1/03/2021. Medycyna Oparta na Wspomnieniach - odcinek drugi

by Krystyna Knypl March. 01, 2021 152 views

Poprzedni odcinek https://www.photoblog.com/mimax2/2021/02/28/28022021-medycyna-oparta-na-wspomnieniach-odcinek-pierwszy/

Następny odcinek https://www.photoblog.com/mimax2/2021/03/02/2032021-medycyna-oparta-na-wspomnieniach-odcinek-trzeci/

Praktykę lekarską łączyliśmy z badaniami naukowymi

Moją pierwszą pracą naukową, w której pisaniu uczestniczyłam podczas stażu było doniesienie zatytułowane „Ocena skuteczności ksylokainy w leczeniu zaburzeń rytmu serca”, które ukazało się drukiem w 1970 roku na łamach Polskiego Tygodnika Lekarskiego. Ksylokaina dopiero wchodziła do użycia i była naszym ulubionym lekiem ze względu na fantastyczną skuteczność.

# 1 Pracownie biochemiczne mieściły się w lewym skrzydle na I pięttrze pawilonu 11

# 1 Pracownie biochemiczne mieściły się w lewym skrzydle na I pięttrze pawilonu 11

Przyjęcie chorego na „R-kę” z gromadną ekstrasystolią komorową, przechodzącą w salwy, za którymi czaił się częstoskurcz komorowy przyprawiał nas o nie mniejsze zaburzenia rytmu. Podanie 50 mg lub 100 mg ksylokainy „z ręki” likwidowało praktycznie natychmiast arytmię. W pracy opisaliśmy efekty leczenia u 41 chorych. Dziś widzę, że grupa nie była duża. W związku z powszechną obecnością ksylokainy w naszym postępowaniu powstał pomysł aby wprowadzić metodę oznaczania stężenia ksylokainy we krwi. Dr Jacek Preibisz, który był wówczas szefem sali R, spędził kilka wieczorów w GBL i wynalazł opis metody oznaczania leku we krwi. Otrzymałam zadanie wprowadzenia metody do praktyki codziennej. Egzotyczność tego zlecenia jestem w stanie w pełni zrozumieć dopiero dziś. Miałam zerowe doświadczenie biochemiczne, z trudem odróżniałam poszczególne sprzęty laboratoryjne, musiałam normalnie prowadzić swoich pacjentów na oddziale i dyżurować.

W razie problemów miałam zwracać się o pomoc do kierownika pracowni biochemicznej, którym była doc. Małgorzata Ciświcka - Sznajdermann ( 1931 -1988).

# 2 Doc. Małgorzata Ciświcka - Sznajdermann

# 2 Doc. Małgorzata Ciświcka - Sznajdermann

Źródło:

https://przekroj.pl/archiwum/artykuly/92324?f=dekada:1980,szukaj:Skulska

Właściwie wszystko było jednym wielkim problemem. Na pewnym etapie oznaczenia trzeba było bodaj przez 20 minut wstrząsać próbówki z dodatkiem specyfiku o ładnym pomarańczowym kolorze. Męczyłam się parę tygodni i nie uzyskawszy nawet jednego wyniku zostałam uwolniona od perspektywy bycia słynną biochemiczką. Z panią docent Małgorzatą Ciświcką - Sznajdermann w późniejszym okresie miałam kilkakrotnie wspólne dyżury na oddziale.

Doc. Małgorzata - Ciświcka miała znakomite osiągnięcia naukowe, była autorką wielu doniesień z dziedziny gospodarki lipidowej,

#3

#3

Źródło:

https://www.atherosclerosis-journal.com/article/0021-9150(74)90051-3/pdf

Doc. Małgorzata Ciświcka - Sznajdermann publikowała doniesienia naukowe w fachowej prasie anglojęzycznej już od roku 1958 . Uczestniczyła między innymi w badaniu POLMONICA. W 1971 roku uzyskała habilitację na podstawie rozprawy "Badania kliniczne i metaboliczne nad pierwotnymi hiperlipoproteidemiami". Wraz z Aleksandrem Michajlikiem napisała książkę "Lipidy i lipoproteidy osocza", którą w 1979 roku wydał Państwowy Zakład Wydawnictw Lekarskich. Inspirowała do zajmowania się lipidologią innych lekarzy, o czym wspomina prof. Barbara Cybulska.

