4/03/2021. Medycyna Oparta na Wspomnieniach - odcinek szósty

by Krystyna Knypl March. 04, 2021 117 views

Poprzedni odcinek https://www.photoblog.com/mimax2/2021/03/04/4032021-medycyna-oparta-na-wspomnieniach-odcinek-piaty/

Następny odcinek https://www.photoblog.com/mimax2/2021/03/05/5032021-medycyna-oparta-na-wspomnieniach-odcinek-siodmy/

Kariera mnie nie uwiera

W czasie stanu wojennego w Polsce podczas rozmowy telefonicznej co jakiś czas rozlegał się komunikat - rozmowa kontrolowana, rozmowa kontrolowana - podobnie było z moją karierą w okresie szpitalnym. Można bardziej doprecyzować ten stan - była to kariera bardzo ściśle kontrolowana.

Kontrolerami był akademicki oraz partyjny establishment działający w szpitalu oraz na uczelni - czyli jak określa to słownik języka angielskiego grupy trzymające władzę.

Grup trzymających władzę na świecie jest wiele

https://en.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Rouge_admin

i jakby energicznie grupy te nie wypierały się swojego wpływu na życie innych ludzi, to taki wpływ wywierają i jednocześnie lubią nie przyznawać się do tej aktywności, ba! chodzić w zaparte -ale od dawna wiadomo, że jest to nic nie warte ;).

Grupami trzymającymi władzę w medycynie akademickiej w latach siedemdziesiątych PRL była profesura akademicka oraz funkcjonariusze partyjni (władza zaczynała się od stanowiska sekretarza POP czyli Podstawowej Organizacji Partyjnej).

Nagrody w postaci lepszego zatrudnienia, atrakcyjniejszych stanowisk i etatów pomocnych w rozwoju kariery były dla swojaków czyli przedstawicieli profesorskich rodów, członków partii jawnych oraz niejawnych jej kooperantów. Czynnikiem sprzyjającym karierze była płeć męska, jeżeli płeć żeńska dała się wykorzystać przedstawicielom płci męskiej ulokowanych na wyższych szczeblach akademickiego dziobania też miała pewne szanse na karierę.

Nie mając takich czynników sprzyjających karierze jak możny protektor z rodziny, skłonność do zapisywania się do organizacji politycznych, umiejętność skakania na dwóch łapkach wokół decydentów z definicji byłam skazana na ograniczoną ścieżkę rozwoju zawodowego. Posługując się współczesną terminologią można powiedzieć, że zakres mojej kariery był pochodną kombinacji lepkiej podłogi oraz szklanego sufitu. Udało mi się oderwać od lepkiej akademickiej podłogi w dużej mierze dzięki mojemu mężowi Mieczysławowi, zwanego w domu Francisem. Po pierwsze wyszłam za niego za mąż i urodziłam naszą córkę, co diametralnie przewartościowało moje cele życiowe. Po drugie otrzymałam od niego fantastyczne wsparcie redaktorsko - graficzne, dzięki czemu moja wszelka twórczość dziennikarska jest w pełni profesjonalna. Po trzecie jest on miłośnikiem czystych podłóg w naszym domu i gdy tylko najmniejsza kropka spadnie na wykładzinę w kuchni lub w łazience zawsze ją pracowicie i starannie wyciera ;).

W okresie szpitalnym (1968 -1981) mojej drogi zawodowej udało mi się uzyskać następujące osiągnięcia:

# specjalizacja I stopnia z chorób wewnętrznych 1972

# wygłoszenie referatu na posiedzeniu Oddziału Warszawskiego Towarzystwa Internistów Polskich "Przypadek raka kory nadnerczy przebiegający z hiperaldosteronizmem" 1972

# doktorat z kardiologii "Przydatność ultrasonokardiografii do oceny stanu czynnościowego mięśnia sercowego" 1974

# specjalizacja II stopnia z chorób wewnętrznych 1976

# wygłoszenie wykładu w języku rosyjskim "Zastosowanie leków blokujących receptory adrenergiczne w chorobach układu krążenia" na konferencji naukowej "Tydzień leków polskich w Nowosybirsku" 1975

