28/02/2021. Medycyna Oparta na Wspomnieniach - odcinek pierwszy

by Krystyna Knypl February. 28, 2021 159 views

Następny odcinek https://www.photoblog.com/mimax2/2021/03/01/1032021-medycyna-oparta-na-wspomnieniach-odcinek-drugi/

Wspomnienia odmładzają i wzruszają, są dostępne o każdej porze, nic nie kosztują, nie wymagają zakładania maseczki ani fizelinowych fartuchów – jednym słowem jest to idealne zajęcie na czas pandemii. Mają też jeszcze jedną ciekawą cechę – nikt nas nie może wyręczyć w ich snuciu. Autorskie, jedyne, niepowtarzalne wspomnienia są podarunkiem dla naszych rodzin, przyjaciół oraz młodszych pokoleń lekarzy. W epoce nadprodukcji i nadmiaru przedmiotów odróżniają się swoim unikalnym charakterem.

Żyjemy w świecie wszelkiej obfitości, w którym jest możliwość wyboru. Jest Evidence Based Medicnie czyli Medycyna Oparta na Faktach - jak głosi jej oficjalna nazwa - jest medycyna alternatywna posługująca innymi niż rekomenduje to nauka metodami.

Profesor pediatrii David Isaacs na łamach „British Medical Journal” opisał aż 7 odmian medycyny (https://www.bmj.com/content/319/7225/1618). W jego biografii czytamy, że aż 33 razy sięgnął po humorystyczną narrację w swoich artykułach o medycynie. Wyszczególnione przez nieg odmiany medycyny są jednym z przykładów tej narracji. Oto rodzaje medycyny wg D.Isaacs'a.

1.Eminence based medicine

Im starszy kolega, tym mniejszą wagę przywiązuje do czegoś tak przyziemnego jak dowody – pisze dr Isaacs. Doświadczenie kliniczne definiuje on jako popełnianie tych samych błędów z rosnącą pewnością siebie przez imponującą liczbę lat. Jednak należy zauważyć, że relacja między pacjentem i lekarzem to nie jest rozprawa sądowa ( choć i takie spotkania się niestety zdarzają) i przedstawianie dowodów nie jest warunkiem do posiadania racji. Wystarczy, że pacjent wyleczy się lub poczuje lepiej i jest to najlepszy dowód.

2.Vehemence based medicine

Pewność siebie w głoszeniu poglądów jest najważniejsza w tej odmianie medycyny. Z moich obserwacji wynika, że cecha ta rozpleniła się u recytatorów Evidence Based Medicine.

3.Eloquence based medicine

Elokwencja wsparta całoroczną opalenizną, goździk w klapie garnituru od Armaniego plus elegancki język charakteryzują przedstawicieli tej odmiany medycyny. Garnitury od Armaniego... któż je dziś w dobie pandemii nosi...

4.Providence based medicine

Medycyna oparta na opatrzności. Jeśli lekarz nie ma pojęcia, co dalej należy zrobić z pacjentem, decyzję najlepiej pozostawić Wszechmocnemu. Zbyt wielu klinicystów niestety nie jest w stanie oprzeć się nadziei, że Bóg pomoże w każdym przypadku – pisze dr Isaacs.

5.Diffidence based medicine

Medycyna oparta na niepewności siebie, uprawiają ją lekarze, którzy widzą problem tam, gdzie ich koledzy go nie dostrzegają.

6.Nervousness based medicine

Medycyna oparta na nerwowości – strach przed procesem sądowym jest silnym bodźcem skłaniającym do nadmiernej dociekliwości i nadmiernego leczenia.

7.Confidence based medicine

Medycyna oparta na zaufaniu. Zdaniem dr. Isaacsa dotyczy ona wyłącznie chirurgów. Ilość odmian medycyny może być tak w istocie nieksończona i zależy ona od tego na jakim etapie kariery zawodowej jesteśmy. Opublikowany 16 maja 2020 roku na łamach Journal of Pediatrica and Child Health artykuł "Retirement is not reductancy" wraz z bratem bliźniakiem sugeruje, że panowie poszukują nowej formy medycyny.

Jako założycielka Instytutu Medycyny Opartej na Doświadczeniu Osobistym ( IMODO) dorzucam odkrytą przeze mnie odmianę - jest to Medycyna Oparta na Wspomnieniach (MOW) a w języku angielskim Medicine Based on Memoirs (MBM).