Była promotorką prac doktorskich: Janusza Młyńskiego, który napisał pracę "Badania nad gospodarką węglowodanową w pierwotnych hiperlipoproteidemiach" (1979) oraz Jolanty Modlińskiej, która napisała pracę zatytułowaną "Wpływ leków hipotensyjnych ( hydrochlorotiazyd, propranolol) na zaburzenia gospodarki lipidowej i węglowodanowej u chorych z nadciśnienie tętniczym pierwotnym (1983). Z Januszem Młyńskim byliśmy w tej samej grupie studenckiej. Była to 8 grupa kursu A.

# 4

# 4

Źródło:

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/13559011/

Malownicze chwile w pracowni biochemicznej

Choć biochemia praktyczna nie była moim żywiołem to więzi koleżeńskie z „biochemical departament” były silne i malownicze. Jako jeden z bardziej barwnych obrazów pozostaje w mojej pamięci scena przygotowawcza do opracowania metody oznaczania prostaglandyn. Tę skomplikowaną metodę wdrażała Hania Ignatowska - Świtalska. W owych latach wiedzieliśmy, że prostaglandyny powstają w płucach oraz męskich płynach biologicznych. O tym, że możliwości powstawania prostaglandyn w ustroju jest więcej chyba jeszcze nie wiedzieliśmy. Płuca w naszej wiedzy zajmowały eksponowaną pozycję. Nie znam szczegółów merytorycznych z powodu których potrzebna była do oznaczeń tkanka płucna. Może duża zawartość prostaglandyn w tkance płucnej ułatwiała oznaczenie? Wersja pozyskiwania prostaglandyn z męskich płynów biologicznych chyba nie była brana pod uwagę. Choć w przypadku zbiórki moczu wielokrotnie koledzy wspierali się nawzajem. Pewnego razu weszłam do pracowni gdzie urzędowała Hania i zastałam większa grupę badaczek oddzierających tkankę płucną od oskrzeli. Wyglądały niezwykle malowniczo, z elementami ekstrawagancji. W szacownym ośrodku naukowym siedziały sobie na środku pracowni trzy osoby, trzymając na kolanach sporych rozmiarów fragmenty tkanki płucnej i wyszarpywały z niej małe kawałeczki, a następnie wrzucały do plastikowego pojemnika. Wyglądały bardzo podobnie do osób skubiących pióra z nieżywych ptaków. Wypraw do rzeźni po tkankę płucną było kilka, a widok zapracowanych skubaczek płucnych powtarzał się. Nie wiem czy te heroiczne wyczyny pomogły ustawić metodę oznaczania prostaglandyn. W pracy z 1986 roku posługuję się robiącym wrażenie zwrotem, że stężenie prostaglandyn oznaczano „ metodą RIA po ekstrakcji osocza Amberlitem XA D-2 i rozdziale na kolumnie kwasem krzemowym”. Nic z tego nie rozumiem, ale do dziś zwroty robią na mnie wrażenie. Zwroty z pewnością podyktowała mi Hania Ignatowska - Świtalska, z którą razem pisałyśmy wspomniane dzieło. Siedziałyśmy w moim salonie, przy okrągłym stole i z głębokim namysłem komentowałyśmy uzyskane wyniki. Był wyznaczony nieprzekraczalny termin oddania pracy zwierzchności, a wszystko trochę rozlatywało się nam na boki. W końcu uporałyśmy się z tematem. Gdy dziś czytam nasze komentarze to muszę powiedzieć, że brzmią one całkiem współcześnie. Uśmiecham się tylko na wspomnienie pojęcia „ekstrapolacji”, które poznałam dzięki Hani. Konkurencyjnym dla tego pojęcia była „średnia logiczna” wspomagająca średnią arytmetyczną. Miała ona swoje pięć minut przy badaniach eksperymentalnych.