# prowadzenie ćwiczeń z chorób wewnętrznych w języku rosyjskim ze studentami z Uniwersytetu Medycznego w Erywaniu, którzy przyjeżdżali na praktyki wakacyjne do Polski

# uczestnictwo w seminarium echokardiograficznym w Londynie 1979

# autorstwo i współautorstwo 37 doniesień naukowych opublikowanych w prasie krajowej oraz zagranicznej

Jak widać pozytywne wydarzenie zawodowe osobie niezależnej, bez skłonności do kicania na dwóch łapkach wokół decydentów, trafiało się raz na 2 do 4 lat! No ale na drodze do kariery najważniejsza jest wytrwałość w dążeniu do wytyczonego celu.

Osiągnięcia dotyczące kontynuacji szkolenia podyplomowego były w tym zakresie prawie powszechnie dostępne. Niekiedy było trudno uzyskać II stopień specjalizacji w dyscyplinach zabiegowych - wiązało się to z niechęcią niektórych ordynatorów do dopuszczania młodych lekarzy do samodzielnego wykonywania zabiegów operacyjnych. Chorobliwa fraza nie będę sobie konkurencji hodował była mottem tych ludzi, których niestety wcale nie rzadko można spotkać także współcześnie na oddziałach zabiegowych.

Ekstremalnie trudnym było uzyskanie dostępu do robienia habilitacji - dr hab. med. to był "samodzielny pracownik naukowy" czyli konkurencjaa dyplomowana!

Moje osiągnięcia wynikające ze znajomości języka rosyjskiego z perspektywy lat wyglądają egzotycznie - były dla mnie dostępne z powodu wyłączności na znajomość tego w owych latach potrzebnego języka. Podobny mechanizm wyłączności miał miejsce z ultrasonkardiografią. Ówcześni bonzowie medycyny nie wróżyli ultrasonokardiografii przyszłości. Jako osoba zajmująca się ultrasonokardiografią otrzymałam zaproszenie do udziału w konferecnji szkoleniowej w Londynie. Wszystkimi sposobami starano się uniemożliwić mi ten wyjazd...

-Proszę pani zaproszenie od organizatora konferencji nie doszło do nas i w tej sytuacji nie możemy wystawić wniosku o paszport służbowy dla pani - słyszałam każdego dnia, a termin wyjazdu zbliżał się szybkimi krokami.

Przedstawiciel organizatora konferencji na Polskę informował mnie, że zaproszenie na fax szpitalny wysłano i to kilka razy... Wpadłam na pomysł aby kolejny raz zaproszenie adresowane do szpitalnych decydentów wysłano na fax warszawskiego biura organizatorów. Dokument dotarł oczywiście bez przeszkód, dostarczono mi go za pół godziny, a ja przekazałam go obolałemu decydentowi.

-No widzi pani jaki bałagan mają ci organizatorzy, ile musieliśmy czekać na to zaproszenie - skomentował pan władca naszych młodych lekarskich losów.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=LgEObQ-J3EY&t=286s

Wykładowcą na kursie był prof. Arthur E. Weyman, pionier w zakresie badania zastawki płucnej. Byłam pod dużym wrażeniem tego co pokazywał. Po powrocie powiedziałam do jednego z młodszych kolegów podówczas rozpoczynającego swoją karierę lekarską, aby zajął się zastawką płucną i tym co za nią czyli krążeniem małym. Kolega rady posłuchał i z sukcesem rozwinął badania w tym kierunku.

Echokardiografię wprowadził w 1953 roku Inge Edler

wraz ze swoim przyjacielem fizykiem Hellmuthem Hertzem, do diagnostyki stenozy mitralnej. W Polsce metodę wprowadziła prof. Krystyna Imurzyńska, recenzentka mojej pracy doktorskiej, pod kierunkiem której zgłębiałam podstawy echokardiografii w szpitalu przy ul. Goszczyńskiego. W tajniki echokardiografii wprowadzał mnie także dr Andrzej Czernik, kierownik pracowni kardiologicznej w Lecznicy Ministerstwa Zdrowia przy ul. E. Plater 18 w Warszawie.