Moje wspomnienia tworzące ten rodzaj medycyny kolekcjonowałam przez blisko 60 lat. Od kilkunastu lat publikowałam krótkie formy, a teraz nadeszła pora na zbiorcze ich opracowanie.

http://grupakliniczna.blogspot.com/2006/08/wspomnienia-dedykuj-dr.html

https://www.photoblog.com/mimax2/2017/01/17/17012017-tekst-sprzed-jedenastu-laty-ktory-wczoraj-ozyl-we-wspomnieniach/

https://www.photoblog.com/mimax2/2017/01/17/17012017-tekst-sprzed-jedenastu-laty-czesc-druga/

# 1

# 1

Zmiany w medycynie spowodowane przez organizatorów systemów ochrony zdrowia oraz najróżniejsze biznesy zmieniają nie tylko warunki pracy lekarzy, ale także relacje między lekarzami. Wzajemna pomoc, serdeczność oraz chęć dzielenia się osobistymi doświadczeniami w medycynie były zjawiskami powszechnymi w czasach gdy rozpoczynałam moją pracę lekarską. Doświadczenie osobiste w medycynie oraz znajomość patofizjologii były, są i zawsze będą najcenniejszymi składowymi wiedzy lekarza.

W 2006 roku na moim blogu tak pisałam:

Współczesne czasy, wprawdzie bez cenzury, charakteryzuje osobliwa selekcja. Bibliografia medyczna bardziej dokumentuje historię układów biznesowych, niż cokolwiek innego. Poza biznesem jest jeszcze w życiu każdego z nas miejsce na koleżeństwo, przyjaźń, wdzięczność, serdeczną pamięć.

I właśnie o tym kto był mi kolegą, przyjacielem, komu jestem wdzięczna, kto pozostaje w mojej serdecznej pamięci lub ma podobny system wartości są te wspomnienia – pierwotnym zamiarem było opublikowanie ich w wersji papierowej, jednak w dobie potęgi blogów zdecydowałam się na publikacje elektroniczną. Układ wspomnień jest nie chronologiczny. Jest fragmentaryczny, wybiórczy. Tak właśnie ma być.

Po 15 latach od opublikowania tego tekstu skrystalizował się długo rozważany pomysł opublikowania rozproszonych wspomnień o początkach pracy, moich koleżankach i kolegach z którymi pokonywałam mój lekarski szlak. Dyplom lekarza uzyskałam 29 lutego 1968 roku, a pracę w Państwowym Szpitalu Klinicznym nr 1 rozpoczęłam 24 kwietnia 1968 roku. To długa trasa na której bywało po górkę, a niektóre fragmenty trasy były wyboiste, a także przypominały sporty ekstremalne.

# 2 Droga do kariery była pod górkę

# 2 Droga do kariery była pod górkę

Frunąc na skrzydłach powołania do medycyny nie zwracałam uwag na takie drobiazgi jak przedstawiona powyżej droga.

Wprawdzie Adam Mickiewicz ostrzegał:

Lecz choć wszystkiego dostatek,

Dręczy ich nuda i trwoga,

Ach, mamo, dla twoich dziatek

Zamknięta do nieba droga!

Niebo z jego szczegółowym adresem Raj w owych latach to był wyjazd na stypendium naukowe do Stanów Zjednoczonych. Słyszałam o takich szczęściarzach, którzy tam jeździli... Po latach dowiaduję się, że były takie szczęściary, które mogły nawet przebierać w tych zagranicznych stypendiach - do Paryża nie chcę, ale do Bethesdy tak, chętnie! Super szczęściarze to nawet dwa i trzy razy do tej wymarzonej Ameryki jeździli, nie dość tego płynęli statkiem Batory!

Być jedną z nich - ach! och! a po latach można rzec ech..., a na poważnie tak: punkt widzenia / oceniania kariery zależy od poziomu doświadczenia, życiowego oczywiście. Ważna jest też umiejętność przewidywania co będzie potrzebne w przyszłości.

# 3... a niekiedy wyboista

# 3... a niekiedy wyboista

Państwowy Szpital Kliniczny nr 1 przy ulicy Lindleya 4 / Nowogrodzkiej 59 było mi miejscem znanym już wcześniej, w którym odbywaliśmy ćwiczenia z chorób wewnętrznych. Pierwsze ćwiczenia miałam w III Klinice Chorób Wewnętrznych, a naszą asystentką była dr Regina Hintz.

# 4 Wejście do III Kliniki Chorób Wewnętrznych

# 4 Wejście do III Kliniki Chorób Wewnętrznych

W dalszych latach ćwiczenia odbywałam w I Klinice Chorób Wewnętrznych, naszą asystentką byłą dr Halina Lipska - Koziołowa oraz doc. Zofia Migdalska. Egzamin z interny zdawałam u prof. Marka Sznajdermana w II Klinice Chorób Wewnętrznych.