Mijają lata... pewnego dnia podróżuję do Brukseli na konferencję. Na lotnisku przy odporawie spotykam Hanię Ignatowską - Świtalską z mężem. Podróżują oni do córki, która mieszka na stale w Stanach Zjednoczonych. Witamy się serdecznie i Hania przypomina mi słowa wiersza, który napisłam w związku z urodzinami jej córki.

Wieść dobiegła dzisiaj do nas bardzo miła, Że Świtalska Hanka córkę urodziła - recytuje Hania. Nie pamiętam tego wiersza - odpowiadam Hani, a ona na to: A ja pamiętam i do końca życia będę go pamiętała. Przypomnienie to traktuję jako wczesny objaw moich literackich aktywności.

Przyjaciółka wanilinomigdałowa

Równie serdeczne i barwne relacje mieliśmy z prof. Bożenną Wocial szefową pracowni katecholamin, w której wykonywano w ramach diagnostyki nadciśnienia tętniczego badania wydalania kwasu wanilinomigdałowego, noradrenaliny, adrenaliny oraz metoksykatecholamin. Pewnego razu Bożenna uczestniczyła w konsultacji pacjentki, która reprezentowała krakowskie sfery artystyczne. Wyniki badań nie były jednoznaczne i w takich przypadkach braliśmy pod uwagę niedokładności w zbiórce dobowej moczu. W pewnym momencie pacjenta oznajmiła:

-Przyjaciółko wanilinomigdałowa pomóż mi pokonać problemy związane z tym badaniem!

Wszyscy byliśmy pod wrażeniem poetyckości tego określenia! Prof. Bożenna Wocial była współautorką wielu artykułów i książek, a także promotorką prac doktorskich. Jedną z jej doktorantek była Zosia Żukowska - Grójec, której temat pracy brzmiał " Zachowanie się noradrenaliny, 3-metoksy-4-hydroksy-fenyloglikolu i 3,4-dwuhydroksyfenyloglikolu w mózgu szczurów z genetycznie uwarunkowanym nadciśnieniem" (1979). Dalszą karierę realizowała ona w Stanach Zjednoczonych.

# 5 Kwas wanilionomigdałowy

# 5 Kwas wanilionomigdałowy

Źródło:

https://en.wikipedia.org/wiki/Vanillylmandelic_acid#/media/File:Vanilmandelic_acid.svg

Jak skomplikowane były procesy przemiany katecholamin pokazuje

# 6

# 6

Źródło:

https://en.wikipedia.org/wiki/Vanillylmandelic_acid#/media/File:Noradrenaline_breakdown.svg

Pod linkiem jest wykaz 214 prac naukowych, których prof. Bożenna Wocial była autorką i współautorką.

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/?sort=pubdate&size=200&term=Wocial+B&cauthor_id=17102102

Pacjenci przyjmowani na diagnostykę nadciśnienia tętniczego trafiali na salę N, którą prowadził dr Tadeusz Feltynowski. Był on autorem 92 prac naukowych, które są pod linkiem

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/?sort=pubdate&size=200&term=Feltynowski+T&cauthor_id=967731

W 1975 roku dr Tadeusz Feltynowski obronił pracę doktorską "Zachowanie się aktywności reninowej osocza u chorych z nadciśnieniem tętniczym pierwotnym".

Wspólna nauka do egzaminu specjalizacyjnego

Aktywnym członkiem zespołu biochemicznego był dr Zbyszek Rymaszewski zajmujący się zagadnieniami krzepnięcia krwi oraz leczenia fibrynolitycznego.

Moja córka słysząc częste wspomnienia o różnych przygodach z udziałem Zbyszka jest przekonana, że był to mój najbliższy kumpel, a całokształt przeżyć klinicznych jawi się jej jako „Paragraf 22” albo „Wielka ucieczka”.

Bliższe relacje zawiązały się między nami dopiero jak uczyliśmy się do egzaminu na drugi stopień specjalizacji z chorób wewnętrznych.

Objechaliśmy ze Zbyszkiem kilka ośrodków przygotowujących materiał do egzaminu na drugi stopień specjalizacji dopytując o zakres obowiązującego materiału. Sylabusy wtedy nie istniały. Trzeba było tworzyć je aktywnie samemu. Jeździliśmy więc od szpitala do szpitala i męczyliśmy znajomych i kolegów. Gdy dojechaliśmy do szpitala na ulicy Goszczyńskiego jęknęłam:

-Zbyszek ja nie mogę, wstydzę się tak pytać i pytać.

