnienie2020mimax2/

Poprzedni odcinek

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/01/21/21012020-podroz-jest-olsnieniem-od-marzenia-do-spelnienia-odc-21/

Następny odcinek

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/01/23/23012020-podroz-jest-olsnieniem-od-marzenia-do-spelnienia-cz23/

Ciekawą kontynuacją szkolenia podyplomowego okazała się konferencja w dniach 15-19 października 1998 r. w Budapeszcie. Organizatorzy poprosili mnie o przy-słanie życiorysu w języku angielskim, co było dla mnie sporym zaskoczeniem.

# 1 Przed hotelem Agro w Budapeszcie

# 1 Przed hotelem Agro w Budapeszcie

Do tej pory znałam model życiorysu à la PRL z jego optymalną wersją urodziłam się w rodzinie robot-niczo-chłopskiej (w moim wypadku właściwe byłoby określenie w rodzinie nauczycielskiej). Natomiast jeśli chodzi o doświadczenie w pisaniu, to największe mia-łam w zakresie dziergania recept i historii chorób z ich koronnym wstępem pacjent przyjęty do szpitala z powodu bólu w okolicy zamostkowej, promieniującego do lewego barku i trwającego godzinę, a tu trzeba życiorys napisać i w dodatku po angielsku!

# 2

# 2

Hotel Agro

Podpytałam światowych kolegów, jak pisze się taki życiorys, kupiłam książki w stylu Jak szybko olśnić każdego i oddałam się lekturze. Po paru dniach miałam ogólne pojęcie o tym, jak powinien mój życiorys wyglądać. Zaangażowałam do pomocy wyedukowaną już dobrze w języku angielskim córkę i przystąpiłam do dzieła. Wybór asystentki był trafny, bo w rubryce hobby zaproponowała ona poza wpisaniem opera, dodanie kultura żydowska. Nie wiedziałam jeszcze, że mój bezpośredni opiekun w Budapeszcie jest węgierskim Żydem i po kilku latach wyemigrował, powołując się na swoje pochodzenie. Szlifując ko-lejne edycje mojego życiorysu dopracowałyśmy się wersji na kraj, w której rubrykę hobby wypełniało słowo opera oraz wersji na zagranicę, rozszerzonej o kulturę żydowską.

# 2 Program obrad w Budapeszcie

# 2 Program obrad w Budapeszcie

Na lotnisku w Budapeszcie czekał na mnie Lajos. Okazało się, że mówi bardzo dobrze po rosyjsku, bo będąc synem węgierskich dyplomatów, kończył szkołę w Mongolii, gdzie rodzice przebywali na placówce. Oboje jednak nie znaliśmy rosyjskich terminów fachowych i często używaliśmy terminologii angielskiej. Po rozgoszczeniu się w hotelu Agro, położonym na wzgórzu Szabadsag, pojechaliśmy na wycieczkę. W programie przewidziano wizytę w miejscowej sy-nagodze, ale wytłumaczyłam Lajosowi, że moje zainte-resowanie jest nie aż tak wielkie, aby gnać do synagogi. Skończyło się więc na moście Małgorzaty, wzgórzu Gellerta, Starym Mieście oraz supermarkecie. Wieczorem oczy-wiście odbył się dinnerz udziałem wszystkich uczestników konferen-cji. Siedziałam obok koleżanki z Kijowa ( prof. Eugenia Swiszczenko, w dalszych latach nasze losy zawodowe zetknęły się ponownie - obie mamy tytuł specjalisty European Society of Hypertension) i dalej odświeżałam swój rosyjski. Znajomość ciągnęła się przez następne kongresy kardiologiczne i nadci-śnieniowe. Przy trzecim spotkaniu witałyśmy się jak dobre koleżanki.

# 3 Z prof.E.Swiszczenko na kongresie European Society of Hypertension w Mediolanie 2001

# 3 Z prof.E.Swiszczenko na kongresie European Society of Hypertension w Mediolanie 2001

Spotkanie po 3 latach z panią prof. E.Swiszczenko

# 4

# 4

Najciekawsze jednak, że wykład dr. G. Matthew dotyczył inhibitorów płytkowych glikoprotein IIb/IIIa, czyli tematu bardzo nowoczesnego, ale chyba tego nie doceniłam, tym bardziej że był to przedostatni wykład.

# 4  Mój dyplom uczestnictwa konferencji

# 4 Mój dyplom uczestnictwa konferencji

Następnego dnia wracałam do domu. Na lotnisku kupiłam oczywiście wyroby z marcepana oraz płyty z muzyką węgierską. Spoglądając na pamiątkowy dyplom potwierdzający mój udział w budapeszteńskiej konferencji, dopiero po latach zauważyłam umieszczoną na nim informację, że konferencja była „co-sponsored by the US Agency for International Development” i pewnie z tego powodu musiałam napisać życiorys po angielsku. Dyplom podpisali Gabor Andrassy z St. Francis Hospital w Budapeszcie, Robert G. Mat-thews z Fairfax Hospital w Fairfax, Virginia, USA oraz Christopher J. Leet z Prince William Hospital Manassas, Virginia, USA.Tematyka wykładów była bardzo zróżnicowana – leczenie zaburzeń rytmu, działanie pro-arytmiczne leków, zatorowość płucna, niewydolność krążenia, zapalenie wsierdzia, wady za-stawkowe – chyba ambitni or-ganizatorzy chcieli wtłoczyć do głów słuchaczy całą kardiologię w jeden dzień.Najciekawsze jednak, że wykład dr. Roberta G. Matthewsa dotyczył inhibitorów płytkowych glikoprotein IIb/IIIa, czyli tematu bardzo nowoczesnego, czego wówczas nie doceniłam chyba dlatego, że był to przedostatni wykład. Gdy przypominam sobie organizację i tematykę konferencji w Budapeszcie, to muszę ocenić ją bardzo wysoko, ale widzę to dopiero po kilkunastu latach.

# 5

# 5

Po zakończeniu obrad mój sympatyczny opiekun Lajos zaprosił mnie na prywatną wycieczkę samocho-dową do Wyszehradu. Po drodze zwiedziliśmy małe miasteczko Szentendre leżące 20 km na północny zachód od Budapesztu. Jest w nim jedyne na świecie Muzeum Marcepanu. Smakołyk ten przywędrował do Europy wraz z najazdami tureckimi i długi czas był używany do wypiekania kołacza weselnego. Kto by to pomyślał! Po zwiedzeniu Szentendre pojechaliśmy do Wy-szehradu, który leży w odległości 42 km od stolicy Wę-gier. W drodze powrotnej zjedliśmy obiad w restauracji chińskiej. Było to jeszcze przed rozpowszechnieniem się kulinarnej oferty azjatyckiej i odebrałam restaurację jako dość oryginalne miejsce.

@mimax2 /Krystyna Knypl

medical journalist

  Be the first to like this post
Join the conversation
0
Be the first one to comment on this post!
Up
Copyright @Photoblog.com