Dlaczego zdecydowałam się na ubieganie się o staż w PSK nr 1?

Zachętą była złożona publicznie deklaracja prof. Zdzisława Łapińskiego podczas ogłaszania w Klubie Medyka wyników konkursu na wzorowego studenta do ubiegania się o staż podyplomowy w Akademii Medycznej.

# 5 Zaproszenie ma uroczystość

# 5 Zaproszenie ma uroczystość

Uroczystość odbyła się 6 grudnia 1967 roku w Domu Medyka, który przedstawia poniżej fotografia z tamtych lat.

Nagrodą była książka "Od marzenia do odkrycia naukowego. Jak być naukowcem" Hansa Seyle, wydana w 1967 roku, bestseller owych czasów. Trudno o bardziej inspirującą i zarazem prowokującą książkę dla osoby rozpoczynającej karierę lekarską!

Autor dzieła wprowadził do medycyny pojęcie stressu, miał nawet przydomek dr Stress. Może powinien być nazywany dr Pech, bowiem był aż 10 krotnie nominowany do Nagrody Nobla, ale jej nigdy nie otrzymał. Jeśli uznać, że była to moja inspiracja na początku drogi lekarskiej, to można zauważyć po latach, że kopiowałam - oczywiście na mniejszą skalę! - los jej autora ;). Póki co jestem Kobietą Sukcesu - otrzymuję skierowanie na staż podyplomowy w Akademii Medycznej!

# 6 Klub Medyków z dawnych lat

# 6 Klub Medyków z dawnych lat

Po otrzymaniu dyplomu ( 29 luty 1968 rok) złożyłam więc podanie o staż w Akademii Medycznej i po niedługim oczekiwaniu go otrzymałam . Mogłam wybierać spośród klinik wewnętrznych. Zdecydowałam się na klinikę w której nie miałam ćwiczeń, nie wykazałam się niekompetencją, no i zdałam egzamin dyplomowy z interny piątkę. Pracę rozpoczęłam 24 kwietnia 1968 roku.

# 7 Dom Medyka został wybudowany w 1935 roku

# 7 Dom Medyka został wybudowany w 1935 roku

Tak więc profesor Zdzisław Łapiński jest moim "ojcem chrzestnym" służbowych relacji z Akademią Medyczną.

W czasie studiów nie miałam okazji słuchać wykładów ale odbywałam ćwiczenia w klinice przez niego kierowanej oraz zdawałam u profesora egzamin dyplomowy z chirurgii. Oczywiście chwilę czasu poświęciliśmy ustaleniom naszych rodowodów z uwagi na moje panieńskie nazwisko jednakowe z profesorskim.

# 8 Prof. Zdzisław Łapiński , rys. Katarzyna Kowalska

# 8 Prof. Zdzisław Łapiński , rys. Katarzyna Kowalska

Profesor urodził się w Siedlcach, 25 listopada 1909 roku, zmarł w 1995 roku w Warszawie. Wydział lekarski Uniwersytetu Warszawskiego ukończył w 1934 roku, stopień doktora medycyny uzyskał w Warszawie w 1939 roku, docenta w 1954 roku, prof. nadzwyczajnego w 1964 roku, prof. zwyczajnego w 1970 roku. Był obdarzony wybitnym talentem chirurgicznym, pracował w latach 1936 - 1944 w Szpitalu Dzieciątka Jezus oraz w Szpitalu Wolskim. Brał udział w Powstaniu Warszawskim. W latach 1945 - 1960 pracował w I Klinice Chirurgicznej Akademii Medycznej, a potem w II Klinice Chirurgicznej AM w Szpitalu Przemienienia Pańskiego. Odbywał staże naukowe w Wielkiej Brytanii, Szwajcarii oraz RFN. Odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi oraz Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

# 9 Przy ulicy Filtrowej 30 mieścił się dziekanat wydziały lekarskiego

# 9 Przy ulicy Filtrowej 30 mieścił się dziekanat wydziały lekarskiego

W latach 1966 -1969 był dziekanem wydziału lekarskiego Akademii Medycznej w Warszawie i z jego rąk otrzymałam dyplom lekarza 6 maja 1968 roku. Uroczystość odbywała się w Klubie Medyka przy ulicy Oczki w Warszawie.

