9/04/2021. Wspomnień wiele, na początek hotele, cz. 5

by Krystyna Knypl April. 09, 2021 78 views

Motto:
" ...według moich zasad każdy pisarz – niezależnie od tego, czy jest najlepszy czy najgorszy – powinien zdawać prostą i szczerą relację ze swego własnego życia, nie zaś opowiadać o tym co słyszał o życiu innych...”
Henry David Thoreau „Walden” PIW 2005

Spis wszystkich podróży

Poprzedni odcinek

https://www.photoblog.com/mimax2/2021/04/08/8042021-wspomnien-wiele-na-poczatek-hotele-cz-4/

Następny odcinek

https://www.photoblog.com/mimax2/2021/04/10/10042021-wspomnien-wiele-na-poczatek-hotele-cz-6/

Kontynuując wspomnienia wczesnego okresu po Pradze kolejnym odwiedzonym miastem podczas studenckiej wycieczki był Budapeszt. Podobnie jak w Pradze w Budapeszcie również mieszkaliśmy w akademiku, ale zapamiętanie węgierskiej nazwy, nawet gdyby to działo się wczoraj jest absolutnie wykluczone. W ramach wdrażania się do światowego życia poszliśmy na kawę do Hotelu Gellerta. Młodzi i bez doświadczenia nie przewidzieliśmy kosztów. Większość kolegów z naszej grupy w tym czasie zażywała kąpieli na słynnych basenach hotelowych. Gdy kelnerka przyniosła rachunek, okazało się że jesteśmy niewypłacalni. Zostałam wydelegowana do odnalezienia kogoś z grupy i pożyczenia pieniędzy. Sprawa nie była łatwa, bo rozpoznanie na zatłoczonym basenie osoby w stroju kąpielowym, poznanej parę dni temu, wymagało nie lada wysiłku. Znalazłam naszego węgierskiego przewodnika chyba tylko dzięki temu, że był ubrany. Przewodnik złapał się za głowę na wieść, że poszliśmy do tak drogiej kawiarni.
Pożyczył potrzebną kwotę, z którą zziajana przybiegłam do kawiarni. Tymczasem moi koledzy zdążyli przekonać kelnerkę do zabrania nienapoczętego napoju i tym sposobem rachunek się obniżył. Z dumą oddaliśmy pożyczone pieniądze i z ulgą ruszyliśmy do Bukaresztu.

W późniejszych latach odwiedziłam Budapeszt jeszcze dwukrotnie służbowo - z powodu konferencji kardiologicznych w 1998 roku i 2009 roku.

# 1 Agro Hotel, Budapeszt

# 1 Agro Hotel, Budapeszt

Relacja z pobytu w 1998 roku

W związku z uczestnictwem w konferencji byłam w Budapeszcie w dniach 15 – 19 października 1998 roku. Organizatorzy poprosili mnie o przygotowanie i przesłanie życiorysu w języku angielskim. Hm… do tej pory znałam model PRL z jego optymalną wersją urodziłam się w rodzinie robotniczo-chłopskiej, ( w moim przypadku właściwe jest określenie w rodzinie nauczycielskiej), a co do pisania to najlepiej szło mi dzierganie recept i historii chorób z ich koronnym wstępem pacjent przyjęty do szpitala z powodu bólu w okolicy zamostkowej, promieniującego do lewego barku i trwającego godzinę, a tu trzeba życiorys napisać i w dodatku po angielsku. Podpytałam światowych kolegów co już mieli za sobą pisanie życiorysów ( jeden wesołek gdy kazano nam taki życiorys napisać w szpitalu w rubryce dodatkowe umiejętności wpisał obsługa komputera i odkurzacza, uważaliśmy wówczas, że pytanie lekarza o dodatkowe umiejętności jest nietaktem, dziś mam zupełnie inne zdanie!), kupiłam jakieś książki w stylu Jak olśnić każdego i po paru dniach miałam ogólne pojęcie jak powinien mój życiorys wyglądać. Zaangażowałam do pomocy wyedukowaną już dobrze w języku angielskim córkę i przystąpiłam do dzieła. Wybór asystentki był trafny, bowiem w rubryce hobby zaproponowałam ona poza wpisaniem opera jeszcze kultura żydowska. Nie wiedziałam, że mój bezpośredni opiekun w Budapeszcie był węgierskim Żydem i z czasem nawet wyemigrował powołując się na to pochodzenie. Szlifując kolejne edycje mojego życiorysu z czasem dopracowałyśmy się wersji na kraj, w której rubrykę hobby zapełniało słowo opera oraz wersji na zagranicę rozszerzonej o kulturę żydowską.

# 2 Hotel Agro, Budapeszt

# 2 Hotel Agro, Budapeszt

Na lotnisku okazało się, że uczestniczy w konferencji jeszcze dwóch kolegów z Polski. Jeden z nich z kategorii luzaków co mają zawsze czas na lotnisku przyszedł leniwym krokiem na pół godziny przed odlotem, a tu sjurprajz w postaci overbookingu! Doleciał na wieczór via Wiedeń mając bardzo dużo czasu na rozmyślania. Wtedy pierwszy raz zetknęłam z pojęciem overbookingu.
Dolecieliśmy do Budapesztu, gdzie na lotnisku czekał na mnie Lajos. Okazało się, że mówi on bardzo dobrze po rosyjsku bowiem jego rodzice pracowali w dyplomacji węgierskiej i kończył on szkołę w Mongolii, która w przypadku krajów socjalistycznych była prowadzona w języku rosyjskim. Oboje jednak nie znaliśmy po rosyjsku terminów fachowych i w takich przypadkach używaliśmy terminologii angielskiej. Po rozgoszczeniu się w hotelu Agro – położony na wzgórzu Szabadsag – pojechaliśmy na wycieczkę. W programie umieszczono wizytę w miejscowej synagodze, ale wytłumaczyłam Lajosowi, że moje zainteresowanie jest nie aż tak wielkie aby gnać do synagogi w każdym mieście. Skończyło się więc na Moście Małgorzaty, Wzgórzu Gellerta, Starym Mieście oraz wizycie w supermarkecie.