W zgłębianiu tajemnic tej metody pomocna była książka Echocardiography H. Feigenbauma, którą wypatrzyłam na Międzynarodowych Targach Książki w PKiN i po zakończeniu wystawy dostałam w prezencie od mojego pacjenta, który pracował jako tłumacz jęz. niemieckiego na jednym ze stoisk

Spoglądając z dłuższej perspektywy obejmującej zmiany jakie dokonały się w organizacji i funkcjonowaniu ochrony zdrowia na przestrzeni ostatnich 20 lat oraz mojego drugiego zawodu czyli dziennikarstwa medycznego mogę podsumować etap szpitalnej kariery: nie ma tego złego co by na dobre wyszło. Angielska wersja tego przysłowia brzmi: every cloud has a silver lining czyli każda chmura ma srebrną otoczkę co w rozszerzonej interpretacji tak można ując. Chmury w mojej lekarskiej młodości okazały się prowadzić do kariery w okresie srebrnych włosów. Poniżej zdjęcie z warsztatów dla dziennikarzy medycznych w Berlaymont Building w Brukseli (2013)

# 1 Polska wstąpiła do EU 1/05/ 2004 r., ja przekroczyłam brukselskie progi 7/03/2008 uczestnicząc w konferencji prasowej Europacolon, natomiast Berlaymont Building, który jest jednym z oficjalnych budynków EU, przekroczyłam 7 października 2013.

# 1 Polska wstąpiła do EU 1/05/ 2004 r., ja przekroczyłam brukselskie progi 7/03/2008 uczestnicząc w konferencji prasowej Europacolon, natomiast Berlaymont Building, który jest jednym z oficjalnych budynków EU, przekroczyłam 7 października 2013.

Wielu ludziom marzy się szybka kariera, ale od marzenia do spełnienia w większości przypadków droga jest długa, pod górkę, wyboista i pełna nieoczekiwanych zakrętów oraz zwrotów akcji.

Warsztaty dla dziennikarzy medycznych 7 październik 2013 (siedzę trzecia po lewej) - więcej o tym wydarzeniu pod linkiem

https://ec.europa.eu/health/blood_tissues_organs/events/journalist_workshops_organ_en#fragment1

Mój artykuł o warsztatach na temat transplantacji na stronach EU, w języku angielskim pod linkiem

https://ec.europa.eu/health/sites/health/files/blood_tissues_organs/docs/ev_20131007_art23_en.pdf

Od rozpoczęcia marzeń o karierze do jej urzeczywistnienia minęło w moim przypadku wiele lat i myślę, że nie jestem wyjątkiem. Ile lat? Od 1968 roku do 2013 upłynęło ponad czterdzieści lat podczas których przez pierwsze trzy dekady uczyłam się głównie medycyny. W latach 90 tych stanęłam przed wyzwaniem nauczenia się zawodu świadczeniodawcy usług medycznych według reguł wymyślonych przez Kasy Chorych i NFZ. Miałam ostrą reakcję anafilaktyczną na pisanie po wielokroć kodów pocztowych i adresów moich pacjentów w dokumentacji medycznej.

Po wykonaniu kilku kroków w stylu tanga czyli dwa kroki do przodu, krok do tyłu roku w tej nowej rzeczywistości medycznej zdecydowałam się na oddalenie się od praktyki lekarskiej dostojnym krokiem. Grunt był zbyt grząski aby po nim dalej stąpać.

-Swamp, just swamp - zwykła mawiać w takich sytuacjach moja amerykańska przyjaciółka Tamara, która zmotywowała mnie skutecznie do podniesienia poziomu znajomości języka angielskiego, więcej o tym jak to zrobiła

https://gazeta-dla-lekarzy.gazeta-dla-lekarzy.kylos.pl/index.php/wybrane-artykuly/384-moglabys-lepiej-mowic-po-angielsku

Obranym nowym kierunkiem było dziennikarstwo. Pisanie zawsze szło mi łatwo, trzeba było poznać reguły poruszania się w nowym środowisku, nauczyć się języka angielskiego, zostać członkiem organizacji dziennikarskich.