Profesor od 1 września 1954 do 1 września 1955 r. pełnił obowiązki kierownika Kliniki Chirurgicznej Polskiego Szpitala w Ham-Hyn w Korei Północnej. W Polskiej Misji Medycznej uczestniczyło także wielu innych znanych mi osobiście moich starszych kolegów lekarzy. Ich wspomnienia stały się inspitracją do napisania przeze mnie dwu artykułów Polska Misja Medyczna w Korei cz. 1 oraz https://gazeta-dla-lekarzy.gazeta-dla-lekarzy.kylos.pl/index.php/wybrane-artykuly/418-szpital-polskiego-czerwonego-krzyza-w-korei-polnocnej

Artykuły te są cytowane w międzynarodowym piśmiennictwie dotyczącym historii Korei https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/1027-artykuly-z-gdl-o-polskiej-misji-medycznej-w-korei-polnocnej-cytowane-w-pismiennictwie-miedzynarodowym

Procedury związane z otrzymaniem stażu podyplomowego w Akademii Medycznej przebiegały sprawnie bowiem do pracy zgłosiłam się 24 kwietnia 1968 roku. Zaczęłam od pani Józefiny Kownackiej, u której zapisywałam się na egzamin z interny. Pani Józefina poinformowała mnie, że muszę udać się do sekretariatu na pierwszym piętrze załatwiającego sprawy przyjęcia nowych pracowników, gdzie urzędowała pani Cecylia Szolowa. Wyrecytowałam formułkę o skierowaniu na staż i wręczyłam skierowanie z Akademii Medycznej.

Dowiedziałam się, że mam zejść do pokoju asystentów i poczekać na dr Teresę Wąsowską. Zapytałam jak wygląda pani adiunkt, bowiem nie mając w klinice ćwiczeń praktycznie poza poznaną podczas egzaminu Ewą Bar-Andziak nie znałam nikogo.

-Przystojna brunetka - padła odpowiedź.

W późniejszych latach spostrzegłam, że pani Cecylia miała pogodną naturę i dużą odporność na otaczające ją szczegóły najbliższego otoczenia. Gdy wchodziliśmy do archiwum zwykle pytała: „Czego chcesz córeńko?”

Może wtedy właśnie urzekło mnie to słowo, bowiem do mojej córki Katarzyny zwracam się per córeńko. Nasze relacje z sekretariatem kliniki były bardzo przyajzne. Gdy urodziła się Kate wiedziałam, że nie powrócę do pracy na oddziale. Zdecydowana byłam odbyć urlop wychowawczy. Początkowo wzięłam rok urlopu za radą pani Krystyny Mączkowej, sekretarki, która dołączyła do naszego zespołu po odejściu pani Cecylii na emeryturę.

-Pani doktor idą niepewne czasy. Może będzie pani musiała wrócić do pracy wcześniej? Zawsze może pani przedłużyć urlop. Uznałam, że rada jest słuszna. Mąż mój pracował wówczas jako sekretarz redakcji pisma o profilu społeczno-politycznym „Przegląd Techniczny”. Mimo mylącego tytułu pisma, zajmowało się ono mniej techniką, a więcej komentowaniem polityki. Wkrótce dziennikarze byli poddani procesowi weryfikacji i mogło się zdarzyć, że zostaniemy bez środków do życia. Porada możliwości wcześniejszego powrotu była więc uzasadniona i podziękowałam pani Krystynie. Lubili ją wszyscy asystenci. Prezentowała inny styl niż pani Cecylia, bywała na obronach naszych prac doktorskich, udostępniała maszynę do pisania w sekretariacie i częstowała kanapkami na drugie śniadanie. Miło było dostać kanapkę po dyżurze.

Powróćmy jednak do mojego pierwszego dnia pracy i wizyty w sekretariacie kliniki. Posłusznie pomaszerowałam na oddział, gdzie dostałam biały fartuch od pani Stasi, siostry gospodarczej. W tych odległych czasach szpital zapewniał fartuchy i inne stroje służbowe, co więcej były one szyte na terenie szpitala.

# 10 Szwalnia PSK nr 1

# 10 Szwalnia PSK nr 1

Wystrojona w biały fartuch nieśmiało naciśnęłam klamkę do pokoju lekarskiego i przycupnęłam na krześle w oczekiwaniu na przystojną brunetkę. Wchodziły różne panie, czas ciągnął się niemiłosiernie długo, nie mogłam doczekać się owej przystojnej brunetki. Zaczęłam przysłuchiwać się prowadzonym w pokoju lekarskim rozmowom. Byłam prawie bliska wstrząsu psychicznego. Koledzy rozmawiali na najróżniejsze tematy, ale nie było wśród poruszanych zagadnień medycyny.

Byłam przekonana, że w pracy dozwolone są rozmowy tylko na temat chorych i medycyny. Rozmowy o dzieciach, pogodzie, braku pieniędzy jawiły mi się jako karygodne naruszenie obowiązków pracowniczych. Nie mogłam otrząsnąć się z wrażenia, że jest inaczej niż to sobie wyobrażałam w młodzieńczym i wyidealizowanym widzeniu świata.