Wieczorem oczywiście dinner z udziałem wszystkich uczestników. Siedziałam obok koleżanki z Kijowa i dalej trenowałam swój rosyjski. Znajomość ciągnęła się przez kolejne kongresu kardiologiczne i nadciśnieniowe, tak, że za trzecim razem witałyśmy się jak bardzo dobre znajome.

Podczas pobytu na konferencji kardiologicznej w 1998 roku w Budapeszcie po zakończeniu obrad mój sympatyczny opiekun Lajos zaprosił mnie na wycieczkę samochodową do Wyszhehradu. Po drodze zwiedzaliśmy małe miasteczko – nie pamiętałam jego nazwy, a może zgoła nie zwróciłam na nią uwagi podczas podróży. W odkopanych dokumentach znalazłam szczegółowy opis tej sympatycznej podróży oraz poszerzyłam go o wiadomości wykopane w Google. Okazuje się, że we wspomnianym miasteczku jest jedyne na świecie Muzeum Marcepanu. Dowiaduję się, że marcepan przywędrował do Europy wraz z najazdami tureckiemi i był długi czas ciastem używanym do wypiekania kołacza weselnego. Kto by to pomyślał!

Szentendre leży 20 km na północny zachód od Budapesztu. Po obejrzeniu oferty serwetkowej w Szentendere pojechaliśmy do Wyszegradu, który leży w odległości 42 km od stolicy Węgier. W drodze powrotnej zjedliśmy obiad w restauracji.. chińskiej.

Następnego dnia wracałam do domu. Na lotnisku kupiłam oczywiście wyroby z marcepana oraz płyty muzyką węgierską. Za kilka miesięcy Lajos przyjechał służbowo do Warszawy. Zaprosiłam go na domowe pierogi i barszcz. Smakowały mu bardzo, a ponadto jak powiedział mi bardzo wzrosły jego notowania kolegów bowiem on tylko jeden miał zaproszenie w Warszawie do prywatnego domu.

Spoglądając na pamiątkowy dyplom potwierdzający mój udział w budapeszteńskiej konferencji dopiero dziś zauważyłam informację, że konferencja była co-sponsored by the USA Agency for International Development i pewnie z tego powodu musiałam napisać życiorys po angielsku. Dyplom podpisali Gabor Andrassy z St.Francis Hospital w Budapeszcie, Robert G.Matthews z Fairfax Hospital w Fairfax, Virginia US oraz Christopher J.Leet z Prince William Hospital Manassas, Virginia US.

Tematyka wykładów była bardzo zróżnicowana – leczenie zaburzeń rytmu, działanie proarytmiczne leków, zatorowość płucna, niewydolność krążenia, zapalenie wsierdzia, wady zastawkowe – chyba ambitni organizatorzy chcieli na wtłoczyć do głów całą kardiologię w jeden dzień.
Najciekawsze jednak, że wykład dr G.Matthew dotyczył inhibitorów płytkowych glikoprotein IIb/IIIa czyli tematu bardzo nowoczesnego, ale chyba tego nie doceniłam, tym bardziej, że był to przedostatni wykład.

Więcej

https://www.photoblog.com/mimax2/2011/06/03/3062011-nie-mialam-pojecia-ze-bylam-w-miasteczku-szentendre-na-wegrzech/

Relacje na gorąco z pobytu w Budapeszcie w 2009 roku

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/11/20/20112009-greetings-from-budapest-hungary/

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/11/21/21112019-hungarian-parliament-in-budapest/

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/11/22/22112009-flight-ma-840-from-budapest-and-foggy-day-at-warsaw-airport/

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/11/23/23112009-budapest-between-airport-and-hotel/

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/11/25/25112009-before-dinner/

Mieszkałam w 2009 roku w Grand Hotel, tu link do wnętrz hotelowych

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/11/24/24112009-my-hotel-in-budapest/

Ogólnie było mglisto i jesiennie

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/11/28/28112009-autumn-in-budapest/

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/12/01/1122009-foggy-day-in-budapest/

W parku przy hotelu był ciekawy pomnik

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/11/26/26112009-couple/

Niedaleko wzdłuż Dunaju biegali zwolennicy porannego joggingu

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/11/27/27112009-jogging-in-budapest/

# 2

# 2

Ciekawe zabytki

https://www.photoblog.com/mimax2/2009/12/03/3122009-cos-historycznego-z-budapesztu/

Inne konferencje z lat 90 tych to Hammamet w Tunezji

https://www.photoblog.com/mimax2/2011/05/31/31052011-tunezja-1998-bardziej-szczegolowo/

https://www.photoblog.com/mimax2/2018/05/21/21052018-zloty-dyplom-lekarza-rozdzial-24-nad-morze-srodziemne/

# 3

# 3

Mój pokój w Hammamet

# 4

# 4

Podczas szkolenia w Heraklionie mieszkałam w hotelu Marina

https://www.photoblog.com/mimax2/2011/06/01/1062011-szkolenie-w-heraklionie-kreta-1999/

https://www.photoblog.com/mimax2/2020/01/23/23012020-podroz-jest-olsnieniem-od-marzenia-do-spelnienia-cz23/

@mimax2 /Krystyna Knypl

Join the conversation
0
Be the first one to comment on this post!
Up
Copyright @Photoblog.com