Ważne było wsparcie jakiego udziela mi mąż Mieczysław, zwany w domu Francisem, który jest dziennikarzem i DTP-owcem oraz córka Katarzyna, zwana przeze mnie Kate. Daje mi ona znakomite, uniwersalne rady oraz jest pierwszą recenzentką moich tekstów w języku angielskim. Jej ponadczasową radą było powiedzenie:

-Mima, wszystko masz w głowie, tylko dobrze poszukaj! - więc szukam i okazuje się, że dziecko miało rację!

Powinniśmy zakasać rękawy i otworzyć umysły na nowe formy komunikacji - napisałam w artykule opublikowanym 31/10/2019 r. na łamach e-Journal of Cardiology Practice.

# 3

# 3

Praca nad tekstem była ciekawym doświadczeniem nie tylko w kwestii pisania w języku angielskim, ale także w zakresie komunikacji z międzynarodowymi recenzentami. Byli bardzo wymagający, dociekliwi, ale też pomocni. Nagrodą za ten trud był prestiż publikacji, której byłam jednym autorem, w poważnym piśmie naukowym, a także honorarium w wysokości 400 euro. Było to pierwsze honorarium w euro jakie otrzymałam, ale nie pierwsze w walucie obcej. Od 2016 roku piszę felietony dla www.sermo.com amerykańskiego, globalnego portalu dla lekarzy, które przesyła honoraria za felietony w usd na korporacyjną kartę przedpłaconą. Sympatycznie, że nie tylko ZUS zasila mój budżet kobiety z pokolenia 75(+)!

# 4

# 4

Drugi mój artykuł opublikowany 22/07/2020 na łamach e-Journal of Cardiology Practice dotyczy tętniaka aorty brzusznej, więcej pod linkiem

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/07/22/22072020-my-article-about-aortic-artery-aneurysm/

Czy do trzech razy sztuka? - nie mam pewności ponieważ za drugim razem współpraca z recenzentem nie była usłana płatkami róż. Dlaczego e-Journal of Cardiology Practice publikuje moje artykuły? Zastanawiałam się nad tym. Prawdopodobnym powodem jest to, że odróżniają się one od innych tekstów - nie są zbyt akademickie, są bardziej dziennikarskie, a przy tym pozostają merytoryczne. Wzorem w tej kwestii pozostaje dla mnie Norman M.Kaplan - hipertensjolog piszący najciekawiej ze wszystkich autorów prac o nadciśnieniu tętniczym.

Nową formą komunikacji, na którą warto być otwartym, było napisanie artykułu o Polskiej Misji Medycznej w Korei Północnej, który opublikowałam na wydawanej przeze mnie od 2012 roku www.gazeta-dla-lekarzy.com ( GdL). Publikacja zaowocowało zacytowaniem mojego artykułu w pracy Nicolasa Levi'ego, który jest badaczem historii Półwyspu Koreańskiego. Napisałam do autora doniesienia kilka słów po angielsku

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/06/25/25062020gazeta-dla-lekarzy-w-miedzynarodowej-prasie-naukowej/

# 5

# 5

Po pewnym czasie Nicolas Levi odpisał do mnie w języku polskim, że moje artykuły będą cytowane w jego monografii o historii stosunków koreańskich. Artykuły napisałam zainspirowana przez rodzinę doc. Aliny Wierzbowskiej, która była jedną z uczestniczek misji. Jej wnuczka oraz syn podarowali redakcji GdL scany pamiątkowych fotografii z pobytu pani docent w KRLD i ten dar był inspiracją do podjęcia szerszych studiów. Także fakt, że znałam osobiście kilku wolontariuszy tej misji humanitarnej ( byli między innymi prof. Zdzisław Łapiński, prof. Marek Sznajderman) przyczynił się do podjęcia tematu.

Tak oto reforma ochrony zdrowia w Polsce spowodowała, że zreformowałam moją drogę zawodową. A może moja druga kariera to nie opisany jeszcze w CHPL efekt uboczny reformowania ochrony zdrowia???

@mimax2 /Krystyna Knypl

Join the conversation
0
Be the first one to comment on this post!
Up
Copyright @Photoblog.com