Około dziewiątej nadeszła dr Teresa Wąsowska.

-Pani zdaje się czeka na mnie?- rzuciła w moją stronę.

-Tak pani adiunkt –wyrecytowałam.

-Chodźmy więc na obchód. Będzie pani notowała zlecenia.

W zespole Teresy pracowałam chyba dwa lub trzy lata. Praca na oddziale była podzielona pomiędzy cztery zespoły, do których dołączani byli stażyści, wolontariusze oraz osoby robiące specjalizację. Dr Teresa Wąsowska jest autorką i współautorką wielu publikacji naukowychhttps://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/?sort=pubdate&size=200&term=Wasowska+T&cauthor_id=6462947

z hipertensjologii i gastrologii. Przez wiele lat była bardzo cenianym konsultantem internistycznym I Kliniki Chirurgicznej, która mieściła się w prawym skrzydle pawilony 11 PSK nr 1.

Po pół roku pracy zaproponowano mi zdawanie kolokwium dopuszczającego do dyżurowania. Pierwszy dyżur zdecydowałam się odbyć w dniu 1 listopada 1968 roku, gorąco wierząc, że uwaga świata będzie skierowana bardziej ku tym którzy odeszli, niż tym którzy zostali i dzięki temu dotrwam do rano. Moim szefem dyżuru był dr Leon Stach, spokojny i kompetentny starszy kolega. Lubiłam z nim pracować i w późniejszych miesiącach wielokrotnie prosiłam o wspólne dyżury. Dla młodych było ważne kto był szefem dyżuru. Nie wszystkie nazwiska na młodzieżowej giełdzie cieszyły się jednakowym uznaniem.

Młodzież kliniczna przesiadywała w pokoju asystentów wpisując obserwacje do historii chorób lub sklejała szeregowo morfologię do morfologii, mocz do moczu, biochemię do biochemii. Chodziliśmy też na herbatkę do pokoju nr 16 na parterze, gdzie w godzinach wczesnych popołudniowych pani Marynia wydawała szpitalne obiady. Najgorsza była ogórkowa z ryżem. Największą zaletą obiadów była chyba cena, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie ile płaciło się. Wydaje mi się, że nie byłam wierną klientką pani Maryni.

Moja pensja na stażu podyplomowym wynosiła 1550 zł. Za pierwszą otrzymaną pensję kupiłam gramofon „Bambino” w towarzystwie którego spędziłam wiele miłych chwil. Za dyżur otrzymywaliśmy 140 zł.

Magnetyczne działanie muru

Symbolem, który ma dla mnie nieomal magnetyczną moc jest mur ogradzający teren szpitala przy ulicy Nowogrodzkiej 59. Patrząc na ten zabytkowy element architektury mam poczucie, że zamieniając praktykę lekarską na dziennikarstwo medyczne przeskoczyłam ten mur.

Wszyscy znamy piosenkę napisaną przez Jacka Kaczmarskiego Mury. Natomiast nie wszyscy znamy słowa ostatniej zwrotki oryginalnego tekstu, które brzmiały: A mury rosły, łańcuch kołysał się u nóg . Oddawały one wiernie klimat lat w których rozpoczynałam swój lekarski szlak. Czy zamienione w latach osiemdziesiątych słowa na bardziej optymistyczne A mury runą, runą, runą I pogrzebią stary świat istotnie runęły? W pewnym sensie tak, ale powstały nowe mury, bowiem jest to jeden z ulubionych przez ludzi elementów architektury.

Wielokrotnie spacerowałam do muru przy ulicy Nowogrodzkiej, fotografowałam o różnych porach roku, przyglądałam się jego elementom.

Lubię ten kadr zwłaszcza sfotografowany w bezśnieżną zimę, z licznymi gałęziami i odnogami winorośli pozostałej na murze. Przypominają mi poplątane ludzkie losy i drogi tych którzy za tym murem spędzili trochę czasu… - pisałam w 2018 roku na moim fotoblogu Modne Diagnozy.

https://www.photoblog.com/mimax2/2018/02/20/20022018-co-sie-kryje-za-tym-murem/

Zagadnieniem symboliki muru zajmowałam się w 2017 roku na moim fotoblogu pisząc:

Mury choć odgradzają wybrane fragmenty świata od reszty i często dzielą ludzi, w istocie są symbolem sukcesu. Warunkiem niezbędnym dla odniesienia sukcesu jest pokonanie muru. Jednostki nastawione bojowo dla sukcesu gotowe są mury burzyć, szturmować z udziałem wojska, podkładać materiały pirotechniczne, używać ciężkich pojazdów bojowych. Jednostki nastawione pokojowo mury pokonują w sposób symboliczny przemieszczając się w obmyślany sposób z przestrzeni A do przestrzeni B lub z przestrzeni B do przestrzeni A. Wszystko zależy od tego która przestrzeń jest utożsamiana z sukcesem.