-Schowaj wstyd do kieszeni i idź. Wyjmiesz ten swój wstyd po egzaminie.

Miał rację. Tak trzeba było robić bowiem hańba oblania była w zasięgu ręki. Przygotowywano egzamin testowy. Byliśmy słabo obeznani z tą formą egzaminu. Na studiach egzaminy testowe były tylko z dermatologii i neurologii. Nikt nie pokazywał nam wcześniej przykładowych testów, nie objaśniał jak należy je rozwiązywać. Prawdopodobnie test z dermatologii był pierwszym jaki widziałam na oczy.

Do egzaminu z interny uczyliśmy się w własnych mieszkaniach, telefonując do siebie w ciągu dnia wielokrotnie. Test pisaliśmy na sali kliniki pediatrycznej na Marszałkowskiej. Poszedł nam fatalnie. Byliśmy przekonani, że nie zdaliśmy. Po egzaminie ogłosiliśmy urbi et orbi, że oto nadciąga hańba niezdanego egzaminu. Po korytarzach kliniki powiało grozą. Osiągnąwszy należyte efekty towarzyskie zdecydowaliśmy się zjeść w domu Zbyszka obiad. Wyniki miały być wywieszone o godzinie osiemnastej. Po paru godzinach obiadu, w skład którego wchodziła spora ilość przystawek w formie płynnej nadeszła pora zmienić lokal. Ku mojemu zdziwieniu Zbyszek postanowił, że pojedziemy samochodem.

-Zbyszek może weźmiemy taksówkę –wtrąciłam nieśmiało.

-Kochana, ostatnia umiejętność jaką tracę po ..... spożyciu obiadu z przystawkami płynnymi ... to jest zdolność prowadzenia samochodu –oświadczył. Wsiadaj!

-Zbyszek, ale przed tygodniem na oblewaniu doktoratu, zapewniałeś, że ostatnią umiejętnością jaką tracisz jest tańczenie.

-Tańczenie jest przedostatnie. Wsiadaj i nie gadaj. Z motorniczym nie wolno rozmawiać, nie czytałaś takiego napisu?

Jechaliśmy z dalekiego Żoliborza przez wszystkie ruchliwe skrzyżowania, ronda, światła. Opatrzność nie tylko czuwała nad nami, ale najwyraźniej była na ostrym dyżurze. Co jedliśmy i piliśmy w Szanghaju nie pamiętam. Mocno znieczuleni poszliśmy odważnie stawić czoła wynikom egzaminu testowego. Zaliczało 127 punktów. Ja miałam 134, Zbyszek więcej, chyba około 150 na 180 możliwych. Zdaliśmy. Zbyszek po przeczytaniu wyników dostał napadu śmiechu. Chichotał zanosząc się i wydając z siebie wysokie dźwięki. Stojąca obok dziewczyna myślała, że oblał egzamin i płacze. Objaśniłam koleżance, że Zbyszek wydaje z siebie dźwięki radości, a nie rozpaczy. W dalszych latach los rzuciła Zbyszka do Afryki, a potem do Stanów Zjednoczonych, gdzie pracował na uniwersytecie w Cincinnati. Był autorem 62 doniesień naukowych, których lista w Pub Med jest dostępna pod linkiem

https://pubmed.ncbi.nlm.nih.gov/?sort=pubdate&size=200&term=Rymaszewski+Z&cauthor_id=7593228

# 7

# 7

Radość ze zdania egzaminu była bardzo duża, miałam silne postanowienie nie zdawania już więcej żadnego egzaminu, ale okazało się, że powiedzenie nigdy nie mów nigdy ma swoje uzasadnienie. W 2006 roku zdawałam egzamin z hipertensjologii na zaproszenie konsultanta krajowego prof. Krzysztofa Narkiewicza, znakomitego kolegi i wybitnego specjalisty.

@mimax2 / Krystyna Knypl

  Be the first to like this post
Join the conversation
0
Be the first one to comment on this post!
Up
Copyright @Photoblog.com