https://www.photoblog.com/mimax2/2017/07/08/08072017-symbolika-muru/

Mury spotykamy nie tylko w życiu, ale także w Biblii (Jerozolima, Jerycho, Bet-Szean, Babilon, Damaszek oraz Tyr), literaturze (spór o mur w Zemście Aleksandra Fredry) oraz w przysłowiach ( głową muru nie przebijesz, walić głową w mur). Ze Słownika Języka Polskiego dowiadujemy się, że z tymi murami to nie taka prosta sprawa, bowiem może być mór i mur:

Mór to inaczej zaraza, słowo pochodzące od prasłowiańskiego moriti ‛zabijać, uśmiercać’ i poprzez nie spokrewnione z innym, dziś też rzadkim rzeczownikiem, występującym tylko w zwrocie na umór (np. pić na umór), który znaczy ‛bez opamiętania’, a etymologicznie ‛do śmierci’.

Mur natomiast to dawna pożyczka germańska o rodowodzie łacińskim. Nowe słowo murale, oznaczające malowidło na ścianie budynku, to zapożyczenie z któregoś z języków nowożytnych, ale mające źródło także w łacińskim murus ‛mur, wał’, które dało początek murowi.

https://sjp.pwn.pl/ciekawostki/haslo/MOR-MUR;5041755.html

Pamiętny rok 1968

Powróćmy jednak we wspomnieniach za ten fascynujący mur. Ileż emocji za nim miało miejsce! Pierwszy rok mojej pracy naznaczony byłchistorycznymi wydarzeniami Marca 68’ oraz emigracją kilkorga osób z naszego zespołu. Wiadomo było, że koledzy mający żydowskie pochodzenie szykują się do emigracji. Jedna z koleżanek kończyła właśnie przygotowania do wyjazdu, była w banku, wymieniała jakieś pieniądze, ktoś podobno chciał ją oszukać, wzburzona opowiadała na spotkaniu zorganizowanym przez dr Renatę Kądzielawę:

- Mnie Żydówkę, chciał oszukać na pieniądze! Coś podobnego! Nie dałam się! Ale mniejsza o to...

- Za rok o tej porze w Jerozolimie, jak mówią bogobojni Żydzi, gdy piją wódkę, do ciebie Filip to piję - oznajmiła do szefującemu nam podczas wakacji koledze.

Wywołany do wspólnego toastu kolega nic nie odpowiedział, choć był błyskotliwym rozmówcą. Zarówno ten toast jaki i fakt, że kolega nie wyemigrował bardzo nas zaskoczyły. Z naszego oddziału wyjechały w krótkim czasie cztery osoby - dwie do Izraela (Mirka Rycerowa i Ziuta Śmietańska), jedna do RFN ( Leon Stach), jedna do Francji (Aurelia Baczko).

W roku 2006 założyłam blog Grupa Kliniczna w którym opisałam kilkoro kolegów emigrantów 1968 roku oraz lat późniejszych.

Syn jednej z koleżanek emigrantek gdy wyjeżdżał w 1968 roku z Polski wraz z rodzicami miał 11 lat. Obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych, postanowił poszukać w internecie nazwiska swojej matki, był ciekaw czy ktoś ją pamięta, wspomina... Wspomniany blog okazał się być jedynym miejscem, w którym byłą wspominana jego matka. Była to bardzo zastanawiające jak dalece nieproporcjonalne są wspomnienia o poszczególnych osobach. Zainspirowana życzliwym przyjęciem moich wspomnieniowych tekstów stworzyłam hasło z hashtagiem: #swiat_sie_zmienia_pisz_wspomnienia

Po bardzo sympatycznej rozmowie z dr Teresą Wąsowską 27 lutego 2021, pełnej wspomnień naszych wspólnie spędzonych lat w PSK nr 1 postanowiłam napisać monografię "Medycyna Oparta na Wspomnieniach".

Początki pracy na oddziale wewnętrznym

Pierwszą osobą z mojego przyszłego miejsca edukacji podyplomowej, którą poznałam była pani Józefina Kownacka. W roku 1967 miałam zdawać egzamin z chorób wewnętrznych. W latach sześćdziesiątych przydział miejsc, w których poszczególne grupy dziekańskie zdawały egzaminy końcowe odbywał się drogą losowania. Czynność tą wykonywali starostowie grup. Nasza starościna miała lekką rękę: wylosowała nam klinikę w której zdobywałam szlify internistycznie oraz klinikę chirurgiczną kierowana przez prof. Zdzisława Łapińskiego. Zestaw ten uważany było powszechnie za najlepszy. Bardzo byliśmy wdzięczni naszej starościnie za takie miejsca do zdawania egzaminów.

Po trzech tygodniach intensywnych lektur podręcznika do interny zgłosiłam się na egzamin, który składał się z części praktycznej i teoretycznej. Asystentką egzaminacyjną była wówczas dr Ewa Bar-Andziak. Zdawały tego dnia cztery osoby. Ja wraz z koleżanką trafiłyśmy do prof. Marka Sznajdermana. Egzaminator prezentował piękną opaleniznę, szpakowate, krótko przystrzyżone włosy oraz udzielający się zdającym spokój. Byłam zadowolona z przebiegu egzaminu i końcowy wynik był w moim przypadku bardzo dobry. Egzamin zdawałyśmy w bibliotece klinicznej. Pamiętam, że egzaminator siedział u szczytu stołu znajdującego się po lewej stronie pomieszczenia, my zaś pod ścianą. Było to potem często zajmowane przeze mnie miejsce na posiedzeniach klinicznych.

Praca na oddziale polegała początkowo na pisaniu zleceń wydawanych przez starszego lekarza oraz pisaniu obserwacji w historiach chorób. Młodzież kliniczna po obchodzie przesiadywała w pokoju asystentów wpisując obserwacje do historii chorób lub sklejała szeregowo morfologię do morfologii, mocz do moczu, biochemię do biochemii. Chodziliśmy też na herbatkę do pokoju nr 16 na parterze, gdzie w godzinach wczesnych popołudniowych pani Marynia wydawała szpitalne obiady. Najgorsza była ogórkowa z ryżem. Największą zaletą obiadów była chyba cena, ale nie jestem w stanie przypomnieć sobie ile płaciło się. Wydaje mi się, że nie byłam wierną klientką pani Maryni.

Poza prowadzeniem pacjentów na oddziale pod kierunkiem starszych kolegów można było po zdaniu kolokwium dyżurować jako drugi dyżurant. Dnia 1 listopada 1968 roku miałam swój pierwszy dyżur... Poprosiłam o tę datę wychodząc z założenia, że uwaga świata będzie odwrócona od tych co jeszcze żyją do tych co już odeszli i jakoś dotrwam do rana. Szefem dyżury był mile przez mnie wspominany kolega dr Leon Stach, który wkrótce potem wyemigrował do RFN.

Zbyt mało rozumieliśmy, nie o wszystkim mówili nam starsi koledzy i ich emigrujący rówieśnicy, a poza wszystkim byliśmy przejęci niedawno rozpoczętą pracą.

Najlepszym przyjacielem każdego młodego lekarza dyżurnego był wówczas podręcznik Postępowanie w nagłych przypadkach internistycznych Dymitra Aleksandrowa i Wandy Wysznackiej - Aleksandrow. Znakomita, zwięzła książka i co ważne, mieszcząca się w kieszeni lekarskiego fartucha. Czytywaliśmy ją po wielokroć!

Barwnymi uczestnikami dyżurów byli panowie noszowi, którzy przywozili pacjentów z izby przyjęć położonej na drugim końcu szpitala na poszczególne oddziały. Po dotarciu do oddziału docelowego pukali do drzwi dyżurki i wołali "pani doktor chorego przywiozłem". Przy kolejnym tak samo brzmiącym komunikacie zapytała "a zdrowego pan nie masz?" Nie było - oznajmił pan noszowy. Gdy stan chorego w trakcie transportu pogarszał się noszowi włączali pierwszy bieg i wpadali zdyszani na nasz oddział. Pewnego razu noszowy oznajmi "pani doktor, nie rozmawia ze mną od czwartej wewnętrznej" czyli od budynku położonego kilka minut truchtem od naszego pawilonu. Powodem braku konwersacji było... zatrzymanie krążenia. Zreanimowaliśmy skutecznie.

Uczucia muszą mieć swój wyraz, uczucia bez wyrazu nie istnieją - powiedzenie mojego wieloletniego pacjenta, księdza Jana, który po wygłoszeniu tego zdania wręczał mi ów wyraz uczuć.

Wyrazy bywały różne, najpopularniejsze były czekoladki, zwykle marki E. Wedel.

Najpopularniejsze było Ptasie Mleczko oraz Baryłki. Te ostatnie były z alkoholem. Pewnej niedzieli miałam spokojny dyżur... ułożyłam się na kanapie w pokoju lekarza dyżurnego i czytając jakąś ciekawą książkę pochłaniałam kolejne baryłki. Błogość ogarniała kolejne partie mojego młodego lekarskiego organizmu... no prawie odlot. Nadeszła godzina 15 a wraz z nią odwiedziny rodzin, które niekiedy pragnęły także zasięgnąć informacji o stanie zdrowia swoich bliskich.

-Stuk, stuk - rozległo się w dyżurce.

-Proszę wejść! - zawołałam dziarskim głosem i poderwałam się na nogi... Hmm... utrzymanie idealnie pionowej pozycji ciała w wyniki nadkonsumpcji baryłek było poważnym wyzwaniem ;) Przejściowe problemy z zachowaniem równowagi udało mi się opanować i obyło się bez sensacji mediowej. Lud pracujący miast i wsi miał wtedy innych wrogów klasowych i nie było zapotrzebowania na lekarzy. Wrogami ludu byli kelnerzy, fryzjerzy i tzw. prywatna inicjatywa.

Kelnerzy podobno bili gości, prywatna inicjatywa była zbyt bogata, fryzjerzy... nie pamiętam czym podpadli władzy ludowej - może kręcąc loczki zawracali ludziom w głowach? ;)

Opublikowane na łamach Gazety dla Lekarzy wspomnienia

Prof. Henryk Chlebus

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/889-profesor-henryk-chlebus

Dr Mirka Rycerowa, Dr Ziuta Śmietańska, Dr Leon Stach

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/953-gdy-alfabet-nowego-jezyka-przypomina-ci-chromosomy

Prof. Jolanta Chodakowska

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wazniejsze-nowosci/931-wspominajac-prof-dr-hab-n-med-jolante-chodakowska

Dr hab. med. Jacek Preibisz

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/968-lekarski-szlak-dr-hab-n-med-jacka-j-preibisza

Prof. Zofia Żukowska

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1038-wspominajac-prof-zofie-zukowska

Dr Zuzanna Kowalska - Majewska

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1048-wspominajac-dr-zuzanne-kowalska-majewska

Dr Andrzej Chaciński

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1199-wspominajac-dr-andrzeja-chacinskiego-utalentowanego-ginekologa-poloznika

Pandemiczne senne mary

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1226-panedmiczne-senne-mary

Zdrowie publiczne i choroby zakaźne

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/zdrowe-zasady/1187-zdrowie-publiczne-oraz-choroby-zakazne

Moje spotkania z kardiologią

https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/wybrane-artykuly/1101-moje-spotkania-z-kardiologia

@mimax2 / Krystyna Knypl

Join the conversation
4
There are 4 comments , add yours!
Krystyna Knypl 1 month, 1 week ago

Dorzucam link o tym co śni się lekarzowi, który skręcił do dziennikarstwa medycznego, ale okazuje się że rozwód z medycyną to nie taka prosta sprawa. Pozdrawiam o poranku!
https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/medycyna-oparta-na-wspomnieniach/1226-panedmiczne-senne-mary

1 month, 1 week ago Edited
Piotr Buraczewski 1 month, 2 weeks ago

Fantastyczne! Zacząłem czytać w wannie, ale myślę o pracy, więc wróce do lektury jak trochę się wyciszę.

1 month, 2 weeks ago Edited
Krystyna Knypl Replied to Piotr Buraczewski 1 month, 2 weeks ago

Dziękuję za sympatyczny komentarz! Dokumentowanie naszej przeszłości to bardzo ważny temat, zwłaszcza do odniesieniu czasów sprzed epoki internetu oraz osób, które z różnych względów nie są w stanie same opisać swojego życia, osiągnięć, zasług.
Wyodrębniliśmy w wydawanym przez nas czasopiśmie Gazeta dla Lekarzy dział Medycyna Oparta na Wspomnieniach
https://gazeta-dla-lekarzy.com/index.php/medycyna-oparta-na-wspomnieniach
Zapraszam do odwiedzenia oraz serdecznie pozdrawiam!

1 month, 2 weeks ago Edited
Piotr Buraczewski Replied to Krystyna Knypl 1 month, 1 week ago

Ojojoj! Ale zrobiło się dużo do czytania. W dodatku na drugim ekranie wyświetlają się wspomnienia mojego „przyszywanego teścia”. Fascynujące historie, ale potrzebuję też trochę czasu na pisanie bloga, sport, fotografowanie, planownie podróży i pracę... dlaczego doba ma tylko 24 godziny? I dlaczego siedem marnuję na sen? I dlaczego tak uwielbiam spać, a jeszcze bardziej śnić?...

1 month, 1 week ago Edited
Up
Copyright @Photoblog.com